Dla kogo jest nowy pomysł Nawrockiego? "Ponad połowa Polaków nie zarobi tyle, by z ulgi skorzystać"
- Po CPK przyszedł czas na projekt ustawy Karola Nawrockiego w sprawie podatków. Prezydent zaprezentował go podczas wiecu w Kolbuszowej;
- Jak mówił w TOK FM prof. Jacek Tomkiewicz mamy do czynienia z nieodpowiedzialnymi ekonomicznie pomysłami. Ale zdaniem eksperta najważniejsza w całej sprawie jest polityka.
Prezydent Karol Nawrocki chce zmian w podatkach. Prezydent uważa, że podatku dochodowego nie powinny płacić rodziny, które mają co najmniej dwójkę dzieci. W piątek w Kolbuszowej mówił też o innej zmianie. Zdaniem Nawrockiego drugi próg podatkowy należy podnieść ze 120 tys. do 140 tys. złotych, aby "nie wrzucać do jednego worka i jednej puli z milionerami" osób ambitnych.
- Pomysł jest oczywiście politycznie w bardzo nośny, natomiast ekonomicznie jest nieodpowiedzialny - komentował w TOK FM prof. Jacek Tomkiewicz. Ekonomista z Akademii Leona Koźmińskiego przypomniał, że Polska ma "głęboki deficyt budżetowy, cały czas dochodzą kolejne wydatki publiczne". A wprowadzenie propozycji prezydenta oznaczałoby "stratę kilkunastu miliardów złotych" dla budżetu państwa.
Nawrocki i podatki. To polityka jest najważniejsza?
Jak mówił rozmówca Piotra Jaśkowiaka, w całej sprawie najważniejsza jest polityka. - Krótko mówiąc: po to się zgłasza takie inicjatywy, żeby większość parlamentarna je odrzuciła. Natomiast z czysto ekonomicznego punktu widzenia to jest też bałamutne. Bo to nie jest wsparcie tych, którzy najbardziej potrzebują. 140 tys. rocznie to jest para z klasy średniej. Ponad połowa Polaków nie zarobi tyle, żeby z tej ulgi skorzystać - podkreślił ekonomista. I dodał, że w Polsce 5-6 proc. osób "wpada w wyższy próg podatkowy, czyli ma dochody powyżej 120 tys. złotych".
Gość "TOK 360" ocenił, że w prezydenckich pomysłach na podatki "wszystko trzeszczy". - Z jednej strony mówimy, że wspieramy polskie rodziny i zwracamy się o tych bardzo prospołecznie nastawionych wyborców. A z drugiej strony mówimy, że trzeba pomagać tym, którzy zarabiają całkiem sporo i jeszcze dajemy im prezenty. Oczywiście nie z naszych, tylko publicznych pieniędzy - stwierdził ekonomista z Akademii Leona Koźmińskiego.