7-latek zagra na znanym festiwalu. Kiedy zaczynał grać, to "najmniejsze gitary były za duże na paluszki" dziecka
Historia gitarowa 7-letniego Kuby Olejnika rozpoczęła się w dniu jego drugich urodzin. Wtedy otrzymał w prezencie swoją pierwszą gitarę - drewnianą z plastikowymi strunami. Nie był to profesjonalny instrument, ale idealny do zabawy dla małego chłopca. - Muzyka w naszym domu była obecna od zawsze, towarzyszyła przy śniadaniu, sprzątaniu i w podróżach samochodowych. Mocne rockowe brzmienia, takie jak oboje lubimy, ukształtowały nasze muzyczne charaktery - mówią rodzice Kuby.
Anna i Przemysław Olejnikowie mieszkają w Aleksandrowie Łódzkim. Na początku nie wiedzieli, czy Kuba pokocha muzykę tak jak oni. Szybko okazało się, że dziecko będzie rozwijać się właśnie w tym kierunku.
Od najmłodszych lat Kuba patrzył jak tata w wolnych chwilach bierze do ręki swojego Schectera i próbował powtórzyć usłyszane brzmienie na swojej gitarze. - Razem z Kubusiem oglądaliśmy koncerty naszych ulubionych wykonawców. Można było się zdziwić, że takie małe dziecko jest w stanie słuchać takich ciężkich brzmień - wspomina Przemysław Olejnik. Zwykle były to koncerty takich zespołów jak: Metallica, Black Sabbath, Queen, czy Ed Sheeran. - To sprawiało nam ogromną frajdę - dodaje tata chłopca.
To jest talent
Rodzice szybko zauważyli, że Kuba rzeczywiście czuje muzykę. Potrafił wybić rytm każdej piosenki. Do tego często stawał przed lustrem i śpiewał. Zdecydowali więc zamienić instrument zabawkę na profesjonalną gitarę. Nie było to jednak takie proste. - Nawet najmniejsze gitary były za duże na trzyletnie paluszki, więc wybór padł na ukulele - mówi Przemysław Olejnik.
Zapał nie słabł, więc postanowili zapisać syna na lekcje gry na gitarze. Tu znów trafili na przeszkodę. - Plan okazał się być sporym wyzwaniem, ponieważ wszędzie słyszeliśmy, że syn jest za mały: 'Prosimy wrócić, jak chłopiec podrośnie, najlepiej za jakieś pięć, sześć lat' - opowiada tata chłopca.
Rodzice Kuby nie dali jednak za wygraną. Ostatni telefon na liście był do Konrada Jeremusa, byłego gitarzysty zespołu Proletaryat, założyciela łódzkiej szkoły Guitar Harmony. Kiedy w słuchawce usłyszeli zaproszenie na lekcję, nie mogli uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. - Kuba dostał szansę na naukę u jednego z najlepszych. Konrad okazał się nie tylko wspaniałym muzykiem, ale także świetnym pedagogiem. Syn chodzi na lekcje już ponad dwa lata i w tym czasie zrobił ogromny postęp. To wszystko dzięki tytanicznej pracy - opowiada pan Przemek.
'Jak większość siedmiolatków latem mógłby nie schodzić z boiska do piłki nożnej'
Kuba to dziecko wielu talentów. Jego drugą miłością jest plastyka. W połączeniu z dużą wiedzą o historii Titanica spod ręki Kuby wychodzą niezliczone rysunki statku, a nawet modele przestrzenne. - Uwielbia też pomagać nam w kuchni, szczególnie kiedy powstaje coś słodkiego. Jak większość siedmiolatków latem mógłby nie schodzić z boiska do piłki nożnej - opowiada mama chłopca.
Żadna z tych pasji nie wygra jednak z gitarą - To jest dla mnie najważniejsze i najfajniejsze. W przyszłości chciałbym grać - mówi chłopiec.
Kuba marzy, aby grać koncerty przed wielką publicznością. Na razie próbował swoich sił na mniejszych scenach. Wystąpił dwukrotnie na Dniach Dziecka organizowanych przez Urząd Miasta Łodzi na ul. Piotrkowskiej. W 2022 roku we Wrocławiu brał udział w ustanowieniu nowego rekordu Guinessa wykonując utwór 'Hey Joe' Jimmy’ego Hendrixa. W tym samym roku wystąpił na Pikniku Rodzinnym w Przecławiu organizowanym pod patronatem Rzecznika Praw Dziecka. Uczestniczył w warsztatach i dniach Guitar Harmony organizowanych w Klubie Wooltura w Łodzi, gdzie zagrał razem z zespołem dziecięcym. Występował na zakończeniu przedszkola i zakończeniu roku szkolnego grając dla kolegów i koleżanek.
'Gitarowy słoik' Kuby
Drugim marzeniem chłopca jest zakup nowej, większej gitary. Jak zapewnia tata chłopca, już niedługo uda się je zrealizować. Co prawda gitara to wydatek rzędu kilku tysięcy złotych, ale Kuba skrzętnie odkłada na każdy grosz. Założył 'gitarowy słoik' do którego wrzuca, co zbierze. Jest stypendystą Summer Dying Loud dla młodzieży uzdolnionej artystycznie z terenu gminy Aleksandrów Łódzki. Poza tym dokładają się do tego mieszkańcy i nie tylko, bo chłopiec grywa na ulicach swojej miejscowości, a także w Łodzi na rynku Manufaktury. - W godzinę zarobiłem 120 złotych. Ludzie się zatrzymują, aby mnie posłuchać - mówi.
Teraz Kubę Olejnika czeka kolejne wyzwanie. W Aleksandrowie Łódzkim od kilku lat odbywa się rockowy festiwal z okazji zakończenia lata - Summer Dying Loud. To prestiżowa impreza, na której występują gwiazdy rocka z Polski i zza granicy. Publicznością są fani z całego kraju.
Chłopiec wystąpi na scenie pomiędzy gwiazdami festiwalu. - Pomysł na występ zrodził się tuż po otrzymaniu stypendium. Kuby gusta muzyczne idealnie wpasowały się w klimat imprezy. Jednak czasu na przygotowania było mało, a sam występ na tegorocznej edycji wydawał się niemożliwy do zrealizowania z uwagi na ustaloną już wcześniej listę wykonawców. Po rozmowie z organizatorem imprezy i zaprezentowaniu umiejętności Kuby decyzja mogła być tylko jedna, Gramy - opowiada Przemysław Olejnik. Na scenie Kuba pojawi się ze swoim nauczycielem Konradem Jeremusem. Wykonają dwa utwory: 'Breaking the law' - Judas Priest oraz 'In Your Face' - Children of Bodom. - Drugi wybór to prawdziwy sprawdzian dla Kuby. Na opanowanie tego trudnego technicznie utworu mieliśmy niecały miesiąc. Kuba dzielnie ćwiczył w domu i na próbach - opowiada tata chłopca.
Efekty pracy Kuby będzie można zobaczyć już w czwartek, 7 września o godz. 19 podczas festiwalu w Aleksandrowie Łódzkim.