Dlaczego sabotażyści uderzyli akurat teraz? "Niedziela nie musi być przypadkowa"
Służby wyjaśniają groźne zdarzenia, do których doszło na torach kolejowych. - Być może ten weekend został wybrany dlatego, że po znacznym wzmożeniu zaangażowania służb z powodu Święta Niepodległości spodziewano się spadku czujności - komentowała w rozmowie z tokfm.pl dyrektorka Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas dr Paulina Piasecka.
- W niedzielę doszło do uszkodzenia torów na trasie Warszawa-Lublin, w dwóch miejscach;
- Jak ocenił premier Donald Tusk, "to bezprecedensowy akt dywersji wymierzony w bezpieczeństwo państwa polskiego i jego obywateli". "Eksplozja ładunku wybuchowego zniszczyła tor kolejowy" - dodał;
- Zdaniem dr Pauliny Piaseckiej, "niestety nie jest zaskoczeniem, że akurat kolej jest łakomym kąskiem dla osób, które chciałyby prowadzić działania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej".
- W ocenie dyrektorki Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas, "cel jest jednak więcej niż jeden".
"Niestety potwierdziły się najgorsze przypuszczenia. Na trasie Warszawa-Lublin (wieś Mika) doszło do aktu dywersji. Eksplozja ładunku wybuchowego zniszczyła tor kolejowy. Na miejscu pracują służby i prokuratura. Na tej samej trasie, bliżej Lublina, również stwierdzono uszkodzenie" - napisał Donald Tusk w poniedziałek 17 listopada. Jak dodał, "eksplozja miała najprawdopodobniej na celu wysadzenie pociągu".
Premier ocenił przy tym, że "sprawa jest bardzo poważna". "To bezprecedensowy akt dywersji wymierzony w bezpieczeństwo państwa polskiego i jego obywateli. Trwa śledztwo. Tak jak w poprzednich tego typu przypadkach, dopadniemy sprawców, niezależnie od tego, kto jest ich mocodawcą" - podkreślił szef rządu.
- Niestety nie jest zaskoczeniem, że akurat kolej jest łakomym kąskiem dla osób, które chciałyby prowadzić działania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, nie tylko przeciwko samej Rzeczypospolitej Polskiej, ale także broniącym się Ukrainie i sojusznikom przekazującym broń. Przede wszystkim dlatego, że jest ona podstawowym środkiem wykorzystywanym do transportu pomocy wojskowej na Ukrainę - skomentowała w rozmowie z tokfm.pl dyrektorka Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas dr Paulina Piasecka.
Jak dodała, z tego też powodu sektor transportowy, ze szczególnym uwzględnieniem transportu kolejowego, od samego początku był potencjalnie jednym z tych najbardziej prawdopodobnych. A to tym bardziej, jak przypomniała, że w ostatnich tygodniach doszło do aresztowania osób, które rozmieszczały kamery wzdłuż torów kolejowych, by monitorować ruch pociągów.
Dywersja i sabotaż
Nasza rozmówczyni, dopytywana o to, dlaczego uszkodzono torowisko akurat na trasie Warszawa-Lublin, wskazała na kilka czynników.
- To dalej tory i kierunek na wschód od Warszawy. Po drugie: trzeba pamiętać, że w wojnie hybrydowej tak naprawdę nie chodzi tylko i wyłącznie o uderzenie w konkretny cel, choć oczywiście mamy sytuacje, w których prowadzone są precyzyjne uderzenia przeciwko konkretnym celom. W wypadku transportu chodzi jednak głównie o wywołanie chaosu. Przecież wprowadzenie np. nowych zasad w zakresie procedur bezpieczeństwa czy też środków bezpieczeństwa może takie transporty opóźniać, czy też w ogóle skomplikować przekazywanie pomocy - tłumaczyła.
Szef MON zapowiedział już, że wojsko sprawdzi ok. 120-kilometrowy odcinek torów "przy trakcji kolejowej" biegnący do granicy w Hrubieszowie. Jak poinformował, w działania zaangażowane są m.in. Wojska Obrony Terytorialnej, w tym 2. lubelska brygada OT i wchodzący w jej skład 25. batalion lekkiej piechoty z Zamościa.
"Cel jest więcej niż jeden"
W ocenie ekspertki Pauliny Piaseckiej "cel jest jednak więcej niż jeden", a chodzi też m.in. o "zasilanie prostych mechanizmów dezinformacyjnych, manipulacyjnych i propagandowych". - Jeśli wyobrazimy sobie np. w jaki sposób w samej tylko warstwie informacyjnej może zostać wykorzystane tego rodzaju działanie, to nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś mówi: "Proszę bardzo, oto polskie koleje są atakowane ze względu na to, że udzielamy pomocy państwu ukraińskiemu. Co by było, gdybyśmy tej pomocy nie udzielali? Czy też byłyby polskie koleje atakowane?" - wyjaśniała dyrektorka Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas.
Od razu też dodała, że będą tacy, którzy udzielają odpowiedzi: "Najlepiej byłoby się wstrzymać z udzielaniem pomocy, bo wtedy nie będziemy na widelce". - Ale osoby te będą "zapominać o tym, że broniąca się Ukraina stanowi największą zaporę pomiędzy nami a potencjalnymi wrogimi zamiarami Federacji Rosyjskiej. I że w najlepiej pojętym interesie Rzeczypospolitej Polskiej jest to, by Ukraina broniła się jak najdłużej; aż do zwycięstwa - podkreśliła.
A pozostałe cele dywersantów? Jak mówiła dr Piasecka, w grę wchodzić mogą też testowanie naszego systemu bezpieczeństwa, a także wzrost poczucie zagrożenia. - Przecież w momencie, w którym ktoś przeprowadza ataki na transport publiczny, to ma prawo się spodziewać - niestety słusznie, że będą wzrastać obawy, ewentualnie pojawią się niepokoje społeczne, pt. "O mój Boże, już się stanie, kiedy wsiądę do pociągu. Czy ten pociąg bezpiecznie dojedzie na miejsce?" - argumentowała.
"Ta niedziela nie musi być przypadkowa"
Incydent we wsi Mika to niejedyny incydent na kolei tylko w ten weekend. Lubelska policja poinformowała w poniedziałek, że "w niedzielę po godz. 21 policjanci z Puław otrzymali informację o nagłym zatrzymaniu osobowego pociągu relacji Świnoujście-Rzeszów, którym podróżowało 475 pasażerów".
"Nikt nie odniósł obrażeń. Jak wstępnie ustaliliśmy, w jednym z wagonów doszło do wybicia szyb - najprawdopodobniej przez uszkodzoną linię trakcji. Na miejscu, pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Puławach, policjanci wykonują czynności. Obecni są także funkcjonariusze KWP w Lublinie, Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Lublinie" - napisała też.
Jak podkreśliła dr Piasecka, to tylko potwierdza, że mówimy już o serii zdarzeń. - Inna rzecz, że niedziela też nie musi być przypadkowa. Być może ten weekend został dobrany dlatego, że po znacznym wzmożeniu zaangażowania służb z powodu Święta Niepodległości spodziewano się np. spadku czujności. Albo tego, że będą dosyć mocno wyeksploatowane może nie środki, ale siły bezpieczeństwa - oceniła rozmówczyni tokfm.pl.
Zdaniem ekspertki tu i teraz należałoby rozważyć rozwiązania, które zdecydowanie utrudniłyby przeciwnikom działalność, jak choćby podniesienie poziomu bezpieczeństwa w regionie - do stopnia najwyższego.
- Jeżeli Prezes Rady Ministrów mówi o tym, że nastąpiło zdarzenie i określa je mianem sabotażu, to mamy już przesłanki, by wprowadzić poziom Delta. Mamy bardzo konkretne zagrożenie, które zostało skierowane przeciwko konkretnemu obiektowi w Polsce - podsumowała w TOK FM.
Źródło: TOK FM