Droga śmieci z naszego kosza do sortowni. Czy naprawdę wszystko jest ze sobą mieszane?
Czy śmieci naprawdę są później mieszane, a segregacja nie ma sensu? Zajrzeliśmy do sortowni w Lublinie, by sprawdzić, co faktycznie dzieje się z odpadami i jak wygląda ich drugie życie.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak segregowane są śmieci w Lublinie?
- Czy to prawda, że śmieci są zabierane przez śmieciarki i łączone ze sobą?
- Ile tysięcy ton odpadów rocznie przechodzi przez sortownię przy Metalurgicznej, którą odwiedziliśmy?
- Co nas zaskoczyło w sortowni przy Metalurgicznej?
- Co się dzieje z odpadkami, które ktoś błędnie wrzucił nie do tego pojemnika, co trzeba?
Temat tego weekendu w TOK FM brzmi: Jak samorząd i Polacy pozbywają się (recyklingują) śmieci, czyli droga polskiego śmiecia od człowieka do unicestwienia lub drugiego życia. W Lublinie wszystko zaczyna się od zabrania śmieci z naszych domów. Odpadki są segregowane na pięć frakcji, wrzucane do oddzielnych pojemników:
- żółte to plastiki i metal,
- niebieskie - papier,
- brązowe - frakcja bio,
- pomarańczowe - odpady zmieszane,
- do tego dochodzą też pojemniki na szkło.
Poszczególne frakcje są zabierane z wiat śmietnikowych różnymi śmieciarkami. - Te samochody są podobne, ale nie jest tak, jak twierdzą niektórzy, że ktoś te śmieci zabiera i potem łączy. One trafiają do sortowni, gdzie następuje ich jeszcze dokładniejsza segregacja. Bo każdy z nas - przy wyrzucaniu śmieci - popełnia błędy i w workach z papierem lądują chociażby resztki jedzenia. Naszą rolą jest to oddzielić - opowiada Adam Przystupa, dyrektor do spraw środowiska i relacji zewnętrznych w firmie Kom-Eko.
Śmieciarka podjeżdża pod sortownię i wyrzuca tam worki z daną frakcją. W przypadku sortowni, którą odwiedziliśmy (na ul. Metalurgicznej), na jednej "górce" lądują wszystkie opakowania papierowe, a na drugiej - plastik i metale, w tym np. puszki po napojach. Potem specjalna koparka przekłada śmieci do maszyny, która wyrzuca je z worków, do których je wcześniej spakowaliśmy.
- Te worki ze śmieciami lądują w tzw. bunkrze zasypowym. Bunkier - z jednej strony - rozrywa worki, a z drugiej - dozuje odpady w odpowiednim tempie, już na konkretną linię sortowniczą - opowiada Przystupa.
- Gdybyśmy tu mieli postawić człowieka, który te worki miałby rozcinać czy rozrywać ręcznie, to nie podobałby temu. Rocznie mamy około 38 tysięcy ton odpadów, więc są to ogromne ilości. Dlatego robią to specjalne maszyny - opisuje dalej. Na taśmie sortowniczej oddzielnie "jadą" plastiki, w tym butelki PET, oddzielnie metale, oddzielnie - papier, a jeszcze na kolejnej taśmie - resztki, które były w workach, a nie powinny do nich trafić.
Drugie życie butelek po napojach
Co ciekawe, plastikowe butelki po napojach są dzielone według kolorów - przezroczyste, niebieskie, zielone, czasami - brązowe. Są segregowane, a potem zgniatane i pakowane w specjalne paczki, do wysłania do firmy, która je przerabia.
Są to butelki, które w dalszym ciągu lądują w naszych koszach, ale też te, które wrzucamy w sklepach do butelkomatów, w ramach systemu kaucyjnego. - Butelka PET segregowana jest w podziale na kolory, bo takie są wymogi recyklerów, czyli firm, które je przetwarzają. Po rozsegregowaniu taka paczka, którą my nazywamy "belką", jest ładowana na samochód i jedzie tam, gdzie te produkty będą finalnie przetwarzane na nowe butelki - opowiada nasz rozmówca.
- Ale też warto wspomnieć, że ze zużytych butelek wytwarzane są również włókna polarowe, czyli bluzy polarowe, które nosimy. To też jest efekt recyklingu tworzyw sztucznych - nadmienia.
W innym miejscu w sortowni widzimy belki z posegregowanym papierem, też gotowe do wywiezienia. - To jest sama makulatura, która pojedzie do papierni i z tych wszystkich papierów powstaną nowe produkty. Taka jedna belka papierowa waży około 500 kg. I potem z tego powstają zeszyty, gazety, pudełka. A tutaj - dodaje gość TOK FM - mamy na przykład belki z opakowaniami z poliethylenu i polipropylenu, czyli coś, na co mówimy chemia gospodarcza, czyli butelki po szamponach oraz po różnych płynach, których używamy w kuchni czy w łazience - tłumaczy nasz rozmówca.
"Naprawić ludzkie błędy"
- Gdy odpady do nas trafiają, musimy to wszystko jeszcze przesortować, przygotować do recyklingu, naprawić nasze ludzkie błędy. Jednocześnie trzeba powiedzieć, że każdy pojazd, który porusza się z odpadami po Polsce, jest zarejestrowany w tak zwanym systemie BDO. To jest baza danych o odpadach, czyli on musi mieć ze sobą dokument potwierdzający, skąd te odpady przyjechały, jakie one są, ile ich jest i gdzie mają trafić. To jest system ogólnopolski: samochód przyjeżdża na wagę, legitymuje się, my sprawdzamy te dokumenty, ważymy odpady i prawie wszystko o nich wiemy - opowiada dyrektor z Kom-Eko.
- Na jednym z podajników pojawiają się zanieczyszczenia, czyli to, co nie powinno się znaleźć wśród naszych odpadów - to wynik naszych błędów. O, na przykład tutaj widzimy obierki z ziemniaków, które ktoś wrzucił razem z papierem. Albo termometr czy niedopałki papierosów. Różne rzeczy tu są - przyznaje Przystupa.
Jak dodaje, wciąż połowa odpadów, które wyrzucamy do kontenerów, to tzw. odpady zmieszane. - To jest problem, nad którym powinniśmy się najbardziej pochylić. Myślę, że ci, którzy wdrożyli się w system segregacji, starają się to robić coraz lepiej. Natomiast jest część naszych sąsiadów, którzy wciąż jeszcze nie segregują, nie chcą tego robić i wszystko wrzucają razem. Potrzebne są kampanie, lekcje w szkołach i szeroko zakrojona edukacja w tym zakresie - dodaje gość TOK FM.
W sortowni w Lublinie nie marnuje się żaden odpad. To, co zostaje z zanieczyszczeń, jest potem rozrabiane i służy jako tzw. paliwo alternatywne - wykorzystywane do wytwarzania energii m.in. w Cementowni Chełm. - Cementownia, zamiast wytwarzać niezbędną jej energię ze spalania węgla, wytwarza ją, spalając paliwo z odpadów. Jednocześnie jest to ekologiczne. A popiół, który z takiego spalania zostaje - jest wykorzystywany do produkcji cementu - opisuje dyrektor.
Quiz: Co pamiętasz z mijającego tygodnia? Sprawdź swoją wiedzę! [QUIZ]
Mało ludzi, dużo maszyn
Gdy odwiedzamy zakład przy ul. Metalurgicznej w Lublinie, w oczy rzuca się mała liczba pracowników. Na miejscu zastajemy pojedyncze osoby. Maszyn jest bardzo dużo. Sortownia jest wyposażona w nowoczesne komputery, skanery, dzięki którym cały proces przebiega sprawnie.
Są też np. urządzenia nazywane optosorterami. - One sortują tworzywa płaskie, np. różne folie. I teraz w klasycznych, starych sortowniach widzielibyśmy tutaj ludzi, którzy stoją przy taśmie i wyciągają rzeczy. A tutaj nie ma ludzi, natomiast jest duży skaner, który najpierw non stop wykonuje zdjęcia odpadów na taśmie i my możemy sobie w komputerze zaprogramować, jaki rodzaj odpadu nas interesuje. Skaner przesyła zdjęcia do komputera, komputer analizuje, znajduje odpowiednie odpady na taśmie. I w drugiej części tego urządzenia znajdują się dysze powietrzne, które - jeżeli dostaną sygnał, że w danym miejscu na taśmie został zlokalizowany interesujący nas odpad - strzelają do niego strugą powietrza i przerzucają na drugi podajnik. Urządzenie jest bardzo sprawne, jego skuteczność jest bardzo wysoka, około 90 procent - dodaje nasz rozmówca.
Źródło: TOK FM