Sławomir Mentzen prezydentem? Tu wszyscy w to wierzą. "Niemożliwe nie istnieje"
- Byliśmy na sobotniej konwencji Sławomira Mentzena w Bełchatowie;
- Od polityków Konfederacji i samego Mentzena usłyszeliśmy mocną krytykę Zielonego Ładu oraz paktu migracyjnego;
- Kilka tysięcy zwolenników Mentzena zgromadzonych w hali Energia wiele razy skandowało: "Druga tura. Druga tura". Wydaje się, że kandydat Konfederacji jest na fali;
- "Konfederatom chyba wszystko wyszło" - ocenił w rozmowie z tokfm.pl Michał Piedziuk z Polityki Insight.
Konwencja Sławomira Mentzena w Bełchatowie. Konfederaci celują w drugą turę
"Niemożliwe nie istnieje" - to hasło rozpędzonej kampanii Sławomira Mentzena. Lider Konfederacji zamierza zrobić to, co Andrzejowi Dudzie zajęło aż dwie kadencje, czyli chce odwiedzić w czasie kampanii wszystkie powiaty w Polsce. Za nim już ponad 140 spotkań. Wszystko to ma być tylko środkiem do wielkiego celu - drugiej tury wyborów prezydenckich.
Na fali rosnących sondaży (Mentzen ma już kilkunastoprocentowe poparcie i goni kandydata PiS Karola Nawrockiego) działacze i sympatycy Konfederacji nabrali wiatru w żagle. Na sobotniej konwencji w Hali Energia w Bełchatowie nikt chyba nie wątpił w sukces. Jak podkreślali liderzy Konfederacji, to właśnie tu, w Bełchatowie, "niemożliwe stało się możliwe". Bo od 2024 roku miastem zarządza pierwszy w Polsce prezydent z Konfederacji - Patryk Marjan.
Frekwencja też nie pozostawiała złudzeń - mobilizacja jest ogromna. Licząca 4 000 miejsc hala pękała w szwach. Dla porównania łódzka Atlas Arena, która ostatnio świeciła pustkami na Kongresie Zero Krzysztofa Stanowskiego, może zmieścić prawie 14 tysięcy osób. Nie zmienia to faktu, że już dwie godziny przed startem konwencji przed budynkiem ustawiła się duża kolejka ludzi z całej Polski. Po przekroczeniu progu lokalny dziennikarz skomentował: "Już w tym przedsionku jest więcej ludzi niż na Nawrockim".
Dlaczego przyjechali? - Mentzen to jedyny kandydat, któremu leży na sercu dobro Polski, a nie dobro wszystkich dookoła. Wierzę w drugą turę, będziemy o nią walczyć - powiedział w rozmowie z tokfm.pl działacz Ruchu Narodowego z Brzegu.
Jeszcze bardziej optymistyczna jest Anna. - Nie jestem w Konfederacji, ale przyjechałam tu z Poznania, bo popieram tego kandydata. Jest bliski logice. Jestem wielką zwolenniczką zatrzymania Zielonego Ładu, nie chcę w Polsce paktu migracyjnego. Nie chcę tutaj obcokrajowców, którzy będą niszczyć nasze miasta. Bardzo bym chciała, żebyśmy się poprawili gospodarczo, żebyśmy mieli logiczne, mądre podatki, żeby władza wreszcie trafiła w ręce ludzi, którzy mają kompetencje do tego, żeby dobrze rządzić naszym krajem - mówiła w rozmowie z tokfm.pl. I dodała: "Wierzę nie tylko w drugą turę, wierzę w wygraną. Wierzę w mądrość Polaków".
Na rozmowę na spotkaniu z Mentzenem częściej zgadzali się mężczyźni niż kobiety. Zaczepiane panie czasem się peszyły i wskazywały swojego partnera jako lepszego kandydata do rozmowy. Zresztą kobiet na konwencję przyjechało zdecydowanie mniej. Na oko stanowiły jedynie 20-30 procent zgromadzonych. Podobnie jak ludzie powyżej 40 lat.
Mentzen w drugiej turze. Sympatycy Konfederacji pełni wiary
Większość osób, które zgadzały się na rozmowę to partyjni działacze. Uwagę swoimi kolorowymi okularami z napisem "Mentzen" przykuwał Piotr Marek, członek Konfederacji z Lublina. Zapytany o Mentzena chwalił swojego lidera niczym w "Misiu" Stanisława Barei. - Popieram jego poglądy w pełni. Jest najlepszym prezesem, jakiego sobie można wyobrazić. Jest człowiekiem, który opakował ideę konserwatywną, wolnościową w coś atrakcyjnego dla młodych ludzi, którzy chcą się rozwijać - nie krył zachwytu.
Marek jest przekonany, że w drugiej turze będzie mógł oddać głos na Sławomira Mentzena. A jeśli nie, to kogo poprze? Okazuje się, że to dość problematyczne pytanie. - Nie chcę na nie odpowiadać - wił się. W końcu jednak powiedział, że "wolałby, żeby obecna władza nie miała monopolu na rządzenie". Od razu jednak zastrzegł, że ostatecznej decyzji na kogo zagłosuje i czy w ogóle pójdzie na drugą turę, jeszcze nie podjął.
Poza nielicznymi wyjątkami zwolennicy Konfederacji nie mieli zbyt wielu wyborczych gadżetów. U niektórych widać było partyjne przypinki i flagi. U niektórych osób było też widać czapeczki z daszkiem à la Trump z napisem: Mentzen 2025. W hali rzadko dostrzec można było transparenty.
Konfederaci boją się imigrantów, polityki klimatycznej i... Netflixa
Sławomir Mentzen, niczym prawdziwa gwiazda, kazał zgromadzonym długo na siebie czekać. Najpierw przez około dwie godziny przemawiali kolejno: szef sztabu wyborczego Bartosz Bocheńczak, europosłanka Konfederacji Ewa Zajączkowska-Hernik, prezydent Bełchatowa Patryk Marjan, były prezes NFZ Andrzej Sośnierz, europosłanka Anna Bryłka, posłowie Konfederacji Konrad Berkowicz i Grzegorz Płaczek oraz wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak.
Ci, którzy uważali, że Konfederacja w ostatnim czasie złagodziła kurs i skierowała się w stronę centrum, mogli się czuć zaskoczeni. Mocne wystąpienia spotykały się z entuzjastyczną reakcją sali. Jak to Zajączkowskiej-Hernik, która stwierdziła m.in., że "na świecie jest tylko jeden kontynent, który na własne życzenie ściąga sobie na głowę ogromne zagrożenie, który na pełnej świadomce sprowadza na swój teren morderców, terrorystów, gwałcicieli, handlarzy bronią, narkotykami, dziećmi i kobietami" - To Europa - przekonywała polityczka. Według europosłanki kraje Zachodu przestały już być bezpiecznym miejscem do życia. Zajączkowskiej-Hernik straszyła zamachami, mówiła, że musimy bronić Polski przed migrantami. Postulowała też deportacje kryminalistów oraz "karę śmierci dla zwyrodnialców".
Konrad Berkowicz wyszedł na scenę wymachując rękami w stylu Elona Muska. W przemówieniu też postawił na show. I rzucał pytaniami do sali. - Czy chcecie zrezygnować z samolotów, samochodów, jedzenia mięsa, zniszczyć przemysł, zniszczyć gospodarkę w imię ideologii klimatyzmu? - pytał. - Nie - odpowiadali gromko zgromadzeni.
Grzegorz Płaczek podzielił się zaś z salą innymi lękami. - Dożyłem czasów, że ja boję się włączyć Netlfixa, bo nie pamiętam serialu, żebym nie widział pary homoseksualnej - powiedział.
Czuć było także, że Konfederacja nabrała wiatru w żagle po zwycięstwie Donalda Trumpa. - Amerykanie zrobili przewrót. Chcą po prostu realizować swoje interesy narodowe, a nie czyjeś. Trudno im się dziwić. My chcemy tego samego - Poland first. Musi się pojawić hasło: "Make Europe great again". Europa musi podnieść głowę - mówił Bosak.
Mentzen w Bełchatowie: Jestem radykalnym zwolennikiem zdrowego rozsądku
I w końcu do akcji wkroczył ten, na którego wszyscy czekali. Sławomir Mentzen w ponad 40-minutowym przemówieniu poruszył praktycznie wszystkie zasygnalizowane wcześniej wątki. W większości zresztą te same, które porusza na każdym spotkaniu z wyborcami.
Kandydat Konfederacji najpierw próbował być drugim Donaldem Trumpem. - Mówią nam, że jesteśmy radykałami. I pod jednym względem to rzeczywiście prawda. Jestem radykalnym zwolennikiem zdrowego rozsądku. Uważam, że zdrowy rozsądek jest tym, czego w tej chwili najbardziej brakuje w polskiej polityce - wskazał kandydat Konfederacji.
Mentzen ostro krytykował też politykę klimatyczną Unii Europejskiej, w szczególności Zielony Ład. Powołując się na francuskie wyliczenia, wskazywał, że program kosztować ma Polskę biliony złotych, czyli "250 tys. zł na każdego Polaka". - Czy naprawdę każdy z nas ma płacić 250 tys. zł za to, żeby za 20 lat było nam 1 stopień chłodniej? To już wolałbym te 250 tys. zł zainwestować w Amber Gold - kpił kandydat Konfederacji na prezydenta.
Oczywiście nie mogło zabraknąć ataku na imigrantów. - Elementarny zdrowy rozsądek nakazuje niewpuszczanie do Polski imigrantów z Azji, Afryki, państw odmiennych od Polski kulturowo. Wszędzie, w całej Europie Zachodniej, gdzie pojawiają się imigranci, z Afryki, z Bliskiego Wschodu, tam drastycznie rośnie przestępczość - stwierdził.
Mentzen przekonywał, że "kultury nie są takie same". - Są kultury wysoko rozwinięte, takie jak polska, gdzie ludzie się szanują, nie napadają się na ulicy, gdzie nie jest tolerowana przemoc. Ale są też kultury, gdzie przemoc jest na porządku dziennym, gdzie w ten sposób rozwiązuje się swoje problemy - wskazał. Słowa te brzmią tak, jakbyśmy żyli w kraju, w którym nigdy żaden Polak nikogo nie pobił ani nie zabił. Tymczasem wystarczy przejrzeć jakiekolwiek wiadomości, żeby dowiedzieć się o przestępstwach popełnianych przez ludzi wychowanych w "wysoko rozwiniętej kulturze".
Kandydat Konfederacji na prezydenta za cel obrał sobie też w Ukraińców, którzy według niego "zapychają kolejki do lekarzy, dostają refundowane leki". - Turystykę medyczną sobie zorganizowali za nasze pieniądze - stwierdził.
Mentzen zapowiedział też, że poodbiera ordery ludziom, którzy według niego szkalowali Polaków. Do takich zaliczył Jana Tomasza Grossa, którego nazwał "pseudohistorykiem, który kłamał, że Polacy w trakcie II wojny zabili więcej Żydów niż Niemców".
Wskazał także, że jako przyszły prezydent zamierza wetować znacznie większą liczbę ustaw oraz że nie podpisze żadnej, która miałaby komplikować lub podnosić podatki. Mówił, że "odkurzy" konstytucyjne uprawnienie prezydenta do zwołania Rady Gabinetowej, która miałaby odbywać się co tydzień. Zapowiedział, że pytałby ministrów, nad czym aktualnie pracują. - Jak usłyszę, że pracują nad czymś, co mi się nie podoba, to od razu takiemu ministrowi powiem, że może nad tym dalej nie pracować. Bo i tak tego nie podpiszę - powiedział.
Kulminacyjnym momentem konwencji było pokazanie przez Mentzena swojej rodziny. - Obiecałem żonie, że nie będę jej angażował, jeśli nie będzie szans na drugą turę. Dziś moja żona Agnieszka jest tutaj z nami - mówił.
Konferencja w Bełchatowie. Sukces Konfederacji?
Po konwencji konfederaci wydawali się być w bardzo dobrych humorach. Kilka osób, które zapytaliśmy, oceniły ją bardzo pozytywnie. - Jedyna wada to, że było bardzo duszno. Ale poza tym super energia i bardzo się cieszę, że tu przyjechałam - oceniła młoda działaczka Nowej Nadziei z Krakowa. Zapewniała przy tym, że to bzdura, że to nie jest partia dla kobiet. - U nas w Krakowie jest bardzo dużo kobiet. To prawda, że na sali była większość mężczyzn, ale ja jednak widzę, że jest coraz więcej kobiet za Konfederacją - powiedziała w rozmowie z tokfm.pl.
Inna z pań, które pojawiły się na wiecu Mentzena, oceniła, że może "po prostu więcej mężczyzn niż kobiet interesuje się polityką". - Te, co chciały, przyjechały. Nikt im nie zabronił - wtrąciła się do rozmowy.
- Ale może właśnie nie chciały, może chcą np. prawa do aborcji? - zapytałam.
- A to takie kobiety się na pewno w Konfederacji nie odnajdą - stwierdziła bez żalu moja rozmówczyni.
Mojej młodej rozmówczyni stosunek Konfederacji do aborcji nie przeszkadza. - Jestem katoliczką i dla mnie aborcja to jest po prostu morderstwo. Dlatego tego nie wspieram. Ale też męczy mnie to, że w polskiej polityce ciągle ten temat jest podejmowany. Mówi się tylko: aborcja, aborcja, aborcja. A ja bym chciała, żeby nam wszystkim po prostu żyło się lepiej, żebyśmy byli, tak jak tu skandowaliśmy, dumni i bogaci. A aborcja jest tematem dla mnie całkowicie pobocznym i zastępczym - wyjaśniła.
Także Dorota z Warszawy uśmiecha się, gdy pytam, dlaczego jako kobieta głosuje na Konfederację. - Ja mam dzieci: syna, ale też dwie córki. I chcę bezpieczeństwa dla nich. To, co padło ze sceny, napawa nadzieją, że naprawdę może być w Polsce lepiej. I tego się trzymajmy - powiedziała.
A co na to eksperci? Obecny na konwencji Michał Piedziuk, analityk Polityki Insight także uważa, żebyła ona sukcesem. - Konfederatom chyba wszystko wyszło. Wystąpienia były płynne, przechodziły pomiędzy sobą w bardzo dobrym momencie. I wydaje się, że spełnili swoje założenia. Konwencja mimo tego, że bardzo długa to jednak była udana - ocenił. Jego zdaniem wszystko przebiegło bez większych zaskoczeń.
- Konfederacja utrzymała swój dotychczasowy przekaz. Było bardzo dużo o Zielonym Ładzie i imigrantach, ale ten przekaz był trochę bardziej zradykalizowany niż dotychczas. Bardzo mocne wystąpienie szczególnie Ewy Zajączkowskiej-Hernik, ale też Sławomira Mentzena w kontekście choćby Ukraińców w Polsce. Widać, że poczuli się pewnie - stwierdził Piedziuk w rozmowie z tokfm.pl.
Także Krzysztof Figlarz z portalu MamPrawoWiedzieć powiedział, że zostawiając z boku to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni jako mainstream, to niestety nie było niespodzianki. - Szczególnie że w innych krajach Europy też możemy zaobserwować takie trendy, to nie jest tylko polski przypadek - podkreślił, mówiąc o wzroście popularności radykałów.
- A druga tura dla Mentzena? Na ten moment nie wierzę, ale spotkajmy się za dwa miesiące i wtedy zobaczymy, jaka będzie sytuacja - podsumował Figlarz.