Czy paliwo może stanieć? W tym można upatrywać ratunku
Kto ma dziś władzę nad światem? Ten, kto ma rafinerie, a te mają przede wszystkim Amerykanie. Choć ropy na świecie nie brakuje, to nie ma kto jej przerabiać na paliwa. Z rynku wypadli przetwórcy na Bliskim Wschodzie, bo przez wojnę i blokadę cieśniny Ormuz nie ma jak wysłać ropy w świat. Do tego dochodzi sytuacja w Rosji i jej problemy z przetwórstwem oraz decyzje Chin. Marże rafineryjne wzrosły na świecie do rekordowych poziomów, a recept na ten cenowy ból głowy kierowców na razie nie widać. To znaczy widać jedną: pogodę i zjawisko El Niño, które może przynieść nam łagodniejszą zimę. W tym można upatrywać ratunku.
Dzisiaj kto ma rafinerie, ten ma władzę. Z tego odcinka dowiesz się:
- dlaczego na razie nie ma szans na to, żeby paliwa - a zwłaszcza diesel - były tańsze;
- jaka bliskowschodnio-amerykańsko-chińsko-rosyjska układanka o tym decyduje;
- o ile więcej świat płaci już za paliwa, a te liczby przyprawiają o zawrót głowy.
Na początek dwie informacje: zła i bardzo zła. Pierwsza: nic nie wskazuje na to, by Amerykanie mieli się porozumieć z Irańczykami w sprawie zakończenia wojny w Zatoce Perskiej. I druga: rząd w Waszyngtonie wpadł na pomysł zakazu wywozu amerykańskiego diesla. Jedno i drugie wskazuje, że sytuacja nieprędko wróci do przedwojennej normy, gdy olej napędowy kosztował niecałe 6 zł. Jeśli chcesz wiedzieć, z jakiego powodu światowa polityka pachnie benzyną, dlaczego za amerykańską kampanię wyborczą mogą zapłacić polscy kierowcy oraz co ma do tego chińskie oszczędzanie, to ten odcinek jest dla Ciebie. Zapnij pasy i ruszamy.
Na wieść o możliwym zakazie wywozu amerykańskiego diesla, hurtowe ceny tego paliwa na świecie znów poszły w górę. Dlaczego? Bo wzrosła tak zwana marża rafineryjna. Jej wysokość decyduje dzisiaj o rekordowych cenach na stacjach benzynowych. Oraz o tym, że mają one niewiele wspólnego z ceną surowej ropy naftowej. Dzisiaj kto ma rafinerie – ten ma władzę. Najwięcej czynnych rafinerii eksportujących diesla ma w tej chwili… Ameryka. Ma też najwyższą w historii cenę paliwa na stacjach oraz oleju opałowego na starcie sezonu grzewczego. I na kilka tygodni przed wyborami. Stąd pokusa, by amerykańskim wyborcom zrobić dobrze, robiąc jednocześnie źle, wszystkim pozostałym... tobie też. I teraz o tym, dlaczego światu brakuje diesla.
Na początek rozwinięcie hasła: "Kto ma rafinerie, ten ma władzę". Dzisiaj ma ją Ameryka.
Ale po kolei. Największymi eksporterami diesla były do niedawna Bliski Wschód oraz Rosja. Razem dostarczali światu grubo ponad połowę oleju napędowego. Czasu przeszłego używamy tutaj nie bez powodu, bo od kilku miesięcy nie dostarczają. Bombardowania w Zatoce Perskiej uszkodziły co najmniej dziewięć dużych rafinerii w Bahrajnie, Kuwejcie czy Arabii Saudyjskiej. Pozostałe, choć sprawne, to nie pracują pełną parą, bo nie mają jak wywozić swojej produkcji. Z ponad stu statków na dobę, które pływały przez cieśninę Ormuz na początku roku, dzisiaj zablokowaną trasą przedziera się kilkanaście.
Teraz powód numer dwa, czyli Rosja. Po ukraińskich bombardowaniach Rosja straciła nawet połowę mocy do przerobu ropy naftowej. Ukraina zbombardowała trzy czwarte z dużych rosyjskich rafinerii. Ostatnio – już drugi raz – zakład zaopatrujący Moskwę w 40 proc. diesla. Nietkniętych zostało tylko kilka, większość za Uralem, ponad 2 tys. kilometrów od granicy z Ukrainą. Jedno z drugim sprawiło, że na rynek nie wpływa nawet trzy czwarte diesla dostarczanego przez jednych i drugich jeszcze na wiosnę.
Czy paliwo może być tańsze?
Średnia detaliczna cena diesla właśnie przebiła w USA 6,5 dol. za galon i jest to pierwszy taki przypadek w historii. Dla porównania cena z początku roku to 3,5 dol., czyli dwa razy mniej. W Europie w połowie września średnia cena oleju napędowego wyniosła 2 euro i 16 centów za litr. Czyli mniej więcej 9,5 zł. To najwięcej od 2005 roku, gdy rozpoczęto zbieranie danych. Od stycznia diesel w Unii zdrożał o 40 proc.; w Polsce nawet więcej, bo o ponad 50 proc.! W styczniu litr kosztował średnio około 6 zł, dzisiaj ponad 9 zł. W Europie zatankowanie 50 litrów to średnio około 110 euro, w niektórych krajach nawet więcej. W Polsce nieco mniej, bo około 450 zł. Rekordowy poziom przyprawia kierowców o ból głowy.
I teraz o możliwych (a przeważnie niemożliwych) receptach na ten ból. Po pierwsze: zwiększenie mocy przerobowych, bo ropy mimo kłopotów nie brakuje. Ale to praktycznie niemożliwe. Zachodnie rafinerie pracują pełną parą na 100 proc. możliwości, a wybudowanie nowych nie wchodzi w grę. To kwestia lat. Skutek jest taki, że zakłady przerabiające ropę zarabiają astronomiczne pieniądze, a tak zwana marża rafineryjna w przypadku diesla jest najwyższa w historii. Po drugie: obcięcie marży. Takie dobrowolne rozwiązanie jest niemożliwe. Na rządowy rozkaz? Są takie pomysły, ale skutek ich wprowadzenia może być opłakany. W Polsce wystąpił z nim prezydent. Nie wdając się w szczegóły, efektem będzie brak paliwa na rynku.
Po trzecie: zakaz eksportu. Gdy krajowego diesla będzie na krajowym rynku więcej, cena powinna spaść. Orędownikiem tego rozwiązania dla Ameryki jest Donald Trump, boUSA jest dzisiaj największym na świecie producentem i eksporterem diesla; zaopatruje Amerykę Południowa i Europę - zatykając dziurę po dieslu arabskim i rosyjskim. Zatrzymanie wywozu z kraju przyniesie amerykańskim kierowcom czy może raczej wyborcom chwilową ulgę, ale na dłuższą metę będzie zabójczy. Podrożeje wszystko, co Ameryka sprowadza z krajów, w których wzrosną ceny paliw z powodu ich braku.
Po czwarte: chińskie wsparcie rynku. Przed wojną z Iranem Pekin kupował około 11,5 mln baryłek ropy dziennie, a w czerwcu niewiele ponad 7 mln, czyli najmniej od dekady. Mniej sprowadzonej ropy to mniejsza produkcja w chińskich rafineriach i mniej diesla na eksport. Chiny, oszczędzając na ropie, pogłębiały niedobór paliw. Tę strategię odwróciły, ale dopiero w sierpniu.
To może poprawić sytuację
Jest jednak dla świata inna nadzieja. To pogoda, a konkretnie El Niño, czyli cykliczne zjawisko atmosferyczne, które jedną część świata spycha do pogodowego piekła. Ale innej tym razem może przynieść energetyczne wybawienie. Bo El Niñozwykle oznacza mniej huraganów w Zatoce Meksykańskiej i cieplejsze zimy na półkuli północnej, czyli "naszej". I rzeczywiście, według danych naukowych tegoroczny sezon huraganów na Atlantyku, mierząc skumulowaną energią cyklonów, jest najspokojniejszy od 70 lat. Co znaczy, że amerykańskie rafinerie w Teksasie i Luizjanie mają mniej przestojów niż przeważnie. A jeśli zima będzie cieplejsza niż zwykle, jak sugerują długoterminowe modele pogodowe, to w Europie i Ameryce Północnej spadnie popyt na olej opałowy. A olej grzewczy i napędowy to z punktu widzenia technologii produkcji niemal dokładnie to samo.
Na koniec dwie informacje: dobra i bardzo dobra. Dobra: wbrew czarnym prognozom ropy na świecie nie brakuje. I bardzo dobra: pogoda w tym sezonie gra w naszej drużynie.
Źródło: TOK FM