advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Łódzkie

Stanowski przelicytował. Tak wygląda Kongres Zero Stanowskiego od zaplecza

Łukasz Konarski, TOK FM
4 min. czytania
16.02.2025 17:57
Kongres Zero Krzysztofa Stanowskiego to przede wszystkim impreza pustych krzesełek. Kandydat na prezydenta, zbierając fundusze na chore dzieci, przeliczył się ze swoją popularnością w realnym świecie. Oglądać Kanał Zero na YouTubie, a przyjechać do Łodzi i wydać kilkaset złotych na bilet, to jednak duża różnica.
|
|
fot. Kamil Śmiałkowski/TOK FM

 

  • Dwa dni w łódzkiej Atlas Arenie. Kongres Zero, impreza organizowana podczas kampanii wyborczej przez jednego z kandydatów na prezydenta, dziennikarza i internetowego celebrytę Krzysztofa Stanowskiego, miała być mocnym symbolem jego możliwości;
  • Oto kandydat, za którym nie stoi żadna partia, robi potężne show w lutowy weekend i to jeszcze, jak sam zastrzegł, nie będzie w tym ani odrobiny polityki;
  • Niestety, nie wyszło.

 

Krzysztof Stanowski przelicytował. Już w sobotę pojawiły się pierwsze relacje, że Atlas Arena nie jest zapełniona nawet w połowie. Gdy w niedzielę dotarłem na miejsce, trwała właśnie pierwsza dyskusja o podboju kosmosu, którą prowadził sam Stanowski. W wielkiej hali faktycznie było mnóstwo wolnych miejsc. Uczestnicy spokojnie zmieściliby się w dwa, może trzy razy mniejszej przestrzeni.

Wiele miejsc w czasie Kongresu Zero świeciło pustkami
Wiele miejsc w czasie Kongresu Zero świeciło pustkami
Kamil Śmiałkowski/TOK FM

Po chwili goście i Stanowski opuścili scenę, a zapowiedziano Tomasza Kammela, który w prelekcji "Jak gadać, żeby się dogadać" uczył zasad komunikacji. Zaczął od pokazania na wielkim ekranie nowoczesnego tegorocznego luksusowego modelu samochodu. I tym przykuł uwagę większość sali.

Ten błąd może zemścić się w razie wybuchu wojny. 'Trzeba to szczerze powiedzieć społeczeństwu'

Kto bowiem wybrał się na Kongres Zero? Kto wydał kilkaset zł za miejsce w Atlas Arenie, aby mieć możliwość wysłuchania na żywo kilku dyskusji, prelekcji, występów muzycznych? Wśród uczestników najwięcej było trzydziestolatków, wielu z partnerkami (widać udało się im przekonać je, że to fajny pomysł na weekend). - Przyjechałem, bo sądziłem, że poznam tu ciekawych ludzi, nawiążę jakieś kontakty, które przydadzą się w życiu - powiedział mi Krzysztof napotkany w strefie Meet nad Greet, stojący w kolejce po autografy z albumem "Magazyn Zero" w ręce. To sprzedawane tu (cena 60 zł) czterystostronicowe wydawnictwo w twardej oprawie, z Donaldem Trumpem na okładce, pełne artykułów autorów związanych z Kanałem Zero, internetowym projektem Stanowskiego.

Sukces Kanału Zero, czyli 'chłopski polski rozum'. 'Ambicji starczy na rok, dwa'

Kongres Zero Stanowski. To było centrum całej imprezy 

Niewielka strefa Meet and Greet to centrum całej imprezy. Wygląda jak komiksowy konwent, tylko uczestnicy są tak o dwadzieścia lat starsi i zamiast koszulek z superbohaterami mają marynarki, często z powodu zaduchu, przerzucone przez ramię. Nie ma też gwiazd kina i komiksu. Zamiast nich można sobie zrobić na ściance zdjęcie z gwiazdami Kanału Zero, kupić książki o podróżach i nauce albo wyciskać sztangę pod czujnym okiem zawodowców. Za popgwiazdę robi największa (obok Stanowskiego) osobowość Kanału Zero, Robert Mazurek. Kolejka do fotek z nim ciągnie się środkiem sali aż za wyjście. Mazurek ma pod rozpiętą marynarką zabawną koszulkę z Tuskiem i uśmiecha się do każdego. Aż w końcu zmęczony musi udać się do innych obowiązków, ale obiecuje wrócić, więc kolejka wcale się nie rozchodzi. Poczekają, aż wróci.

Robert Mazurek z fanami w czasie Kongresu Zero
Robert Mazurek z fanami w czasie Kongresu Zero
Kamil Śmiałkowski/TOK FM

Tymczasem małe rozmowy w grupkach faktycznie sprawiają wrażenie poważnych i merytorycznych. Przy stoliku z książkami naukowymi więcej się snuje teorii, niż kupuje. Widać po rozmówcach, że mają spory zasób wiedzy i cieszą się, że mogą o tym z kimś porozmawiać na żywo, a nie tylko w internecie. Również goście, którzy przed chwilą rozmawiali na scenie o kosmicznych perspektywach Polski, przechodząc przez strefę, dali się namówić najpierw na kilka autografów, a potem wdali w dyskusje i w kilku grupkach rozwijali wątki przed chwilą poruszane w rozmowie ze Stanowskim. - Na to liczyłem - przyznaje mi potem jeden z uczestników takiej dyskusji, czterdziestoparoletni Tomasz. - Zapowiadano, że będzie tu możliwość spotkania i bezpośredniego pogadania z ekspertami. I dało się faktycznie ich zaczepić i kwadrans pogadać - stwierdził zadowolony. Ciekawe, czy dałoby się, gdyby impreza faktycznie wypełniła Atlas Arenę?

Przejrzał plan Stanowskiego na Kanał Zero. 'To forpoczta nowej prawicy'

Faktycznie polityki nie ma 

Jak zapowiedział Stanowski, nie ma tu polityki. Zastąpiła ją dobroczynność. Od początku Kongres Zero zapowiadany jest jako impreza, z której cały dochód przeznaczony jest na leczenie chorych dzieci. I słychać to uparcie przy każdej okazji ze sceny. Padają konkrety, wiemy, o jakie dziecko chodzi, na co choruje, ile potrzeba, a gdy udaje się tę sumę zebrać (cały czas trwa też zbiórka internetowa), rozpoczyna się zbieranie na kolejne. Stanowski próbuje tu trochę wchodzić w buty Owsiaka, ale przyjął inną metodę - zamiast zbiórki na jakiś ogólny problem, zbiera na konkretny przypadek, na osobę. Jedną, a potem drugą i kolejne.

Andrzej Duda, 'dzika foczka' i 'pimpuś sadełko'. 'To był horror'

To pozwala schować politykę i w inny sposób zdobywać poparcie i popularność. Choć finałem imprezy ma być

wieczorny roast Stanowskiego . Kandydat na prezydenta ma być grillowany przez spore grono swoich współpracowników i zawodowych komików. To wymyślona w USA zabawa, podczas której można bezkarnie obrażać gospodarza bez jakichkolwiek ograniczeń i hamulców. Kiedyś odbył się taki właśnie roast Donalda Trumpa, ale było to na lata przed jego pierwszą prezydenturą.

Grubo i mało finezyjnie. Roast Krzysztofa Stanowskiego bez krzty polotu [KOMENTARZ]

Tu już Stanowski od polityki z pewnością nie będzie mógł uciec. Chyba że (bo jest taka możliwość) zastrzegł sobie wcześniej, że to temat, którego nie wolno uczestnikom poruszać. Ale jeśli tak, to nie będzie już żaden roast, tylko kumpelskie poklepywanie po plecach.

Posłuchaj podcastu!