,
Obserwuj
Dolnośląskie

75-latek leży w szpitalu od 42 dni, bo przejęto jego dom. "Przez płot nie przerzucimy"

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
2 min. czytania
27.11.2025 15:48

Szpital przy ul. Fieldorfa we Wrocławiu od 42 dni nie może wypisać 75-letniego pana Jana, który po udarze jest całkowicie niesamodzielny. "Nie możemy go wypisać, bo ktoś przejął jego dom" - wyjaśnił szpital w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

(zdjęcie ilustracyjne)
(zdjęcie ilustracyjne)
fot. East News/CHASSENET / BSIP
  • Rodzina lekarza, która przejęła dom Jana, twierdzi, że była to zwykła sprzedaż i nie zobowiązała się do opieki;
  • GOPS w Miękini deklaruje szybkie znalezienie miejsca w ZOL-u, jednak według bliskich i szpitala oczekiwanie może trwać wiele miesięcy;
  • Szpital przetrzymuje pacjenta "z powodów socjalnych", blokując łóżko potrzebne chorym neurologicznie.

Placówka informuje, że senior przebywa teraz w szpitalu wyłącznie z "powodów socjalnych", ponieważ nikt nie chce zapewnić mu opieki po wyjściu. A tą miał go objąć mężczyzna, który jest lekarzem i pracuje w innym szpitalu w mieście - przy ul. Borowskiego. W zamian za dożywotnią opiekę pan Jan przepisał mu dom. "Zamknęły dom na klucz, na bramy założyły łańcuchy, kłódki. Przecież przez płot chorego nie przerzucimy" - powiedziała jedna z pracowniczek szpitala przy Fieldorfa "Gazecie Wyborczej". Jak ustalił dziennik, w przejęcie mieszkania zaangażowana była również matka medyka, ważna urzędniczka w gminie Miękinia.

Bliscy lekarza, którego nazwisko pojawia się w relacjach, zaprzeczają jakimkolwiek zobowiązaniom. Jego twierdzi, że zawarto jedynie umowę kupna-sprzedaży. "Dom wycenił rzeczoznawca, zapłaciliśmy rynkową cenę" - przekonywał i wskazał, że dokument przewiduje jedynie prawo dożywotniego zamieszkania, a nie opiekę. "Teraz to obowiązek gminy, by się nim zająć" - dodał.

Redakcja poleca

GOPS obiecuje pomoc, ale to może potrwać

Tymczasem personel szpitala wskazuje na bierność samorządu Miękini i tamtejszego GOPS-u. Jak mówią pracownicy, burmistrz nie odpowiada na pisma, a kierowniczka ośrodka pomocy miała stwierdzić, że nie mają usług opiekuńczych. "Jednak zgodnie z Ustawą o pomocy społecznej jest to ich zadanie o charakterze obowiązkowym" - zaznaczyła pracowniczka szpitala.

Jak deklaruje GOPS, 75-latek "lada moment" trafi do zakładu opiekuńczo-leczniczego, lecz według bratanka i pracowników szpitala oczekiwanie na miejsce może potrwać miesiące. Do tego czasu placówka medyczna pozostaje zmuszona przetrzymywać pacjenta, blokując potrzebne łóżko neurologiczne. "Pacjenci nie mogą czekać, bo przy udarach liczy się każda minuta" - podkreśla pracowniczka.

Posłuchaj:

Źródło: "Gazeta Wyborcza"