,
Obserwuj
Lubelskie

Żenia rozprawił się z polskim egzaminem, choć języka uczy się rok. "Mamy takich uczniów dużo więcej"

4 min. czytania
02.08.2023 15:38
- Nie wiemy, kiedy wojna się skończy i kiedy będziemy mogli wrócić. Pewnie jeszcze zostaniemy w Polsce, więc chcę mieć wykształcenie - mówi Żenia, 15-latek z miejscowości Sumy, który dostał się właśnie do renomowanego liceum. Jak słyszymy, ukraińscy uczniowie w Lublinie poradzili sobie z maturą bardzo dobrze.
|
|
fot. Sylwia Penc/ Agencja Wyborcza.pl

Średnie wyniki z egzaminu w przypadku ukraińskich uczniów i uczennic wyniosły: 45 procent z języka polskiego, 37 procent z matematyki, 46 procent z angielskiego i 90 procent z rosyjskiego (dla tych, którzy wybrali ten język). Ale są uczniowie, którzy dostali z poszczególnych przedmiotów nawet w granicach 90 procent, mimo że języka polskiego uczą się dopiero nieco ponad rok, a ich początki w polskiej szkole były wyjątkowo trudne.

Jednym z takich uczniów jest Żenia, który razem z mamą i młodszym rodzeństwem zamieszkał w Lublinie. W obliczu wojny uciekli z miasta Sumy w północno-wschodniej Ukrainie. Wyjechali w maju 2022 roku i od tamtej pory nie byli w domu. - Niezwykle ważne było oczywiście to, abyśmy wszyscy byli bezpieczni, ale wiedziałam też, że moje dzieci muszą się uczyć. Dlatego zdecydowałam, że pójdą stacjonarnie do polskiej szkoły w Lublinie, łącząc to z nauką on-line w szkole ukraińskiej - opowiada pani Dina, mama chłopca.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

"Trudne początki"

- Początki w szkole, do której trafiłem, były trudne. Kompletnie nic nie rozumiałem. Nie znałem języka, jedynie pojedyncze słowa. Najtrudniejsza była chemia i biologia. Bo jak się uczyć, gdy nie rozumie się tego, co jest w książce? - wspomina chłopiec.

- Ale z każdym dniem, tygodniem, miesiącem było coraz łatwiej. Zwłaszcza z matematyką, bo materiał, który realizowała klasa, już znałem z Ukrainy - dodaje nastolatek. Jak mówi, czuł pomoc zarówno ze strony kolegów ze szkoły, jak też większości nauczycieli. - Na przykład na chemii nie znałem polskich nazw pierwiastków, ale nauczyciel mówił mi je po łacinie, a łacińskie nazwy są zbliżone do ukraińskich. Dzięki temu było mi łatwiej - podkreśla.

Żenia przyznaje, że nie wie kiedy i czy w ogóle wróci do Ukrainy. Podkreśla, że wykształcenie jest dla niego niezwykle ważne. - Poza tym w Polsce są większe możliwości - zauważa. Dzięki wysokim wynikom z egzaminu ósmoklasisty (matematyka i angielski - prawie 90 procent, język polski - blisko 80 procent) dostał się do jednej z trzech najlepszych szkół w Lublinie - do I LO im. Stanisława Staszica, do klasy matematycznej. Na pytanie, kim chce zostać, odpowiada, że marzy o wykonywaniu zawodu związanego właśnie z matematyką.

Dobre wyniki ukraińskich nastolatków

- Takich dzieci z Ukrainy, które bardzo dobrze zaliczyły egzamin ósmoklasisty, jest w Lublinie więcej - mówi Andrzej Borowik, koordynator do spraw edukacji w Stowarzyszeniu Homo Faber, które od lat pomaga uchodźcom i uchodźczyniom. - Dostaję sygnały od dyrektorów liceów i techników, którzy cieszą się, że trafi do nich od września nawet po 20-30 uczniów z Ukrainy. To cieszy tym bardziej, że nie było i nie jest im przecież łatwo - mówi Borowik.

Jak tłumaczy, wielu młodych ludzi łączy naukę w polskiej szkole z nauką on-line w szkole ukraińskiej, co bywa dużym wyzwaniem. Ale rodzicom z Ukrainy zależy, by dzieci zakończyły też jakiś etap ukraińskiej edukacji. - Gdy miałem lekcje w jednej ze szkół, to uczniowie się zwalniali na jakąś chwilę, by na korytarzu, przez komputer, podejść do zaliczenia w swojej ukraińskiej szkole. Oczywiście, szedłem im na rękę, by mieli szansę zaliczyć - opowiada.

Jak dodaje, od września w Lublinie powstanie m.in. nowa klasa przygotowawcza na poziomie szkoły średniej dla uczniów, którzy dopiero teraz trafili do Lublina. - Mam takich osób około 30. Nie mówią albo słabo mówią po polsku. Dzięki nauce w klasie przygotowawczej, gdzie są wyłącznie uczniowie z Ukrainy i wiele godzin języka polskiego, szybciej się odnajdą - przewiduje nasz rozmówca. Jak dodaje, to m.in. nowe rodziny z Chersonia, które trafiły do Polski po wysadzeniu przez Rosjan tamy na Dnieprze.

Borowik zdradza nam też, że docierają do niego sygnały o nietypowych marzeniach nastolatków w kontekście edukacji. Przykładowo, jeden chłopiec z Chersonia bardzo chciał uczyć się w szkole morskiej. W Lublinie takiej nie ma, więc pan Andrzej rozesłał pytania w tej sprawie do pięciu placówek w Polsce. Ostatecznie przyszła odpowiedź ze szkoły w Świnoujściu, że uczeń zostaje przyjęty. - Radość opiekunki tego chłopca była ogromna, pojawiły się łzy szczęścia. A i ja jestem szczęśliwy, że udało się pomóc - mówi Borowik.