,
Obserwuj
Polityka

Rosyjskie bazy wojskowe tuż przy polskiej granicy. Czy mamy się czego bać?

Aleksandra Gruszczyńska
3 min. czytania
31.10.2024 08:26
- Nie widzę tu sensacji. Obwód Królewiecki był od zawsze mocno zmilitaryzowany - tak Paulina Siegień dziennikarka specjalizująca się w sprawach Rosji, skomentowała w TOK FM informacje ws. baz wojskowych tuż przy granicy z Polską. Wskazała na inny, interesujący trop.
|
|
fot. 5Rosyjskie Centrum Pojednania walczacych stron w Syrii/ EAST NEWS

Specjalna jednostka rosyjskich służb wojskowych stacjonuje tuż przy granicy z Polską w obwodzie królewieckim. To właśnie tam - jak poinformował kolektyw reporterski Front Story - mają szkolić się najbardziej sprawni żołnierze należący do jednostki GRU oraz sabotażyści. Przez ekspertów to właśnie ta jednostka uznawana jest za jedną z najbardziej niebezpiecznych. Co więcej, w pobliżu wsi Parusnoje, która znajduje się półtorej godziny jazdy samochodem od przejścia granicznego w Grzechotkach, znajduje się rosyjska baza rakietowa, w której może znajdować się nawet 100 Iskanderów gotowych do przenoszenia broni atomowej.

Czy zatem na kolejnej granicy Polska będzie miała problem i ze strony Rosji grozi nam realne niebezpieczeństwo? O to w TOK FM zapytana została Paulina Siegień dziennikarka i autorka książki "Miasto bajka. Wiele historii Kaliningradu". 

Tu teraz uderzy armia Putina. Chce zdążyć przed zimą

Rosja stworzyła 'imperium zła' przy granicy z Polską? 

- Rozumiem, że dziennikarze z Front Story chcieli pokazać, że Rosja używa obwodu królewieckiego do siania destabilizacji w regionie, ale ci, którzy śledzą, to co dzieje się w Rosji, wiedzą, że tu nie ma żadnej sensacji - wyjaśniła gościni audycji "TOK-360. Podsumowanie dnia". Jak dodała, to, że obwód królewiecki jest regionem mocno zmilitaryzowanym, wiadomo od dawna. Nie jest też tajemnicą,  że są tam jednostki wojskowe, poligony, baza floty bałtyckiej, lotniska wojskowe, a także Iskandery i broń jądrowa. 

- To mnie nie szokuje, to wszystko są informacje, które na przestrzeni dekad pojawiały się już w mediach. Co więcej, sama Rosja tego faktu nie ukrywa, a sama baza w Parusnoje jest szeroko opisywana w rosyjskich źródłach - podkreśliła Siegień.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Dziennikarka dopytywana, czy zdjęcia satelitarne pokazane w tekście, dowodzą, że Rosja w ostatnich latach mocno zainwestowała w odnowienie wojskowych baz i czy te inwestycje, jak sugerują autorzy tekstu Front Story, nasiliły się po inwazji na Ukrainę, częściowo przytaknęła. 

- To, że bazy są odnowione i że powstały nowe budynki jest bardzo możliwe. Natomiast nie powiedziałabym, że Rosja zaczęła inwestować tam jakoś szczególnie po ataku na Ukrainę. Nie, to są inwestycje, które trwały od lat i jeśli miałabym powiedzieć, kiedy ruszyły z kopyta, raczej wskazałabym na 2014 rok - stwierdziła rozmówczyni Anny Piekutowskiej. 

Nieprzypadkowa koincydencja zdarzeń? Tak MON urabia sobie grunt? 

Siegień wskazała, że kwestia bezpieczeństwa na granicy polsko-rosyjskiej pozostaje stabilna. W jej ocenie dużo więcej zagrożeń czyha na granicy z Białorusią. 

- Ruch na granicy wygląda zupełnie normalnie. Oczywiście są pewne ograniczenia wizowe wprowadzone dla Rosjan, ale to nie znaczy, że przejścia graniczne są zamknięte. Polska też normalnie handluje z Rosją, bo jest szereg towarów nieobjętych sankcjami - podkreśliła.

'Czarne chmury' nad mieszkańcami Podlasia. Będą wywłaszczenia? 'Po prostu się boją'

Dziennikarka specjalizująca się w sprawach Rosji wskazała także, że w tekście o rosyjskich bazach budowana jest atmosfera zagrożenia, ale jest w nim sporo niedomówień i niewyjaśnionych wątków. Pokusiła się nawet o wskazanie powodu.  - Ciekawe dla mnie jest to, że publikacja tego tekstu zbiega się z publikacją polskiego ministerstwa obrony, które właśnie rozpoczęło kampanie na rzecz budowy Tarczy Wschód - powiedziała gościni TOK FM.  Jej zdaniem nie jest to przypadkowe działanie, zwłaszcza że MON w projekcie ustawy o Tarczy Wschód wspomina o wywłaszczeniach w regionach przygranicznych. 

- Rozmawiałam z wojewodą podlaskim, nie był w stanie określić, jak duży teren przy granicy z obwodem królewieckim polskie wojsko będzie chciało przejąć. Jego zdaniem raczej spory. A do tego trzeba wysiedlić ludzi, którzy tam mieszkają. Ten tekst wpisuje się w narracje rządowe o zagrożeniu, które nam wciąż wisi na karku zarówno przy granicy z Białorusią, jak i teraz Rosją. Być może to ma pomóc przekonać mieszkańców strefy przygranicznej, że dobrze będzie poświęcić swoje majątki, domy i plany dla budowy Tarczy Wschód - stwierdziła gościni TOK FM.