Z Nigerii uciekła, w Białorusi przeżyła piekło, we Wrocławiu zaczęła nowe życie
- Anu opuściła Nigerię w 2022 roku, wybierając trasę przez Białoruś;
- Kobieta kilka razy próbowała przekroczyć polską i ukraińską granicę. Dwa razy odmówiono jej prawa do ochrony międzynarodowej. Dzięki pomocy wolontariuszy wreszcie się udało;
- We Wrocławiu Anu spotkała ludzi, którzy całkowicie odmienili jej życie. Trafiła do programu patronatu społecznego prowadzonego przez Stowarzyszenie Nomada.
W ostatnich dekadach w Nigerii nasiliły się konflikty między pasterzami Fulani (grupa etniczna znana z koczowniczego trybu życia), a rolnikami z innych grup etnicznych. Wynika m.in. ze zmian klimatycznych, a co za tym idzie: pustynnienia kraju i trudnego dostępu do wody, ale także wzrostu liczby ludności i nakładających się podziałów religijnych. Według organizacji takich jak International Crisis Group i Amnesty International uzbrojone frakcje Fulani brały udział w krwawych starciach, w których ginęły setki osób rocznie.
W 2022 roku Anu opuściła Nigerię, wybierając trasę przez Białoruś. - Życie na Białorusi było dla mnie prawdziwym piekłem. Przez trzy lata tułałam się po dworcach i lasach, bez schronienia, bez poczucia bezpieczeństwa - wspomina.
Nie ma co jeść, pić, gdzie spać
Synka - Niko - urodziła w białoruskim Brześciu. O tym, co przeżywała, na bieżąco opowiadała wolontariuszom.
- Na początku to były problemy najniższego szczebla. Nie mieli co jeść, nie mieli wody ani miejsca, w którym mogliby się schronić - opowiada Katarzyna Zięba ze Stowarzyszenia Nomada, która cały czas była w kontakcie z Anu. - W przygranicznym lesie jest też duża przemoc. A w tym momencie oficjalnie zawieszone jest prawo do azylu, więc uchodźcy nie mogą fizycznie złożyć wniosków. Po drugiej stronie muszą się mierzyć z brutalnymi zachowaniami białoruskich strażników. Osoby, które tam utkną, nie mają więc żadnej sensownej drogi wyjścia - opowiada aktywistka.
Anu kilka razy próbowała przekroczyć polską i ukraińską granicę. Dwa razy odmówiono jej prawa do ochrony międzynarodowej. Dzięki pomocy wolontariuszy uzyskała tzw. exit wizę i legalnie przekroczyła granicę w Terespolu, składając w Polsce wniosek o ochronę międzynarodową.
Parasol nad głową i codzienne wsparcie. Czym jest patronat społeczny?
We Wrocławiu Anu spotkała ludzi, którzy całkowicie odmienili jej życie. Trafiła do programu patronatu społecznego prowadzonego przez Stowarzyszenie Nomada.
Patronat społeczny to nie jest kolejny projekt pomocowy. To model, który realnie zmienia życie zarówno osób uchodźczych, jak i tych, którzy decydują się im towarzyszyć. Wywodzi się z Kanady, gdzie działa od lat 70. Dzięki niemu ponad 350 tysięcy uchodźców znalazło swój dom. Dziś jest w ponad 20 krajach, obejmując łącznie ponad 700 tysięcy osób. Na czym polega?
Grupa mieszkańców - sąsiedzi, znajomi, czasem ludzie, którzy dopiero się poznają - zobowiązuje się na określony czas wziąć pod opiekę konkretną rodzinę lub osobę. To oznacza codzienne, praktyczne wsparcie: znalezienie i wyposażenie mieszkania, pomoc w załatwianiu formalności, zapisaniu dzieci do szkoły, nauce języka, dostępie do opieki zdrowotnej, a często także w poszukiwaniu pracy. Patroni stają się towarzyszami codzienności, tłumaczą rzeczywistość, wprowadzają w lokalne życie, są pierwszym punktem oparcia w nowym kraju.
Od listopada 2023 roku w Polsce trwa pilotaż tego projektu. Polega na wprowadzaniu i testowaniu modelu Community Sponsorship, zwanego roboczo 'patronatem społecznym'.
Za pilotaż w Polsce odpowiadają organizacje: Homo Faber, Nomada, Polskie Forum Migracyjne, Towarzystwo Inicjatyw Twórczych "ę", a badawczo nad projektem czuwa Ośrodek Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego.
W ramach polskiego pilotażu do lipca 2025 roku utworzono 15 grup patronackich złożonych z 75 patronów, a wsparcia udzielono 34 osobom uchodźczym.
Najważniejsze są relacje
- Patronat społeczny to nie tylko wsparcie formalne. To budowanie relacji. Anu była tu sama jak palec, więc ważne było, żeby wiedziała, że może na nas liczyć. Była bardzo wystraszona - mówi Barbara Pędzich, jedna z patronek Anu.
Nigeryjka nie ma wątpliwości, jak wielkie wsparcie dostała. - We Wrocławiu spotkałam rodziny, które otoczyły mnie opieką. Dzięki nim czuję się tu bezpieczna i kochana. Zapisali mojego synka do przedszkola, mnie na kurs języka polskiego, pomogli w uznaniu dyplomu z Nigerii, opłacili wymagane opłaty i towarzyszyli w sprawach medycznych - opowiada.
Dlaczego pomagają? Motywacje patronów są różne, ale łączy je sprzeciw wobec obojętności.
Do grupy patronackiej należy prof. Anna Pacześniak, politolożka z Uniwersytetu Wrocławskiego. - Coraz bardziej jestem zirytowana polską klasą polityczną, która - niemal niezależnie od barw - uprawia narrację antyimigrancką. Skoro inni nie działają, postanowiłam dołożyć swoją cegiełkę - wyjaśnia.
Dla księdza Pawła Mikołajczyka, duchownego luterańskiego, to także kwestia wartości. - Trudno wyobrazić sobie osoby w trudniejszej sytuacji niż uchodźcy. Patronat społeczny odzwierciedla to, co powinniśmy robić jako ludzie - mówi ksiądz. Razem z żoną i grupą parafian pomaga polsko-palestyńskiej rodzinie z Gazy.
Kinga Bacewicz ze Stowarzyszenia Nomada podkreśla, że ten model integracji ma ogromny potencjał społeczny. - Pozwala aktywnie uczestniczyć w procesie integracji, przełamywać bariery i budować relacje - wyjaśnia aktywistka.
Małe kroki, wielkie zmiany
Dzięki patronom Anu szybko poczuła, że może zacząć nowe życie. Mieszkanie, przedszkole dla Niko, kurs języka, uznanie dyplomu, wsparcie w pierwszych formalnościach. To wszystko zorganizowano w ciągu kilku miesięcy.
Dziś Anu sprzedaje ręcznie robione świece i mydła na lokalnych targach. Szydełkuje. Od września - kiedy Niko będzie spędzał w przedszkolu więcej czasu - planuje znaleźć stałą pracę. Ma świadomość, że powrót do wyuczonego zawodu laborantki może być trudny. Jej patroni wierzą, że znajdzie w Polsce pracę, bo Anu jest pracowita i rzetelna.
Oddolne inicjatywy
Aktywiści tłumaczą, że w Polsce wciąż pokutuje przekonanie, że pomoc uchodźcom to zadanie wyłącznie państwa lub samorządu. - Patronat społeczny pokazuje, że może być inaczej, że obywatelki i obywatele mogą wziąć sprawy w swoje ręce, a jednocześnie, dzięki wsparciu organizacji społecznych, działać w sposób skoordynowany i skuteczny - wyjaśnia prof. Anna Pacześniak. - Bo ludzie w Polsce chcą pomagać, ale potrzebują narzędzi i wsparcia. Patronat daje im jedno i drugie - dodaje.
- Patronat społeczny idzie w poprzek dominującej narracji politycznej, opartej na strachu przed 'innymi' - wtóruje ks. Paweł Mikołajczyk.
Aktywiści mówią, że patronat społeczny to coś więcej niż program integracyjny. - To narzędzie budowania mostów w czasach, gdy wielu polityków woli stawiać mury. Nad nami jest taka czarna chmura, czyli narracja polityków budująca lęk i dystans wobec migrantów. W tym klimacie oddolne inicjatywy patronatu społecznego stają się nie tylko wsparciem humanitarnym, lecz także formą codziennego, spokojnego oporu wobec nieludzkiej polityki - mówi Barbara Pędzich, jedna z patronek.
****
Według raportu UNHCR 'Global Trends 2024', pod koniec 2024 roku przymusowo przesiedlonych ludzi na świecie było 123,2 miliona. To rekordowa liczba, obejmująca uchodźców, osoby przesiedlone wewnętrznie (IDP), osoby ubiegające się o azyl i inne kategorie osób zagrożonych, zmuszonych do ucieczki.
****
Stowarzyszenie Nomada rekrutuje teraz do drugiej edycji programu we Wrocławiu i prace planuje rozpocząć wsparcie w drugiej połowie sierpnia 2025.