"W święta na chwilę się zatrzymam". Łódzki aktor Michał Kruk opowiada o tym, że granie to nie tylko oklaski
Michał Kruk przyznaje, że pracy ostatnio miał bardzo dużo. W Teatrze Nowym im. Kazimierza Dejmka w Łodzi trwają próby do spektaklu autorstwa Ivo Bresana 'Hamlet we wsi Głucha Dolna', w reżyserii Roberta Talarczyka. Przedstawienie będzie wystawione już w noc sylwestrową, a oficjalna premiera odbędzie się 7 stycznia. Przygotowania trwają od kilku tygodni. Kruk gra tu Maćka Maćko, prezesa spółdzielni, który jest zamieszany w pewien przekręt. Więcej zdradzać nie może, ale - jak mówi - ta postać to silny, łysy facet, który nie przebiera w środkach.
- Są miesiące, kiedy gram co weekend, od piątku do niedzieli. Taki urok tego zawodu. W ciągu tygodnia też nie mamy normalnego dnia pracy. Nie da się przecież próbować osiem godzin z rzędu. Próby są najczęściej w godzinach 10-14 i 18-22.Taki jest ten zawód, że pochłania całe twoje życie - przyznaje łódzki aktor. Zaznacza jednak, że nie narzeka, a cieszy się, że może realizować pasję. W końcu robi to dla swojej publiczności.
Aktor wielu ról
Michał Kruk zagrał więcej ról niż spektakli, w których wystąpił. Jak to możliwe? Aktor jest często wybierany do przedstawień, podczas których musi wcielić się w rolę wielu postaci. Aktualnie w Teatrze Nowym możemy go oglądać chociażby w sztuce Moliera 'Don Juan', w reżyserii Radosława Rychcika, gdzie występuje jako Gusman, Don Alonso i ksiądz. Takie sytuacje zdarzały się często już od samego początku jego kariery. Grał po kilka postaci m.in. w spektaklach Michała Zadary 'Hotel Sawoy' i 'Wszyscy byli odwróceni' oraz w reżyserowanym przez Grega Schwalbe spektaklu 'Spowiedź masochisty'.
- To może dziwić, ale ja naprawdę w większej liczbie spektakli zagrałem kilka postaci niż w tych, w których dano mi jedną rolę. Do tego dochodzi grupa improwizowana O! Impro, w której podczas przedstawień improwizowanych również mam wiele ról. W mojej głowie jest taka łatwość, że te postaci potrafię zróżnicować - opowiada.
Kto by pomyślał, że zostanie aktorem?
Kruk od małego grał w koszykówkę. Pasję do sportu kontynuował również na studiach i myślał o karierze sportowej, tym bardziej że jako młodzieniec grał wyczynowo. Warunki fizyczne miał odpowiednie - ma 188 cm wzrostu. Próbował swoich sił także w modelingu. Jedna z koleżanek wyciągnęła go na kurs. Został zauważony i zaproponowano mu udział w wyborach Mistera Łodzi 1999. - Miałem wtedy włosy - wspomina z uśmiechem aktor.
Okazało się, że Kruk podoba się jury i nie tylko. Najpierw został Misterem Łodzi, potem Misterem Polski i jeszcze do tego Misterem Publiczności. Nie myślał wtedy o aktorstwie, ale propozycje zaczęły sypać się same. - Zostałem zaproszony do programu 'Tok Szok'. Tam mnie odkryto i zatrudniono do prowadzenia 'Superexperss TV' [obydwa programy w Polsacie - red.]. Potem prowadziłem w telewizji jeszcze inne programy, dlatego pomyślałem o aktorstwie. Na początku byłem pewien, że będę grał w filmach. Dopiero dalsza droga pokazała mi, że jednak zakochałem się w teatrze - opowiada.
I stanął na scenie
Michał Kruk ukończył Państwową Wyższą Szkołę Telewizyjną i Teatralną w Łodzi. Lata szkolne wspomina z sentymentem. Jego wykładowcami byli m.in. Wojciech Malajkat, Ewa Mirowska i Janusz Gajos. To oni zarazili go pasją do teatru i już wtedy na drugi plan zeszły marzenia, by zostać gwiazdą filmu.
Zaczynał swoją karierę zawodową w Teatrze Komedia w Warszawie. Debiut miał dość nieoczywisty i niełatwy - musiał po jednej próbie wystąpić w zastępstwie za Rafała Cieszyńskiego w spektaklu 'Koleżanki' Grzegorza Chrapkiewicza. Poznał wtedy Katarzynę Figurę, Katarzynę Żak i Marzenę Trybałę. Co ciekawe, jego partnerką na scenie była w tym spektaklu Grażyna Wolszczak. Wcześniej nie miał okazji osobiście poznać aktorki. - To było niesamowite przeżycie. Ja, młody aktor, pierwszy raz na tak znamienitej scenie, mam wystąpić ze znaną aktorką, której w gruncie rzeczy jeszcze nie znam. Przyszła. O godzinie 15 zrobiliśmy próbę, a kilka godzin później już grałem jej chłopaka - opowiada.
W tym teatrze grał 10 lat. Występował głównie w musicalach i spektaklach komediowych. W międzyczasie jego talent aktorski zauważył Zdzisław Jaskuła, ówczesny dyrektor Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi i zatrudnił go na pół etatu. Łączenie dwóch miejsc pracy, oddalonych od siebie o ponad 100 kilometrów, na dłuższą metę było niemożliwe. Tym bardziej że Kruk cały czas mieszkał w Łodzi i tutaj miał rodzinę - żonę i syna.
Obecnie Kruka zobaczyć można w wielu przedstawieniach. Ostatnio zadebiutował również w roli asystenta reżysera w spektaklu 'Kocha, nie kocha'. - Nie wychodzę z tego teatru nawet jak nie gram - śmieje się aktor. - Znam swoje miejsce pracy od podszewki, więc nie dziwię się, że Tomasz Śpiewak [reżyser - red.] chciał, żebym mu pomagał. To było bardzo ciekawe doświadczenie. Ogólnie jestem aktywistą i zawsze wszędzie mnie pełno. W szkole pełniłem funkcję przewodniczącego, na studiach byłem starostą roku, a w teatrze jestem przewodniczącym związku zawodowego i członkiem komisji socjalnej - zaznacza.
Rola życia
Mimo że gra już ponad 20 lat, to jednak z sentymentem wraca wciąż do czasów studenckich. Za rolę życia uważa postać Ordona w 'Świętoszku' Moliera, którą odegrał pierwszy raz na drugim roku studiów. - Aby się do niej przygotować, wracając do domu, kopałem meble - opowiada. - W końcu profesor Mirowska mi powiedziała, żebym nie grał złości, a miłość do Tartuffe. I tak pokochałem tę rolę, którą potem grałem jeszcze wielokrotnie aż do samego występu dyplomowego - mówi Michał Kruk.
Koledzy-aktorzy z Teatru Nowego uważają jednak, że najlepszy był w monodramie - w ramach spektaklu złożonego z czterech części - zatytułowanym 'Kto nie ma nic, ten może wszystko'.
Spektakl powstał w ramach projektu 'Nowi i młodzi'. Reżyserami byli studenci z Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie - Maciej Hanusek i Dominik Forsztęga. Kruk zagrał zniszczonego przez używki człowieka, który mieszka z kobietą, a zakochuje się w mężczyźnie.
W Teatrze Małym w Manufakturze - poza przedstawieniami improwizowanymi - zobaczymy go również w spektaklu 'Sztuka' Yasminy Reza.
Lubi Łódź i Warszawę
Michał Kruk twierdzi, że kocha i Łódź, i Warszawę. - Mogę spacerować ulicami Warszawy, a potem przyjechać na Piotrkowską i upajać się jej fantastycznym klimatem. Co prawda tegoroczna iluminacja świąteczna mi się nie podoba, ale to jest moje miasto, w którym czuję się bardzo dobrze - mówi aktor.
W święta ma zamiar odpocząć, bo zaraz po świętach wraca do intensywnych prób. Ale za to jak już zagra przedstawienie w ostatnim dniu starego roku, razem z przyjaciółmi z teatru będzie świętował Nowy Rok. Nawiązując do tematyki sylwestrowego przedstawienia, wszystkim życzy, aby żyli w spokojnym kraju i aby nasza rzeczywistość nie przypominała tej, którą odkryje przed publicznością spektakl 'Hamlet we wsi Głucha Dolna'.