Dzieci posła Konfederacji walczą o wyższe alimenty. "Nawet nie wysłał im życzeń"
"Nazywanie mężczyzn, którzy nie płacą alimentów, złodziejami, jest co najmniej nadużyciem. Mówię to jako osoba, która od kilkunastu lat płaci alimenty miesiąc w miesiąc. I będę to robił tak długo, jak trzeba, bo ojcem się jest, a nie bywa. W związku z tym proszę nie wrzucać wszystkich mężczyzn do jednego worka (...). Mam krótki przekaz dla tych, którzy nie płacą: jeżeli nie płacisz alimentów i krzywdzisz świadomie swoje własne dziecko, to jesteś zwyczajnie idiotą" - brzmi pełna wypowiedź Grzegorza Płaczka, posła oraz przewodniczącego Klubu Poselskiego Konfederacji. Tymczasem polityk od lat toczy spór sądowy o wysokość alimentów, które płaci na rzecz dwójki swoich dzieci.
"Albo teraz ze mną pójdziesz, albo już nigdy mnie nie zobaczysz"
Z Małgorzatą Szponarską, byłą żoną posła, łączyło go małżeństwo zakończone rozwodem w 2013 roku. Alimenty, które wynoszą 1250 zł na każde z bliźniąt, nie były waloryzowane od ponad dekady.
Mocne słowa księdza Wierzbickiego. 'Jeśli Kościół ulegnie, to będzie przerażająca sytuacja'
Płaczek odrzucił propozycję mediacji. O kontakt z dziećmi zabiegał krótko po rozwodzie - sam wnioskował o ograniczenie władzy rodzicielskiej i ustalenie kontaktów dwa weekendy w miesiącu. Dziś nie utrzymuje żadnych relacji z bliźniętami, które w maju tego roku ukończyły 18 lat. "Ojciec nawet nie wysłał im życzeń urodzinowych" - relacjonuje była żona.
Jak wspominała Natalia, córka posła, ostatni raz kontaktowała się z ojcem, gdy miała 9 lat. "Bawiłam się na imprezie mikołajkowej w hali Wisły. Tata przyjechał po mnie, ale ja nie chciałam z nim wyjść, bo wolałam zostać z koleżankami. Wtedy powiedział: 'Albo teraz ze mną pójdziesz, albo już nigdy mnie nie zobaczysz'. I wyszedł" - opisała.
Brat bliźniak Natalii - Mateusz - stwierdził, że "nie zależy mu na spotkaniach z ojcem". "Miałem 11 lat, kiedy wysłałem mu esemesa: 'Więcej do ciebie nie przyjadę' - powiedział. Dodał jednak, że chciałby mieć kontakt z młodszą siostrą, czyli córką Płaczka z następnego małżeństwa.
Była żona Grzegorza Płaczka żąda wyższych alimentów. Tyle zarabia poseł
Małgorzata w marcu tego roku złożyła pierwszy od 12 lat pozew o podwyższenie alimentów. Płaczek w odpowiedzi na pozew napisał, że zabiegał o kontakt z dziećmi, ale utrudniała mu go była żona. Wysokość alimentów określił jako wystarczającą a żądania zwiększenia kwoty - jako "nieuzasadnione". Wniósł także o oddalenie powództwa, zwrot kosztów procesu oraz prześwietlenie dochodów byłej żony.
Kibice Lechii przypomnieli o przeszłości Karola Nawrockiego. Niecenzuralne słowo
Poseł Konfederacji zarabia miesięcznie ok. 16,4 tys. zł brutto. Twierdzi, że jego sytuacja finansowa się pogorszyła, a żona ma "bardzo wysokie możliwości zarobkowe". W jego oświadczeniu majątkowym widnieje 690 zł oszczędności. Nie ma nieruchomości ani kredytów.
Małgorzata prowadzi pensjonat, sprząta pokoje, pracuje jako agentka nieruchomości, fotografka i instruktorka narciarska. Wszystko po to, by - jak mówi - ponosić koszty m.in. szkoły, zajęć dodatkowych, korepetycji i obozów naukowych. "Na nogach jestem od godz. 6 do 22. Nikt mnie nie pyta, czy mam ochotę tak ciężko pracować. Mając dwa fakultety, chętnie wróciłabym do pracy w biurze, ale z tego nie utrzymałabym dzieci. Zwłaszcza że kolejne lata będą bardzo kosztowne. Bliźniaki zdają maturę, a potem pójdą na studia. To wszystko kosztuje - mówiła Małgorzata.
Grzegorz Płaczek odmówił rozmowy z dziennikarzami. Jak przekazał, alimenty i relacje z dziećmi to jego "prywatna sprawa".
Posłuchaj: