Jachty z KPO to nowe ośmiorniczki? "Sprawa ma potencjał"
- Koalicja ma nowy kryzys do załagodzenia. Falę oburzenia wywołały informacje dotyczące podziału pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy. Chodzi o wsparcie dla przedsiębiorców;
- "To ma potencjał, żeby stać się kolejnym ciężkim kamieniem u szyi rządu" - ocenił w TOK FM politolog Wojciech Mościbrodzki;
- Jego będzie "bardzo wygodny kozioł ofiarny" w tej sprawie.
Jachty, wirtualne strzelnice, solarium w pizzerii to tylko niektóre z projektów, jakie zdobyły dofinansowanie z KPO. Szczegóły podziału pieniędzy dla przedsiębiorców wywołały prawdziwą burzę i fale krytyki pod adresem rządu. Głos w sprawie szybko zabrał premier Tuska, a Prokuratura Regionalna w Warszawie podjęła z urzędu czynności sprawdzające w związku z doniesieniami medialnym dotyczącymi nieprawidłowości w udzielaniu dotacji.
Politolog Wojciech Mościbrodzki porównał w "TOK 360" sprawę, która stała się tematem numer 1 w piątek, do słynnej afery podsłuchowej i ośmiorniczek, który w 2014 roku bulwersowały wyborców. I przyczyniły się do wygranej Prawa i Sprawiedliwości po ośmiu latach rządów koalicji PO-PSL.
- Liczba potencjalnych naruszeń jest stosunkowo niewielka. Ale jak pamiętamy, dawny rząd Tuska przewrócił się o "ośmiorniczki", które kosztowały po 20 zł w pewnej sieci sklepów. Ale to one stały się bardzo dużym problemem wizerunkowym dla rządu - wspominał ekspert z Uniwersytetu WSB Merito w Gdańsku. Jak podkreślił w rozmowie z Piotrem Jaśkowiakiem, choć słynne ośmiorniczki "nie były aferą z punktu widzenia gospodarczego czy naruszeniem prawa, to jednak stały się aferą w oczach opinii publicznej".
Podobnie może być i teraz. Jak mówił gość TOK FM, sprawa KPO "ma potencjał, żeby stać się kolejnym ciężkim kamieniem u szyi rządu". - Rząd może borykać się z tym, że jacht czy ekspresy do kawy będą takimi ośmiorniczkami. Myślę, że premier to doskonale rozumie, dlatego zareagował błyskawicznie - dodał.
"To będzie bardzo wygodny kozioł ofiarny"
Żeby rozbroić tak groźną bombę polityczną, potrzebne są radykalne działania i decyzje. - Ciosy pewnie pójdą w Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz. Tym bardziej, że elektorat koalicji demokratycznej obserwuje z dużym niesmakiem to, co robi środowisko Polski 2050, które jest uważane za huśtające tą łódką - stwierdził Mościbrodzki.
Pełczyńska-Nałęcz stoi na czele resortu, któremu podlega KPO. Spekulowało się też, że jesienią to właśnie jej może przypaść stanowisko wicepremiera, które Tusk zarezerwował dla Polski 2050. Szymon Hołownia - przypomnijmy - do tej pory powtarzał, że on nie chce być wicepremierem.
Gość TOK FM ocenił, że Pełczyńska-Nałęcz "to będzie bardzo wygodny kozioł ofiarny, na którego całą sprawę będzie pewnie zrzucać Tusk".
'Dzieje się'. Afera z KPO. Tusk może to wykorzystać na swoją korzyść
Zdaniem politologa za kilka dni dowiemy się na ile to poważny kryzys dla rządu. - Sytuację wizerunkowo ratuje trochę to, że Polacy w tej chwili bawią na wakacjach i nie interesują się mocno polityką. Ale opozycja niewątpliwie poczuła krew i ten temat jest "grillowany" na serwisach społecznościowych - stwierdził Mościbrodzki.
Afera z KPO. Jak można się wyratować z tego kryzysu?
Żeby rząd był w stanie uratować twarz, to - jak ocenił rozmówca Piotra Jaśkowiaka - należy się merytorycznie zająć afera, która wybuchła w piątek. Kluczowe będzie oczywiście - jeśli doszło faktycznie do naruszeń - ukaranie winnych.
- Jeżeli było tam poważne naruszenie prawa, to do elektoratu powinien pójść sygnał: "Znalezione zostały problemy i winni zostali ukarani". To niezmiernie ważne, bo w polskiej rzeczywistości politycznej widzimy, że nawet ci, którzy dopuszczają się przekroczeń prawa, to najczęściej uciekają od odpowiedzialności, unikają jej - podsumował ekspert z Uniwersytetu WSB Merito w Gdańsku