advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Dolnośląskie

Uczelnie medyczne w kłopocie. "Każdy rektor bierze to na swoje barki"

4 min. czytania
07.11.2024 14:08
Ponad półtora miliarda złotych - to pieniądze przeznaczone z Krajowego Planu Odbudowy dla uczelni medycznych w Polsce. Każda może dostać 190 milionów. - Te pieniądze są nam niezbędne, jest jednak ogromne ryzyko, że nie zdążymy ich wydać - mówi TOK FM rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
|
|
fot. Wojciech Strozyk/REPORTER / WOJCIECH STROZYK/REPORTER

Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu chciałby zainwestować pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy m.in. w swoją filię w Wałbrzychu, gdzie kształceni są studenci medycyny. - To nie jest jakaś nowa uczelnia, tylko nasza filia - jako uniwersytetu z wieloletnim doświadczeniem. Kształcimy studentów zgodnie z obowiązującymi zasadami, po akceptacji Polskiej Komisji Akredytacyjnej - mówi rektor, prof. Piotr Ponikowski.

Kierunek lekarski w filii w Wałbrzychu ruszył od października 2023 roku, zaczęło na nim studia 50 studentów. Uczelnia współpracuje m.in. ze szpitalami w Wałbrzychu oraz w Świdnicy, ale również z Onkologicznym Centrum Wsparcia Badań Klinicznych. - Mamy tu bardzo pozytywny klimat i wsparcie ze strony władz samorządowych, dlatego otworzyliśmy tam filię. Ale to wymaga dużych nakładów - mówi.

To tylko jedna z inwestycji planowanych z pieniędzy z KPO. - Kolejne to budynek dla studentów za 80-90 milionów złotych, ale też remonty obecnie istniejących struktur. To kolejne kilkadziesiąt milionów złotych - dodaje rektor Ponikowski.

Niepokojący trend w 'mieszkaniówce'. Nawet 10 tys. zł. Zgodnie z prawem

Czekają na pieniądze z KPO

Gość TOK FM podkreśla, że uczelnie czekają na decyzje ministerstwa w sprawie uruchomienia wsparcia z Krajowego Planu Odbudowy. - Ta kwota 180-190 milionów, którą mamy dostać, to ogromne pieniądze. Zobligowanie nas do wydania tego do połowy 2026 roku będzie ogromnym wyzwaniem. Nie ma co ukrywać, ten termin może stanowić poważne zagrożenie - mówi prof. Piotr Ponikowski.

Nasz rozmówca przyznaje, że cały projekt jest ryzykowny. - Bardzo się obawiamy. Rozbudzone zostały w nas duże nadzieje. Wszystkie uniwersytety medyczne opracowały swoje plany inwestycyjne i przygotowały się do szybkiego, zgodnego z prawem, wydawania tych środków. Bo my tych pieniędzy bezwzględnie potrzebujemy. Tyle tylko, że dziś cały proces jakby trochę zwolnił. Stąd nasze obawy - dodaje rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Gdzie jest nasze KPO? Rząd nie chce pokazać, co wysłał do Brukseli

Zgodnie z założeniami KPO, uczelnia, która kształci studentów na kierunku lekarskim czy lekarsko-dentystycznym, będzie mogła otrzymać wsparcie na realizację swoich inwestycji w kwocie nie większej niż 190 milionów złotych netto. - Te pieniądze przeznaczone są na wsparcie bazy dydaktycznej. To całkiem spora kwota, dzięki której można np. stworzyć dodatkowe centrum symulacji czy nawiązać współpracę z jakimś szpitalem w okolicy, w którym do tej pory nie było studentów - mówiła kilka miesięcy temu w jednym z wywiadów wiceminister zdrowia Urszula Demkow.

Pieniądze mogą być przeznaczone m.in. na inwestycje związane z modernizacją i doposażeniem obiektów dydaktycznych w związku ze zwiększeniem limitów przyjęć na studia medyczne, ale też na modernizację obiektów bazy klinicznej w centralnych szpitalach klinicznych, zmodernizowanie bibliotek czy akademików na campusach uniwersytetów medycznych.

Napięta sytuacja w szpitalach. Trwa walka z czasem. 'Cięgle wyskakuje coś nowego'

Jest obiecany termin 

Teraz, gdy pieniędzy nie ma, uczelnie próbują sobie radzić w inny sposób, czekając na uruchomienie środków z KPO - mają obiecane, że stanie się to do końca listopada. Na razie pozostają kredyty, w ramach przygotowywania się do inwestycji - chodzi o przygotowanie planów, projektów czy np. terenu pod budowę.

- Problem jest techniczny, bo aby rozpocząć inwestycję, musimy mieć gwarancje finansowe. Gwarancją finansową jest przyznanie tych środków, czyli wygranie konkursu. Póki nie ma rozstrzygnięcia, nie możemy przystąpić do przetargu. A jeśli nie możemy przystąpić do przetargu, to nie możemy rozpocząć budowy. I kółko się zamyka - mówi prof. Leszek Domański, rektor Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie.

Jak dodaje, im dłużej trwa okres, gdy tych pieniędzy nie ma, tym krótszy czas pozostanie na sfinalizowanie projektu. - Dlatego każdy z rektorów podejmuje pewne ryzyka inwestycyjne. Oczywiście, możemy uznać, że w to nie wchodzimy i pieniądze zostaną przesunięte gdzieś indziej, ale przecież nie o to chodzi. My potrzebujemy tej gotówki i tych inwestycji. Stąd - decyzje o wzięciu kredytów czy promes z banku, by rozpocząć działania - wyjaśnia prof. Domański. - Ale trzeba podkreślić, że to jest ogromna odpowiedzialność rektorów, którzy biorą to na swoje barki. Bo jeśli dana inwestycja okazałaby się niemożliwa, to pozostaje wtedy do spłacenia ogromny kredyt w kwocie kilkudziesięciu milionów złotych - dodaje.

Wcześniej o problemach z pieniędzmi z KPO i z tym, że może być za mało czasu na ich wydanie, mówili nam też samorządowcy. Zabiegali m.in. o to, by część środków z KPO można było rozliczyć za te inwestycje, które już zostały wykonane wcześniej. - KPO pozwala rozliczać takie inwestycje, a my mamy takie przykłady choćby w Lublinie. Ale na poziomie rządowym przyjęto inną formułę alokacji tych środków i takiej możliwości rozliczenia tego, co już zrobiliśmy, nie będzie. W efekcie, jak rozumiem, przyspieszania rozliczania już wykonanych inwestycji też nie będzie. Pożyjemy, zobaczymy, co z tego wyniknie - mówił w rozmowie z TOK FM prezydent Lublina Krzysztof Żuk.