"Feniks" kontra powódź. Takiej operacji nie było w Polsce od lat
Polscy żołnierze zakasali rękawy mundurów i biorą się do pracy. W poniedziałek na terenach dotkniętych powodzią rusza operacja 'Feniks'. Będzie się ona koncentrować na trzech podstawowych obszarach: odbudowie infrastruktury, ograniczeniu ryzyka przyszłych powodzi oraz wsparciu cywilów, czyli głównie mieszkańców terenów dotknięty klęską żywiołową.
Jak mówił w TOK FM wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk, to największa od lat tego typu akcji. Aktualnie w walkę ze skutkami powodzi jest zaangażowanych ponad 26 tysięcy żołnierzy. - W całej akcji weźmie udział kilkanaście tysięcy żołnierzy, którzy będą wspierać samorządowców w odbudowie zniszczeń - podkreślił w 'Poranku TOK FM' Tomczyk.
Awaria przepompowni kilkaset metrów od wałów Odry. Wojskowe śmigłowce w akcji
Jak dodał, wygląda na to, że największa fala powodziowa jest już za nami. Dlatego dzisiaj trzeba skoncentrować się na innych działaniach i zamiast na bieżąco reagować na kryzys, skutecznie odbudować zniszczenia. Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
- To wymaga systemowego rozwiązania. Na miejscu zostaną zawiązane zgrupowania wojskowe: logistyczne i inżynieryjne, a także Wojska Obrony Terytorialnej, które będą mogły wydzielić siły i środki dla poszczególnych samorządowców oraz będą pomagały w odbudowie przepraw. Wszystko zależy jednak od tego, jaka pomoc w danym miejscu będzie najbardziej konieczna. To wszystko będzie zależało od dowódców na miejscu - zaznaczył rozmówca Dominiki Wielowieyskiej.
Tomczyk dodał, że do kluczowych zadań żołnierzy będzie należała budowa mostu tymczasowego w Głuchołazach, bo miast w tej chwili nie ma ani jednego czynnego mostu, czy szpitala w Nysie, gdzie wciąż działa tylko szpital polowy.
W Lubuskiem przeciekają wały? Fake-newsy utrudniają pracę służb. 'Za to grozi więzienie'
Gość TOK FM nie omieszkał również podkreślić, że samorządowcy, którzy nie poradzili sobie z zarządzeniem kryzysowym, najprawdopodobniej poniosą konsekwencję. Dopytywany o to, jakie, nie potrafił jednak sprecyzować. - Burmistrzowie, którzy zostali odwołani ze swoich stanowisk, jeśli chodzi o zarządzanie kryzysowe, mają prawo do swojej obrony. To, czy i w jaki sposób odpowiedzą za to, czego nie byli w stanie samodzielnie zorganizować, to już kto inny będzie osądzał. Nie chce dziś tego roztrząsać, to oczywiście krok po kroku trzeba wyjaśnić, natomiast dzisiaj koncentrujemy się na tym, by pomóc tym ludziom na miejscu kataklizmu - skwitował Tomczyk.