Prawica kontra studenci z Afryki. "Ta nagonka niemiłosiernie mnie wnerwia"
Prawicowi politycy rozpętali w internecie burzę. Chodzi o cudzoziemców, którzy studiują w Lublinie. - Co z Wami jest nie tak, że wybieracie władze, które zasiedlają Wasze piękne miasto cudzoziemcami? - pisze na X Krzysztof Bosak. - Są dumą naszego miasta - odpowiadają zgodnie władze miasta i rektorzy lubelskich uczelni.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Czym jest Africa Day Festiwal?
- Dlaczego Lublin przeciąga zagranicznych studentów?
- Jakie wątpliwości mają politycy prawicy?
Wpis wicemarszałka Sejmu nie jest jedynym, jaki pojawił się w ostatnim czasie. Radny Tomasz Gontarz z klubu PiS właśnie wystosował interpelację do prezydenta Lublina. Pyta w niej m.in. o umiędzynarodowienie lubelskich uczelni, ale nie tylko. "Jakiego rodzaju pomoc - bezpośrednią lub pośrednią - Miasto Lublin, jego jednostki organizacyjne lub podmioty finansowane ze środków miejskich udzielają rodzinom studentów zagranicznych?". Chce wiedzieć także, jaka była łączna wysokość środków publicznych wydatkowanych na program "Study in Lublin" oraz na pozostałe działania związane z umiędzynarodowieniem i wsparciem studentów zagranicznych w latach 2021–2026.
Wpis Bosaka pojawił się z okazji mających się odbyć w Lublinie 29 i 30 maja Africa Day.
Anna Dąbrowska ze Stowarzyszenia Homo Faber, które od lat wspiera cudzoziemców w Lublinie, nie ma wątpliwości, że cel działaczy prawicowych, którzy rozpętali nagonkę, jest jeden - chodzi o zbicie kapitału politycznego. - Ani pytanie o zasadność organizowania Africa Day Festiwalu w Lublinie, ani o obecność osób cudzoziemskich, które studiują na naszych uczelniach, nie wynika z troski żadnego z panów, którzy zadają te pytania. Nie wynika z troski o nas, nie wynika z troski o przyszłość naszego miasta, nie wynika z troski o bezpieczeństwo - mówi Dąbrowska.
Celowa polityka miasta
Lublin od lat stawia na umiędzynarodowienie uczelni. Jego poziom jest najwyższy w Polsce. Na 60 tysięcy studentów ok. 8,5 tysiąca stanowią młodzi ludzie z ponad 100 krajów świata. To m.in. osoby z krajów afrykańskich, w tym spora grupa z Zimbabwe. Od kilku lat organizują w mieście Dni Afrykańskie, pokazując swoją kulturę, tradycje, muzykę i tańce. - Studenci cudzoziemcy są dumą Lublina - podkreślają zgodnie władze miasta i rektorzy lubelskich uczelni.
- Lublin ma największy odsetek studentów zagranicznych - to efekt celowej polityki miasta od piętnastu lat. To jest powód do dumy, bo jesteśmy sytuowani w lidze uczelni i ośrodków akademickich europejskich czy światowych, które mają tak wysokie wskaźniki umiędzynarodowienia. Jeśli chodzi o studentów z Afryki, to mamy ich około dwóch tysięcy, co stanowi 3,5 procent wszystkich studentów w Lublinie - mówi Mariusz Sagan, dyrektor Wydziału Strategii i Obsługi Inwestorów Urzędu Miasta Lublin.
Jak podkreśla, cudzoziemcy mają duży wpływ na gospodarkę miasta i jego rozwój. - Studenci zagraniczni rocznie zostawiają w Lublinie prawie 480 milionów zł. Są to pieniądze, które trafiają do lokalnej gospodarki - na wynajem mieszkań, do gastronomii, na różnego rodzaju zakup usług. Po studiach - jeśli chodzi o studentów z Afryki - 95 procent wraca do siebie, część wyjeżdża do krajów Europy zachodniej. I to są fakty. Miasto inwestuje w ten segment rynku dlatego, że w naszym kraju od lat obserwujemy dramatyczny niż demograficzny i bez studentów zagranicznych nie będzie uczelni w Polsce - dodaje Sagan.
Nagonka prawicy
Za manipulacjami i falą nienawiści wobec osób czarnoskórych stoją m.in. działacze skrajnej prawicy, którzy publikują w mediach społecznościowych wpisy o tym, że Lublin - rzekomo - zalewa fala migrantów i że miasto celowo ich sprowadza. "Polacy tracą przestrzeń społeczną, nie wychodząc z domu za kilka lat obudzą się w świecie zupełnie obcym, zorganizowanym przez obcych" - pisze jeden z działaczy, Rafał Mekler.
Politycy prawicy pokazują przy tym - wyrwany z kontekstu - fragment wywiadu udzielonego kilka miesięcy temu przez urzędniczkę z Lublina. Chodzi o Wiktorię Herun, Ukrainkę z pochodzenia, która trafiła do Lublina wiele lat temu. Od 15 lat pracuje w ratuszu, o czym pisaliśmy kilkukrotnie na naszym portalu. Zaczynała od stanowiska podinspektora, a dziś jest wicedyrektorką jednego z wydziałów. Odpowiada za umiędzynarodowienie uczelni i - z ramienia Urzędu Miasta - wspiera studentów cudzoziemców w Lublinie. Ściśle współpracuje też w tym zakresie z samymi uczelniami i z organizacjami pozarządowymi. Teraz - środowisko skrajnej prawicy - również na nią przypuściło nagonkę.
"Wpuszczanie imigrantów do jakichkolwiek instytucji czy urzędów pociąga za sobą ustępstwa na rzecz kolejnych imigrantów. Nie możemy pozwolić sobie na popełnienie błędu w punkcie 'zero', bo uruchomimy efekt kuli śnieżnej" - pisze poseł Konfederacji Krzysztof Mulawa.
- Pani Wiktoria przeszła wszystkie szczeble kariery, oczywiście w otwartym naborze urzędniczym, spełniając wszystkie kryteria awansowe. Jest współautorką sukcesu, który realizujemy z uczelniami, czyli pozyskiwania studentów zagranicznych do Lublina. Jest osobą wielokrotnie nagradzaną, chociażby przez "Perspektywy" - tytułem Gwiazdy Umiędzynarodowienia - jest to wyróżnienie ogólnopolskie - odpowiada dyrektor Mariusz Sagan.
Wiceprezydent Lublina Tomasz Fulara podkreśla, że studenci z zagranicy przyczyniają się do rozwoju miasta. - Gdy wyjeżdżają po studiach, promują naszą kulturę, nasze miasto. I myślę, że dobrze by było, gdyby Polska pokazała się jako kraj tolerancyjny, otwarty - jako kraj, który gości osoby z innych zakątków świata. Przypomnę, że Polacy również mieli swoje epizody, gdy np. stan wojenny zastał ich za granicami kraju i byli tam przyjmowani godnie - mówi wiceprezydent Lublina. I apeluje, by nie powielać fake newsów i manipulacji m.in. o tym, że miasto rzekomo zapewnia cudzoziemcom mieszkania.
- Studenci zagraniczni są trwałym elementem systemu edukacyjnego wszystkich uczelni, zgodnie ze strategią umiędzynarodowienia, która została przyjęta przez Ministerstwo Nauki i NAWA (Narodową Agencję Wymiany Akademickiej). Również dla lubelskich uczelni, które podążają tą drogą, jest to element włączania w nasz system kształcenia. Dla nas jest to wielka duma, że studenci różnych narodowości i różnego wyznania - a mówię to jako przedstawicielka katolickiej uczelni - mają otwartą drogę do aplikowania na nasze uczelnie i rekrutowania się na nie - mówi prof. Beata Piskorska, prorektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
- Umiędzynarodowienie jest elementem wpisanym w krwiobieg nauki w Polsce. W przypadku Lublina znakomicie udaje się ściągać młodych ludzi z różnych zakątków świata na studia. Na naszej uczelni tacy studenci stanowią około 12 procent ogółu. Również dynamicznie wzrasta liczba pracowników naukowych z zagranicy - dodaje prof. Radosław Dobrowolski, rektor Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.
W tym samym tonie wypowiadają się też inne lubelskie uczelnie. Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Administracji wydała oświadczenie, w którym czytamy m.in.: "Nie ma naszej zgody na słowa i działania, które poniżają, wykluczają, stygmatyzują lub odbierają drugiemu człowiekowi poczucie bezpieczeństwa. Język nienawiści nie jest opinią. Jest formą przemocy, która narusza godność człowieka i niszczy zaufanie społeczne". Pod stanowiskiem podpisała się dr Maria Mazur, rektor WSPiA.
Co na festiwalu?
Podczas Festiwalu Afrykańskiego w Lublinie, który zaplanowano na 29 i 30 maja, jak piszą organizatorzy "uczestnicy poznają prezentacje krajów afrykańskich oraz zobaczą występy artystyczne łączące muzykę, taniec i poezję". Zaplanowano też degustację afrykańskiej kuchni. W sobotę najpierw odbędzie się Forum Współpracy Afryka-Polska na UMCS, a potem - w centrum miasta - Parada Flag Afrykańskich - symbol jedności i różnorodności kontynentu. Do tego - koncerty, występy, dużo muzyki.
- Z naszej perspektywy takie eventy służą temu, żeby ludzie w bezpieczny dla siebie sposób (…) wchodzili we wzajemne relacje, poznawali się i budowali wspólnotę lublinian i lublinianek. Różnorodną, ale taką, która potrafi ze sobą pokojowo funkcjonować, rozumie się wzajemnie, widzi różnice, potrafi się w nich odnajdować i nie patrzy na nie jako na zagrożenie. Bo to nie jest zagrożenie, ale szansa i możliwość poznania i dostrzeżenia różnych perspektyw przez nas wszystkich - mówi w rozmowie z TOK FM Anna Dąbrowska ze Stowarzyszenia Homo Faber.
- Ta nagonka i szczucie, które rozprzestrzenia się m.in. w mediach społecznościowych, niemiłosiernie mnie wnerwia i drażni. Nie chciałabym, żeby jacyś przypadkowi posłowie, którzy nie żyją w tym mieście, zadawali nam jakieś kuriozalne, retoryczne pytania dotyczące tego, jak sobie tutaj funkcjonujemy, kto tutaj może organizować eventy. To wszystko służy tylko temu, żeby zbijać kapitał polityczny na strachach wobec migracji - podsumowuje gościni TOK FM.
źródło: TOK FM