advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świat

Tu teraz uderzy armia Putina. Chce zdążyć przed zimą

Kamil Śmiałkowski
4 min. czytania
02.10.2024 11:35
Jesienne deszcze, a potem zimowe mrozy. Co to oznacza dla żołnierzy i ich sprzętu na froncie wojny ukraińsko-rosyjskiej? - Generalnie jesień i zima nie są porami roku, które sprzyjają do prowadzenia manewrów czy w ogóle walki na szeroką skalę - tłumaczył w TOK FM gen. Tomasz Bąk. Mówił też, gdzie teraz uderzy armia Putina.
|
|
fot. AA/ABACA/East News

Sytuacja na froncie rosyjsko-ukraińskim nie ulega w ostatnich dniach poważniejszym zmianom. Gość "Pierwszego programu" w TOK FM, były dowódca 21. Brygady Strzelców Podhalańskich w Rzeszowie, generał Tomasz Bąk określił to jako "typową wojną na wyniszczenie" - Linia frontu praktycznie w tej chwili nie przesuwa się, a jeśli się przesuwa, to są to metry albo jakieś drobne kilometry - tłumaczył. Rosjanom mocno zależy obecnie na miejscowości Pokrowka. - Głównie chodzi o to, żeby uzyskać dobre pozycje do zaopatrywania logistycznego. Aby przed zimą wojska mogły stanąć w takiej pozycji, która umożliwi im uzupełnienie strat oraz zaopatrzenie armii rosyjskiej - wyjaśniał gość Wojciecha Muzala.

Zakończyć na jakichkolwiek zasadach

Z kolei armia ukraińska jest, jego zdaniem, mocno wykrwawiona, a wola walki żołnierzy powoli spada - Pamiętajmy, że to jest trzeci rok uporczywej wojny - stwierdził. Nakładają się na to braki środków bojowych, sprzętu, amunicji - Stąd też zabiegi prezydenta Zełenskiego, również podczas ostatniej wizyty w Stanach Zjednoczonych - zauważył.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

- Na to wszystko nakłada się również sytuacja zmęczenia państw zachodnich i całego środowiska, które otacza to pole walki. Większość społeczeństw przekonanych jest o tym, że to już najwyższy czas, aby tę wojnę zakończyć na jakichkolwiek zasadach, które pewnie ani dla jednych, ani dla drugich nie będą satysfakcjonujące - stwierdził, dodając, że zwłaszcza dla Ukrainy. Nawiązał przy tym do co coraz poważniejszych głosów nawołujących, by Ukraina zrezygnowała z części swojego obszaru w zamian za to, że "zostanie wzięta w swoistą opiekę i stworzone zostanie szybko oraz skutecznie państwo typu zachodniego".

Generał Bąk zauważył przy tym, że już wiadomo o kolejnym przyszłorocznym wzroście zasobów, które wykorzystać będzie mogła rosyjska armia, a także o kolejnym dekrecie Putina o mobilizacji ponad 130 tys. żołnierzy. - Ta wojna więc w dalszym ciągu będzie uporczywą wojną na wyniszczenie. System ukraiński nie jest na tyle wydolny, aby mógł to udźwignąć - przekonywał. Jego zdaniem, to kolejne przesłanki do rozejmu. Generał wspomniał o możliwych październikowych konsultacjach między Ukrainą a państwami zachodnimi - Żeby skonstruować jakiś rozsądny model tego, co można byłoby zaproponować Rosji, jeśli nie w ramach trwałego pokoju to przynajmniej rozejmu, który pozwoliłby zatrzymać to szaleństwo - tłumaczył.

Oczekiwać wiosny

Tymczasem jednak front szykuje się do kolejnej zimy, czyli znacznie trudniejszych warunków meteorologicznych. - Z autopsji wiemy, że zima raz jest cieplejsza, raz chłodniejsza, raz jest więcej opadów, raz mniej, ale zawsze należy przewidywać ten najbardziej pesymistyczny wariant sytuacji. W związku z tym wojska muszą przygotować się do walki w warunkach zimowych - powiedział gość TOK FM.

Oznacza to duże opady, zwłaszcza deszczu i niedostępność terenu dla sprzętu opancerzonego czy pancernego. - Również sama kwestia przetrwania żołnierzy będzie spędzała sen z oczu wielu dowódców, bo trzeba dostarczyć odpowiednie środki, aby żołnierze mogli przetrwać na terenach, które są objęte walką - stwierdził, dodając, że nie można zapominać o ludności cywilnej, której "wiara i morale zawsze przekłada się na walczących żołnierzy". A wpływ na cywilów z pewnością mają ostatnie miesiące, podczas których Rosja skupiła się na niszczeniu infrastruktury krytycznej, w tym przede wszystkim zakładów energetycznych i ciepłowniczych.

Gdy jesienne roztopy zostaną zastąpione mrozami, nie spowoduje to powrotu do walk jednostek zmotoryzowanych. - Spadek temperatur negatywnie wpływa na inne czynniki, nie można tylko mówić o samym działaniu i możliwościach jezdnych sprzętu. Do tego dochodzą możliwości zaopatrywania, wyżywienia żołnierzy i tego, że muszą się gdziekolwiek rozgrzać, żeby mogli podjąć walkę - wyjaśniał gen. Bąk. Sprawa kontynuowania walk zależy od wielu czynników. - Generalnie jesień i zima nie są porami roku, które sprzyjają do prowadzenia manewrów czy w ogóle walki na szeroką skalę - przekonywał. Ekspert stwierdził, że obie strony będą oczekiwać wiosny, "która zawsze przynosi ze sobą zmiany, tak jak w życiu". W tym wypadku może to oznaczać nowe pomysły, plany, ofensywy i kontrofensywy.

Gość TOK FM zauważył przy tym, że Ukraina jest na tę zimę z pewnością przygotowana lepiej niż na poprzednie, to w końcu już trzeci rok wojny. - Natomiast intensyfikacja działań rosyjskich, zwłaszcza ataków lotniczych, rakietowych, dronowych, w znaczny sposób uszkodziła tą infrastrukturę - dodał. To również będzie miało wpływ na sytuację ludności cywilnej. - Niedobory ciepła, prądu i gazu na pewno będą występować w różnych rejonach Ukrainy - spuentował.