,
Obserwuj
Lubelskie

Tak wiceprezydentka wkręciła innych w… dzierganie. "Tu nikt nikogo nie ocenia"

3 min. czytania
22.11.2025 16:00

Setki czapek, szalików i swetrów trafią do najbardziej potrzebujących lublinian. Wszystko dzięki akcji wspólnego dziergania, która z małego pomysłu przerodziła się w całkiem spory ruch wsparcia i integracji.

Uczestnicy projektu "Otuleni dobrem''
Uczestnicy projektu "Otuleni dobrem''
fot. Anna Augustyniak/ archiwum prywatne

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kto i kiedy wymyślił akcję dziergania na drutach dla potrzebujących?
  • Ile czapek udało się wykonać w poprzednim sezonie w ramach wspólnego dziergania?
  • Co się dzieje z resztkami włóczek, które zostają?
  • Co - oprócz samych czapek i szalików - akcja daje ludziom, którzy się w nią angażują?

Wspólne dzierganie na drutach zaczęła już w 2018 roku Anna Augustyniak, obecna wiceprezydentka Lublina. Chodziło o to, by przed zimą - właśnie na święta - stworzyć rzeczy (czapki, szaliki), które przydadzą się potrzebujących, np. osobom w kryzysie bezdomności. Niewielka początkowo akcja dziś zatacza coraz szersze kręgi.

- Włączają się w nią różne osoby: młodsi i starsi. Niektórzy dołączają, by spędzić wspólnie czas, ale są też tacy, którzy przysyłają do mnie już gotowe czapki, szaliki czy skarpety. Robią je u siebie w domach, w całej Polsce, a potem wysyłają do Lublina - opowiada Barbara Fatyga, lublinianka, która włącza się we wspólne dzierganie od początku.

Jak mówi, trudno zliczyć, ile czapek i szalików już zrobiła. Wskazuje za to, że w poprzednim sezonie udało się przekazać najuboższym 236 czapek, 26 kompletów: czapka plus szalik, 26 chust, 45 swetrów, a do tego opaski na uszy, kominy na szyję czy grube skarpety.

fot. Anna Augustyniak, archiwum prywatne / Wspólne dzierganie dla potrzebujących

Gdzie trafiają wydziergane dary?

Anna Augustyniak przekonuje, że dzięki pełnionej funkcji wie, gdzie są osoby potrzebujące, do których powinny trafić takie rzeczy. - Mamy podopiecznych w Centrum Interwencji Kryzysowej, są też nasze ośrodki wsparcia, schroniska czy noclegownie. Mamy uchodźców i uchodźczynie, którzy są pod opieką miasta, w tym seniorzy i seniorki, i do nich też trafią przygotowane przez nas ciepłe czapki - mówi pani wiceprezydent. - Z resztek, które zostają, robimy kocyki, a potem przekazujemy je do schroniska dla zwierząt - dodaje.

Nie ukrywa, iż ogromnie cieszy ją, że w akcję włączają się wszystkie pokolenia. - Na części spotkań są z nami dzieci, niektóre dopiero uczą się robić na drutach - opowiada. Tych, którzy jeszcze tego nie robili, zapewnia, że to wcale nie jest trudne. - Jak coś nie wyjdzie, można spruć, poprawić - uśmiecha się.

Najważniejsze, by po pierwszych "porażkach" się nie zniechęcać. - Jeśli pierwsza czapka nam się nie udała, to nie znaczy, że nie możemy zacząć od nowa. Tu nikt nikogo nie ocenia, staramy się sobie pomagać - wtóruje Barbara Fatyga.

fot. Archiwum prywatne Anny Augustyniak / Wiceprezydentka Lublina Anna Augustyniak

Augustyniak podkreśla, że wspólne dzierganie to nie tylko robienie materialnych rzeczy, ale też integracja. - Czasami słyszę, jak przy tej okazji toczą się rozmowy: o życiu, o współpracy, ale też np. o pieczeniu ciast - uczestnicy wymieniają się sprawdzonymi przepisami. Jest to naprawdę fajnie spędzany czas - dodaje gościni TOK FM.

Zwraca też uwagę na łączenie pokoleń - dzieci mogą się uczyć od seniorów, a osoby starsze po prostu nie są samotne. - Bardzo mi na czymś takim zależy - podkreśla wiceprezydentka.

fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM / Wspólnota przy drutach

Wszystkie dary mają zostać zapakowane i 5 grudnia - na mikołajki - przekazane potrzebującym. - To jest bardzo ważna nasza wspólna inicjatywa, w której bierzemy udział - mówi TOK FM Adam Mołdoch, wicedyrektor Centrum Interwencji Kryzysowej w Lublinie. - Zależy nam, by dzielić się tym dobrem i włączać się w pomaganie, zwłaszcza teraz - przed świętami - dodaje. 

fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM / Kwiatuszki z włóczki

Źródło: TOK FM