,
Obserwuj
Polityka

Smoleńsk jak "demoniczna nekrofilia"? "Dziwię się Kościołowi, że nie mówi: dość"

MSZ-M
4 min. czytania
10.04.2025 11:19
W 15. rocznicę katastrofy smoleńskiej wydarzenie to kojarzy się z awanturami i "jazgotem politycznej nekrofilii", ocenił w TOK FM prof. Cezary Obracht-Prondzyński. - Mamy do czynienia z pogańskim sabatem, który jest bardzo wygodny, ale też wskazuje na potężny deficyt mentalny, nie tylko Jarosława Kaczyńskiego - dodał ekspert z Uniwersytetu Gdańskiego.
|
|
fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER / ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER
  • Dziś mija 15. rocznica katastrofy smoleńskiej;
  • Jak mówił w TOK FM, prof. Cezary Obracht-Prondzyński z Uniwersytetu Gdańskiego, "Smoleńsk rozgrywa się w czterech wymiarach";
  • Ekspert z Uniwersytetu Gdańskiego ocenił też, że zinstrumentalizowane obchody miesięcznic "nijak mają się do czegoś, co moglibyśmy nazwać tradycyjną chrześcijańską żałobą". "To jest coś, co się stroi w szaty chrześcijańskiej żałoby. Mam wrażenie, że mamy do czynienia z pogańskim sabatem, który z jednej strony jest bardzo wygodny, ale z drugiej strony wskazuje na potężny deficyt mentalny, nie tylko Jarosława Kaczyńskiego, ale całej grupy" - dodał.

10 kwietnia przypada 15. rocznica katastrofy smoleńskiej. 10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka Maria, najwyżsi dowódcy Wojska Polskiego i ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski. Delegacja udawała się na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

- Smoleńsk rozgrywa się w czterech wymiarach. Pierwszy wymiar jest osobisty. Ludzie potrafią detalicznie przywołać, co robili, gdy dowiedzieli się o katastrofie. Drugi to wymiar środowiskowy; to było dużo ludzi, którzy mieli duże kręgi, przyjaciół, znajomych i w naszych środowiskach się o tym pamięta. Trzeci - to wymiar państwowy: zastanawiamy się, co ta katastrofa i wydarzenia po niej powiedziały nam o państwie. Gorzko mówimy o państwie skleconym na sznurek - skomentował w TOK FM prof. Cezary Obracht-Prondzyński z Uniwersytetu Gdańskiego.

Zastanawiał się też w tym kontekście, czy państwo stanęło na wysokości zadania: nie tylko w kategorii wyjaśnienia, ale i zbudowania odpowiedniej narracji, która byłaby wiarygodna. - Tak się nie stało. Jest to związane z tym, co się stało w czwartym wymiarze: wymiarze wspólnoty politycznej i obywatelskiej. Ta wspólnota pękła - dodał.

Posłuchaj:

"Demoniczna nekrofilia"

Rozmówca Karoliny Lewickiej ocenił też, że zinstrumentalizowane obchody miesięcznic "nijak mają się do czegoś, co moglibyśmy nazwać tradycyjną chrześcijańską żałobą". - To jest coś, co się stroi w szaty chrześcijańskiej żałoby. Mam wrażenie, że mamy do czynienia z pogańskim sabatem, który z jednej strony jest bardzo wygodny, ale z drugiej strony wskazuje na potężny deficyt mentalny, nie tylko Jarosława Kaczyńskiego, ale całej grupy - dopowiedział.

Prof. Obracht-Prondzyński przypomniał także, że w pierwszych dniach żałoby po katastrofie mowa była o tym, że przeżywamy obrzęd narodowych dziadów. Tymczasem, jak podkreślił, była to "raczej demoniczna nekrofilia". - Nieodmiennie dziwię się Kościołowi, że nie mówi temu "dość" - podkreślił ekspert.

Inna rzecz, jak dodał, że "najgorszą konsekwencją, oprócz wymiaru politycznego, jest to, jak rozgrywanie katastrofy przez środowisko PiS-u zmarginalizowało pamięć o innych ofiarach". Tu, jak ocenił, dzieje ogromna krzywda.

- Cierpienie, które nas dotknęło, nas nie uszlachetniło. Niestety, po 15 latach możemy powiedzieć, że dzisiaj Smoleńsk kojarzy się z awanturą. Z jednej strony jest jazgot politycznej nekrofilii, a z drugiej strony milczenie. Ludzie nie chcą w tym uczestniczyć, żeby ktoś nie uznał, że uczestniczą w jakimś demonicznym rytuale - stwierdził prof. Obracht-Prondzyński.

Zespół Macierewicza, czyli "arsenał do repertuaru kabaretów"

Według Karoliny Lewickiej milczenie łączy się również z ośmieszeniem katastrofy smoleńskiej. Redaktorka wskazała na "fatalny element komiczny" działalności Antoniego Macierewicza - wspomniała n.in. przedstawiane przez jego zespół "dowody" na wybuch w postaci pękających parówek w garnku bądź zgniecionych puszek. - Te bzdury działały. Wszystkie badania z ostatnich lat pokazują, że w zamach wierzy od 27 do 30 proc. Polaków - przypomniała Karolina Lewicka.

Zdaniem eksperta pokazuje to, że "im więcej zapłacisz, tym chętniej łykną wszystko". - Płacili, więc siedzieli, bili brawo, kiwali głowami. Im bardziej było to nadęte, tym bardziej było niepoważne. Weszło jako arsenał do repertuaru kabaretów - dodał prof. Obracht-Prondzyński.

Wskazał przy tym, że mnogość sprzecznych komunikatów prowadzi do tzw. wichrowatości socjotechnicznej. Tym bardziej, tłumaczył, że "mamy szum informacyjny: niewyobrażalny dramat na jednym biegunie, a na drugim parówki i puszki po piwie". - To jest tak szare i dziwne, że na koniec dnia nie jesteśmy pewni niczego. Stąd wychodzą wszystkie teorie spiskowe - dodał, zaznaczając, że jest to mechanizm niebezpieczny i społecznie i politycznie.

Prof. Obracht-Prondzyński przestrzegł też na koniec, że jest to "niezwykle ryzykowne" narzędzie politycznie. - Cyniczne granie takimi nastrojami w demonicznej nekrofilii jest z punktu widzenia państwa dramatycznie niekorzystne - podsumował w TOK FM.