''Ja do tych żłobków nie jeżdżę jako polityk''. Czyli wizerunki dzieci na profilach polityków
Wiceprezydent Lublina Anna Augustyniak zamieszcza w mediach społecznościowych zdjęcia dzieci z placówek, które odwiedza z racji pełnionej funkcji. - Ja do tych żłobków nie jeżdżę jako polityk - tłumaczy w rozmowie z TOK FM. I zastrzega, że każdorazowo pyta dyrekcję, czy posiada zgody rodziców na wykorzystywanie wizerunków maluchów. - Wiadomo, że dzieci są fajne, miło się na nie patrzy. Tylko czy my - dorośli - naprawdę chcemy w ten sposób kreować wizerunek? - komentuje Renata Szredzińska z zarządu fundacji "Dajemy dzieciom siłę".
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak wiceprezydent Lublina tłumaczy wykorzystywanie wizerunku dzieci w swoich mediach społecznościowych?
- Co na ten temat sądzą rodzice?
- Jak sprawę komentują eksperci?
Wizerunek dzieci w sieci powinien być jak najpilniej chroniony. Ale dorośli najczęściej o tym zapominają. Rodzice na co dzień wrzucają do internetu tysiące zdjęć swoich pociech; do tego dochodzą fotografie wrzucane przez szkoły, przedszkola, a nawet żłobki, kluby piłkarskie czy inne instytucje. Ale nie tylko - zdjęciami dzieci dzielą się też politycy, niejednokrotnie stając na ich tle.
Jedną z osób, która zamieszcza takie zdjęcia, jest wiceprezydent Lublina, Anna Augustyniak (związana z PSL). Objęła urząd po wyborach samorządowych, jest zastępczynią prezydenta Krzysztofa Żuka (PO) i podlegają jej w mieście sprawy społeczne. Od początku objęcia funkcji jest bardzo aktywna na portalu społecznościowym Facebook. Sama prowadzi profil "Anna Augustyniak Zastępca Prezydenta". Zamieszcza w nim zarówno informacje prywatne (np. z wyjazdów), jak i zawodowe, z mnóstwem zdjęć. Jako, że pani prezydent ma pod sobą m.in. żłobki czy domy dziecka - zamieszcza fotografie m.in. z tych placówek. Na jednych są widoczne np. występy maluchów na jasełkach, na innych - pani prezydent na tle dzieci czy obok nich.
- Uważam, że jeżeli chodzi o kwestie społeczne, czyli działkę, którą się zajmuję, muszę być aktywna w mediach społecznościowych, dlatego że w sferze społecznej bardzo dużo się dzieje - mówi Anna Augustyniak w rozmowie z TOK FM. - Wiemy doskonale, że w tej chwili coraz mniej osób kupuje gazety, z których można było się dowiedzieć co i gdzie się dzieje. Dziś głównie funkcjonujemy i bazujemy na internecie, i właśnie z profilu społecznościowych - czy to miasta Lublin, czy mojego - osoby zainteresowane mogą się dużo dowiedzieć przed i po wydarzeniu - dodaje nasza rozmówczyni.
Zgodnie z Ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych, podstawowa zasada jest taka, że "rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej". Są od tego odstępstwa. Art. 81.1 mówi, że "w braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie". Są też inne zapisy ustawowe. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych (w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych). Dopuszczalne jest również upowszechnienie wizerunku osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.
Co ze zdjęciami dzieci?
Jeden z rodziców mówi nam, że zobaczył zdjęcie swojego dziecka na profilu pani prezydent i był tym mocno zniesmaczony. - Dla mnie to jest robienie sobie PR na dzieciach. Owszem, podpisałem zgodę na wykorzystanie wizerunku dziecka na stronach żłobka, ale nie na prywatnym czy półprywatnym profilu pani prezydent - dodaje nasz rozmówca. Przyznaje, że nie chce zaszkodzić dziecku i dlatego na razie nic z tym nie zrobił, ale cały czas się nad tym zastanawia i konsultuje ze znajomymi prawnikami.
Anna Augustyniak przekonuje, że gdy wydarzenie jest publiczne, np. przemarsz z udziałem dzieci przez miasto, zdjęcia można wykorzystywać bez problemu, bo dzieci są wtedy częścią takiej imprezy. - Jeżeli coś się dzieje w przestrzeni publicznej i uczestniczą w tym dzieci - na przykład jak przy ostatnich uroczystościach trzeciomajowych - nie mamy wpływu na to, kto przy okazji robienia nam zdjęć pojawi się w tle - mówi pani prezydent.
Tyle, że pani prezydent zamieszcza zdjęcia nie tylko z imprez plenerowych, ale też ze swoich wizyt w placówkach, w których są dzieci. - W tych miejscach, gdzie przebywam indywidualnie - na przykład w lubelskich żłobkach - za każdym razem, kiedy udajemy się do placówki, pytamy dyrekcję, czy są zgody (podpisane przez rodziców), czy jest jakieś dziecko, gdzie nie ma zgody rodzica i wierzymy w to, co mówi dyrekcja placówki - dodaje nasza gościni.
- Mieliśmy incydent, gdy zarzucono nam, że na zdjęciu jest dziecko. Dyrektorka żłobka powiedziała, że była zgoda na publikowanie wizerunku malucha w placówce, zdjęcie było robione w żłobku. Rodzic po rozmowie z panią dyrektor powiedział, że nie ma sprawy, ja asekuracyjnie zdjęcia z tym dzieckiem usunęłam - przyznaje pani prezydent.
Problem w tym, że zgody, podpisywane przez rodziców w poszczególnych instytucjach, dotyczą pokazania wizerunku dzieci w mediach społecznościowych np. konkretnego żłobka czy na stronie internetowej danej placówki. A, jak tłumaczą nam eksperci, czym innym jest zamieszczenie takich zdjęć na profilu polityka.
Renata Szredzińska z zarządu fundacji "Dajemy dzieciom siłę" nie chce się odnosić do tej konkretnej sytuacji, bo nie zapoznawała się z nią osobiście, ale do problemu szerzej - już tak. - Szczerze mówiąc wątpię, żeby przedszkole, żłobek, szkoła czy klub sportowy miał w tych zgodach wpisaną stronę czy profil konkretnego polityka. Więc wydaje się, że jednak rodzice się na to nie godzili. Trzeba pamiętać, że zgoda nie jest zgodą szeroką na wszelkie możliwe wykorzystanie wizerunku dziecka, tylko na bardzo konkretne kanały, czas i cel, w jakim to zdjęcie może być wykorzystane - tłumaczy ekspertka.
Na pytanie, dlaczego politycy wykorzystują zdjęcia dzieci, odpowiada krótko: to ocieplanie ich wizerunku. - Wiadomo, że dzieci są fajne, dzieci są miłe, dzieci się uśmiechają, cieszą, miło się na nie patrzy. Tylko czy my - dorośli naprawdę chcemy w ten sposób kreować ten wizerunek? Bo to, że polityk odwiedza takie placówki, to bardzo dobrze, bo wtedy może też porozmawiać i z dziećmi, i z rodzicami, i z personelem, więc to jest super. Ale czy koniecznie musi się fotografować z dziećmi? Ja jednak bym się nad tym zastanowiła - dodaje Szredzińska z rozmowie z TOK FM.
- Jako osoby dorosłe cały czas musimy się uczyć kultury ochrony dzieci, tego, że one mają prawo do swojego wizerunku. Za malucha decyduje rodzić, ale im jest większe, tym bardziej powinno mieć wpływ na to, gdzie są jego zdjęcia wykorzystywane, a rodzic powinien być absolutnie świadomy, gdzie, kiedy i w jakim celu wizerunek jego dziecka będzie użyty - dodaje gościni TOK FM.
Na to samo zwracała też uwagę Rzeczniczka Praw Dziecka. Wielokrotnie podkreślała, że "raz udostępniony wizerunek w sieci pozostanie tam na zawsze". - Pamiętajmy, że wizerunek to dobro osobiste i dana osobowa, która podlega ochronie. Zgodnie z polskim prawem, rozpowszechnianie wizerunku, który umożliwia rozpoznanie osoby, wymaga zgody. Za ochronę wizerunku młodych do 16. roku życia odpowiadają rodzice lub opiekunowie prawni i to oni mogą takiej zgody udzielić. Jednak fakt, że zarządzają nie swoim wizerunkiem, powinien byś przesłanką do tego, by robić to w imieniu dzieci niezwykle rozważnie. Ważnym aspektem dbania o wizerunki dzieci jest też rozmowa na ten temat i edukacja – wskazywała Katarzyna Hernandez z biura Rzeczniczki Praw Dziecka.
Co na to wiceprezydent Lublina?
- Ja do żłobków nie jeżdżę jako polityk, bo dzieciom żłobkowym politycznie tak naprawdę nie mam dużo do przekazania. Aczkolwiek proszę też zobaczyć i zwrócić uwagę, że na moim Facebooku jest bardzo mało polityki. Są głównie sprawy społeczne, informacje o tym, co się dzieje w mieście, jak również może jeszcze skrawek mojego życia prywatnego. Jako osoba zajmująca się sprawami społecznymi chcę pokazać, że jestem matką, że jestem córką, że uprawiam działkę i robię szereg różnego rodzaju innych rzeczy. Urząd pełnię tutaj w mieście, natomiast prywatnie mam wiele pasji i zainteresowań, którymi też chcę się podzielić. Na moim Facebooku tej polityki wydaje mi się, że jest bardzo mało - tłumaczy Anna Augustyniak.
Renata Szredzińska z fundacji "Dajemy dzieciom siłę" ma radę dla polityków, w tym samorządowców. - W mojej ocenie, powinniśmy wymagać nieco więcej od naszych decydentów, od naszych reprezentantów w różnych gremiach, żeby budowali w sobie świadomość, że to swoimi zasługami i czynami powinni budować swoją popularność, rozpoznawalność czy autorytet, a nie tym, że wykorzystują przedmiotowo wizerunek dzieci. Jako dorośli nie powinniśmy wychodzić z założenia, że możemy sobie z wizerunkiem dzieci zrobić, co nam się żywnie podoba. Bo to nie jest podmiotowe traktowanie dziecka. Wiadomo, malutkie dzieci tego nie oglądają, decydują za nie rodzice. Ale większe dzieciaki, młodzież, mówi nam wprost, że naprawdę sobie nie życzy, żeby zdjęcia bez ich zgody były gdziekolwiek zamieszczane. Oni mają prawo kreować swój wizerunek na własnych zasadach, a nie, że my za nich zdecydujemy - podsumowuje gościni TOK FM.
źródło: TOK FM