Mugolski quidditch rośnie w siłę. "Nie trzeba być fanem Harrego Pottera, żeby w to grać"
Tego, czym jest quidditch, nie trzeba tłumaczyć fanom książek J.K. Rowling o Harrym Potterze. W Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie był to bowiem najpopularniejszy sport, w którym tytułowy bohater odnosił zresztą niemałe sukcesy. Quidditch przypomina trochę grę w piłkę ręczną, tyle że zamiast biegania - Harry Potter i jego koledzy latali na miotłach. Czarodziejski sport - jak się okazuje - można też uprawiać w świecie rzeczywistym, co udowadniają zawodnicy z Łodzi. Ci wprawdzie nie latają na miotłach, a biegają, ale pozostałe zasady pozostają niezmienione. Po prostu - jak słyszymy - trzeba uruchomić wyobraźnię.
Dwie drużyny z Łodzi
W mieście już pięć lat temu powstała drużyna SkyWeavers. - Byłam ze znajomym na Festiwalu Fantastyki Pyrkon i tam poznaliśmy quidditcha. Po dwóch latach, gdy ponownie się na to natknęliśmy, stwierdziliśmy, że założymy drużynę - wspomina Klaudia Goczał.
Po pół roku ze SkyWeavers oddzieliło się kilka osób i utworzono drugą drużynę - Łódź Pirates. Do niej zaproszono Dominika Artomskiego. - Zaprosił mnie mój kolega Dominik Czapla. Historia była dość zabawna, bo gdy o tym opowiadał, myślałem, że chce, abyśmy grali w grę komputerową. Ja raczej rzadko gram w takie gry, więc opierałem się. Nagle on zaczął mówić, że grają na boisku, że to jest sport, który może być świetnym uzupełnieniem moich treningów piłki nożnej. Ze zdziwieniem zapytałem: 'Ale jak - wy latacie na miotłach?' - śmieje się Artomski.
- Dopóki nie zobaczyłem, nie wierzyłem - dodaje. Potem jednak zapisał się do drużyny Łódź Pirates, a sport jednego z jego ulubionych książkowych bohaterów stał się również i jego pasją. - Utożsamiam się z Gryffindorem - mówi Dominik. - Ale nie trzeba być fanem Harrego Pottera, żeby w to grać - dodaje.
Z czasem quidditch w Łodzi tak zyskał na popularności, że studenci Politechniki Łódzkiej mogli ten sport wybrać w ramach wychowania fizycznego i dostać z niego zaliczenie. Łódź jest fenomenem na skalę Polski, bo ma aż dwie drużyny. W wielu miastach quidditch również działa, ale na mniejszą skalę. Tak jest m.in. w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Warszawie. Od niedawna quidditch zmienił też nazwę na quadball.
Co wyróżnia quidditcha?
- Mimo, że SkyWeavers i Łódź Pirates to dwie przeciwne drużyny, to wzajemnie sobie pomagamy. Nasza rywalizacja, choć na serio, to na pewno jest zdrowa. Czasem oni są lepsi, czasem my. Czasem oni mają więcej zawodników, czasem my. Najważniejszy jest ruch i dobra zabawa - mówi Artomski.
Jest to sport drużynowy, kontaktowy i koedukacyjny. - W skrócie można powiedzieć, że to jest połączenie rugby, piłki ręcznej i zbijaka. Polega na tym, żeby zdobyć jak największą liczbę goli, przerzucając piłkę przez pętle, a na koniec zdobyć złotego znicza - wyjaśnia Klaudia Goczał.
Jakie są zasady?
Na boisku można pełnić cztery różne role. Są pałkarze, którzy wykluczają czasowo innych zawodników z gry. Jest szukający, którego zadaniem jest złapanie złotego znicza. Ponadto są ścigający i obrona.
- Najprościej można to opisać tak: mamy ośmiu zawodników, cztery osoby w drużynie gra ze sobą w piłkę ręczną, a cztery inne grają w zbijaka. Jedni muszą unikać drugich. Dodatkowym utrudnieniem jest miotła, którą trzymasz między nogami, więc masz napięte mięśnie i jesteś w pozycji przykucniętej. Do tego cały czas jesteś w ruchu, więc po piętnastu minutach jesteś bardzo zmęczony. No i jeszcze umiejętności, czyli jedną ręką trzymasz miotłę, drugą albo łapiesz piłkę, albo zawodników - opisuje Artomski.
Miotła to tak naprawdę rurka PCV. Zawodnicy grają w strojach sportowych i w butach typu korki. Obie łódzkie drużyny mają również swoje stroje, w których grają na oficjalnych meczach.
Zawodnicy muszą mieć skończone 16 lat. Innych ograniczeń nie ma, choć - jak mówią nasi rozmówcy - warto być sprawnym i fizycznie, i mentalnie. - Nauczyłem się szybkiego podania i szybkiego odbioru. Teraz mam już taki odruch, że nic mnie nie zaskoczy. Sprawność, siła, szybka reakcja - to na pewno znacznie mi się poprawiło - stwierdza Artomski. - Ten sport ma wysoki próg wejścia, jeśli chodzi o zrozumienie. Jest nietypowy i niełatwy. Trzeba pogłówkować, żeby coś osiągnąć. Trzeba zrozumieć strategię. Dla ludzi, którzy potrzebują stymulacji umysłowej, to będzie fajny element - dodaje Klaudia Goczał.
Mecz trwa minimum 20 minut, bo wtedy do gry wchodzi złoty znicz. Kończy się, gdy znicz zostanie złapany. Może to potrwać chwilę, a może trwać nawet kolejne pół godziny. Średnio mecz trwa około 30-40 minut i jest jednoczęściowy.
Jeden gol w quiddichtu to 10 punktów. Łódzkie drużyny grają w Polskiej Lidze Quadballa. Organizowana jest trzy razy w roku. SkyWeavers pojechali również na Mistrzostwa Europy. Takie wyjazdy drużyny same sobie sponsorują. Łódzkie grupy plasują się na 3. i 4. miejscu w lidze ogólnopolskiej. - Łódź ma prężnych zawodników. Walczymy i mamy nadzieję, że któraś z naszych drużyn zwycięży ligę w tym roku - mówi Artomski. Dołączyć do treningów można w każdej chwili.