130 szkół do likwidacji. "Żeby mieć pracę, trzeba kogo uczyć"
Coraz więcej szkół i przedszkoli w całej Polsce idzie do likwidacji albo jest wchłaniana przez większe placówki. Winna jest demografia - są gminy, w których jest kilka szkół, a praktycznie w ogóle nie rodzą się dzieci. Tak jest m.in. na Lubelszczyźnie.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak w prognozach GUS wygląda województwo lubelskie?
- Ile placówek przeznaczono do likwidacji bądź przekształcenia?
- W których miastach regionu sytuacja jest najgorsza?
Dane mówią jasno - województwo lubelskie się wyludnia. Z jednej strony wiele młodych osób wyjeżdża na studia czy do pracy w inne rejony Polski, z drugiej - w regionie rodzi się coraz mniej dzieci. Urząd Statystyczny w Lublinie ma dane za pierwsze półrocze 2025 roku. Wynika z nich, że są gminy, w których urodziło się tylko dwoje czy troje dzieci. Chodzi o samorządy głównie przy wschodniej granicy - powiaty hrubieszowski, tomaszowski czy włodawski i takie miejscowości jak Żmudź, Uchanie, Wyryki, Biszcza czy Podedwórze.
- Jednocześnie prognoza GUS do 2060 roku też niestety nie napawa optymizmem. Pokazuje nam jasno, że województwo lubelskie w dalszym ciągu będzie się wyludniać. Liczba ludności zmniejszy się o dalsze 25 procent. Co więcej, w porównaniu z innymi województwami będzie to jeden z największych spadków - mówi Sławomir Dziaduch z Urzędu Statystycznego w Lublinie. To oznacza, że z obecnych dwóch milionów mieszkańców, w województwie lubelskim zostanie półtora miliona.
To powoduje określone skutki - m.in. w oświacie
Szkół i przedszkoli w gminach jest dużo, a dzieci coraz mniej. Do lubelskiego kuratora oświaty od stycznia wpłynęło prawie 50 wniosków o likwidację lub połączenie placówek. W ubiegłym roku szkolnym takich wniosków było ok. 80, więc mamy już 130 placówek, z którymi coś trzeba zrobić. - Chodzi głównie o małe i bardzo małe szkoły. Jest w nich np. tylko 20 uczniów. Są takie, w których mamy do czynienia z pustymi rocznikami, czyli na poziomie danej klasy w ogóle nie ma dzieci. Na dłuższą metę nie da się funkcjonować, gdy w klasie jest jedno, dwoje czy troje dzieci. Ja w ogóle jestem zwolennikiem większych klas, tak by można było w nich nawiązać relacje społeczne, by można było pograć w piłkę czy w gry planszowe. Rozwój społeczny dzieci jest bardzo ważny. Nie mówię już o kwestiach finansowych - jak utrzymać szkołę, w której jest garstka dzieci? - mówi kurator Tomasz Szabłowski.
Przyznaje, że rodzice i nauczyciele często o szkoły walczą. - Przyjeżdżają i argumentują, że to szkoła z wieloletnimi tradycjami, że każde dziecko jest w niej dobrze zaopiekowane, że ma wyniki - i wszystko się zgadza. Ale danych demograficznych nie przeskoczymy. Żeby mieć pracę, trzeba mieć kogo uczyć po prostu - dodaje Szabłowski. Jak mówi, w większości przypadków wydaje opinie pozytywne, choć zdarza się, że jest inaczej. - Bywają takie sytuacje, że opinia jest negatywna. Na przykład wtedy, gdy po przekształceniach miałby się drastycznie wydłużyć dojazd do szkoły. Albo gdy szkoła posiada potencjał, bo na przykład w klasach 1-3 albo w przedszkolu tych dzieciaków jest dużo, młodzi ludzie tam się zaczynają osiedlać. Wtedy uznajemy, że warto o nią zawalczyć - dodaje Szabłowski.
Jak podkreśla, każdorazowo są to bardzo trudne decyzje dla wójtów, burmistrzów czy prezydentów miast, bo za likwidacją szkoły najczęściej idzie konieczność zwolnień. - Wiem, że nauczyciele boją się utraty pracy. Dlatego to są trudne rozmowy, wszyscy się boimy zmian i musimy się z nimi mierzyć. Nie jest to łatwe i oczywiste, do każdej sprawy podchodzimy indywidualnie, bywa, że jeździmy na wizje lokalne, by zobaczyć, jak dana szkoła funkcjonuje. Ale nasza rola - jako Kuratorium Oświaty - sprowadzona jest do legalności przestrzegania prawa. W związku z tym, jeśli organ prowadzący, czyli gmina, samorząd wprowadzają to zgodnie z przepisami, to my nie możemy właściwie tutaj przeciwstawiać się temu wszystkiemu - dodaje Tomasz Szabłowski.
Puławy likwidują przedszkole
Puławy to jedno z miast, w których rodzi się mniej dzieci. W 2009 roku było prawie 500 noworodków, w 2017 - 400, a w 2025 - zaledwie 190. To powód likwidacji jednego z miejskich przedszkoli. Będzie działać tylko do końca czerwca. - Jesteśmy już po procesie jego zamykania, radni podjęli już decyzję w tej sprawie. Dzieci jest zbyt mało, aby tworzyć kolejne grupy. Taki mamy trend i musimy się w tym jakoś odnaleźć - mówi w TOK FM wiceprezydent Puław Grzegorz Nowosadzki. Jak wskazuje, żadne dziecko nie zostanie bez wsparcia - dla wszystkich są miejsca w innych placówkach i rodzice już je tam zapisali.
Nie chce wprost odpowiedzieć na pytanie, co z kolejnymi przedszkolami, ale też szkołami. - Nie chciałbym uprzedzać faktów. Ale myślę, że wszyscy mamy świadomość, że demografia jest nieubłagana i że w przyszłości będziemy jeszcze bardziej zderzać się z tym problemem. Z jednej strony jest duży potencjał w naszych szkołach i przedszkolach, często świetnie wyposażonych, z bardzo dobrą kadrą, a z drugiej strony - wykorzystanie tego jest coraz mniejsze - dodaje wiceprezydent Puław.
Problemy demograficzne widać też choćby w Zamościu. Niż demograficzny sprawił, że czasy, gdy klasy liczyły nawet ponad 30 uczniów, dawno minęły. Obecnie są dużo mniejsze. - Zamość, mając na uwadze zapewnienie komfortu nauczania na pierwszym etapie edukacji w klasach I-III, wyraża zgodę na utrzymywanie oddziałów o mniejszej liczebności. Średnia liczba uczniów w oddziale w roku szkolnym 2025/2026 wynosi 21,6 - przekazała nam Monika Żur, dyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Zamość.
W Zamościu trwa rekrutacja do szkół - jej pierwszy etap właśnie się zakończył, w szkołach są jeszcze wolne miejsca. Od 1 września, gdy rozpocznie się nowy rok szkolny 2026/2027 w ośmiu zamojskich podstawówkach prowadzonych przez miasto pierwszaki uczyć się będą w 20 oddziałach (w roku 2025/2026 utworzono ich 23). Po dwie klasy pierwsze będą w Szkole Podstawowej nr 2 i nr 9, po trzy w SP nr 3, 4, 6, 7, 8, a tylko jedna w SP nr 10.
Coraz trudniejsza sytuacja jest też w samym Lublinie, o czym pisaliśmy na naszym portalu. - Jest dramatycznie - mówił w TOK FM wiceprezydent Lublina Mariusz Banach, który odpowiada za edukację. W 2025 roku urodziło się w Lublinie 1800 dzieci, a miejsc w przedszkolach i szkołach, biorąc pod uwagę jeden rocznik, jest 3,5 tysiąca. Już wiadomo, że podobnie jak w ubiegłym roku, także w tym nie obędzie się bez zwolnień wśród nauczycieli. - Trzeba to nazwać po imieniu: widzimy dramatyczny kryzys demograficzny. Z roku na rok mamy coraz większy problem - dodał Mariusz Banach.
- Skoro przez ostatnie osiem lat ubyło nas jedna trzecia, to niestety jedna trzecia szkół będzie się zmniejszać, będą przekształcane w filie, a nawet wygaszane. Nic na to nie poradzimy w tym momencie. Możemy tylko apelować do samorządowców, do polityków, żeby tworzyć takie warunki, żeby młodzi ludzie chcieli mieć dzieci, ale to jest długotrwały proces - dodaje lubelski kurator oświaty.
- To, co od lat obserwujemy w demografii, w przyroście naturalnym, to jest bardzo duże wyzwanie jeśli chodzi o politykę społeczną, politykę edukacyjną. Tak różna struktura demograficzna, starzenie się społeczeństwa powoduje, że bardziej potrzebne są ośrodki wspierające osoby starsze. Natomiast jeśli chodzi o szkoły czy przedszkola, to tutaj niestety zapotrzebowanie na tego typu usługi edukacyjne będzie coraz mniejsze - dodaje Sławomir Dziaduch z Urzędu Statystycznego w Lublinie.
źródło: TOK FM