Tusk idzie na zwarcie z Nawrockim? "To są nominacje typowo wojenne"
- Waldemar Żurek na czele Ministerstwa Sprawiedliwości, Marcin Kierwiński szefem MSWiA - to niektóre ze zmian w ramach rekonstrukcji rządu Donalda Tuska;
- Według Dominiki Długosz wyborców nie interesuje, kto kogo zastąpi w rządzie. Chcą, żeby rząd był sprawny, sądy i szpitale działały szybko, a ceny były niskie;
- Zmiany personalne mogą jednak zachwycić część elektoratu - bańkę najwierniejszych wyborców;
- Długosz twierdzi, że Tusk tej bańce dał sygnał, że idzie na wojnę z PiS i Nawrockim.
Donald Tusk przedstawił w środę skład nowej Rady Ministrów. Rząd będzie odchudzony z 26 do 21 ministrów konstytucyjnych. Posadę ministra sprawiedliwości na rzecz Waldemara Żurka stracił Adam Bodnar, do MSWiA wrócił Marcin Kierwiński i przejął fotel szefa tego resortu od Tomasza Siemoniaka (ten pozostanie ministrem koordynatorem służb specjalnych).
- Są we mnie dwa wilki. Jeden wilk mówi: wyborców to kompletnie nie interesuje, bo wyborcy chcą wiedzieć, co i kiedy, a nie kto i jak - komentowała w 'Wywiadzie Politycznym' Dominika Długosz z 'Newsweeka'. - Wyborcy chcą, żeby rząd miał wizję, był sprawczy, sprawny, mały i nie kosztował nas za dużo. W dużym skrócie wyborcy chcą, żeby sądy działały szybko i były tanie, żeby do lekarza się czekało krótko, a ceny w sklepach były niskie albo żeby przynajmniej nie było czuć, że są wysokie. A nie, czy to będzie Kierwiński za Siemoniaka, Cienkowska za Wróblewską, ktoś tam za kogoś tam innego. To nie ma dla nich żadnego znaczenia - podkreśliła.
Gościni Karoliny Lewickiej dodała jednak, że ma to znaczenie jedynie dla pewnej części głosujących, która jest najwierniejszym elektoratem Donalda Tuska. - I to jest ten mój drugi wilk. Ta bańka zobaczyła dzisiaj, że Tusk jest gotowy na wojnę z Nawrockim. To jest bardzo istotne w podnoszeniu morale i nastrojów armii. I te nominacje, choćby Żurek, choćby Kierwiński, to są nominacje, które są typowo wojenne - oceniła Długosz.
Zdaniem dziennikarki, 'ta bańka na pewno jest zachwycona'. - Tylko że ta bańka nie wystarczy do wygrywania wyborów. W następnym kroku premier powinien pokazać szerszej grupie wyborców, że ma plan, nie tylko na zmiany personalne, ale również na pokazanie nie stu, ale niech to będzie dziesięć konkretów. Tylko na Boga: niech on je dowiezie - mówiła.
Coach Tusk
Według Karoliny Lewickiej Tusk podczas ogłaszania zmian 'brzmiał jak mówca motywacyjny'. - W trakcie przemówienia motywował ministrów do tego, żeby wierzyli w siebie, żeby odrzucili pokusę zwątpienia, odrzucili apatię, żeby zdali sobie sprawę, że po jednej przegranej bitwie nie przegrało się całej batalii. Trzeba to było przegadać na posiedzeniu klubu parlamentarnego albo spotkać się w jakimś szerszym gronie i wytłumaczyć sobie, że nie jest jeszcze tak źle, by opuszczać ręce - oceniła.
Również Patryk Michalski z Wirtualnej Polski odniósł podobne wrażenie. - Elementy tego wystąpienia Donalda Tuska brzmiały jak mowa motywacyjna z płyty sprzed wielu, wielu lat, kiedy jeszcze były odtwarzane na płytach - zauważył. Jak dodał, zmiany wyglądały na przeprowadzone ad hoc, bo np. odwołanie Bodnara zaskoczyło nawet samego ministra.