Rolniczka i społeczniczka idzie do Sejmu. Zdobyła więcej głosów niż lokalny lider PO
Małgorzata Gromadzka mieszka w Korchowie Drugim pod Biłgorajem na Lubelszczyźnie - to niewielka wioska, licząca około 150 mieszkańców. Do tej pory pracowała w Urzędzie Miasta w Biłgoraju. Zdecydowała się kandydować do Sejmu, bo - jak tłumaczy - uznała, że trzeba walczyć o młode pokolenie. Sama jest matką czwórki dzieci. W okręgu uchodzącym za bastion Prawa i Sprawiedliwości startowała z list Koalicji Obywatelskiej, z drugiego miejsca. Zdobyła 10 710 głosów, co pozwoliło na objęcie mandatu.
Co ciekawe, Gromadzka pokonała m.in. Stanisława Żmijana - wieloletniego posła Platformy Obywatelskiej, lidera PO na Lubelszczyźnie. Ten do Sejmu się nie dostał. Gromadzka będzie posłanką z tego okręgu razem z liderem listy - posłem Krzysztofem Grabczukiem.
"Jak i propaganda"
- W Platformie Obywatelskiej jestem od 2010 roku. Angażowałam się politycznie i społecznie - mówi. W rozmowie z nami zwraca uwagę na kilka wątków, które - w jej opinii - świadczą o tym, że "nasz kraj znalazł się w bardzo trudnej sytuacji". Szczególnie punktuje media publiczne. - Pamiętajmy, że tutaj, na wschodzie Polski, społeczeństwo ma do dyspozycji głównie TVP, z której na co dzień sączy się jad i propaganda - ocenia.
Jak podkreśla, mogła tego doświadczyć w czasie kampanii wyborczej, gdy na lokalnych targowiskach spotykała się z hejtem głównie za to, że startuje z list KO. - Usłyszałam wiele brutalnych, nienawistnych słów. Były nieuzasadnione, bo przecież ludzie, którzy to mówili, kompletnie mnie nie znali. A usłyszałam m.in., że jestem "bydlakiem", w innym miejscu pan wysyłał mnie do Bundestagu, do Niemiec - opowiada.
Z drugiej strony Gromadzka zaznacza, że doświadczała też zupełnie innych emocji. - Na tych samych targowiskach spotykałam ludzi, którzy cieszyli się, że przyjechał do nich ktoś, kto nie jest z Prawa i Sprawiedliwości i kto chce z nimi rozmawiać. To było dla nich ważne, bo nie jest tajemnicą, że PiS opanował wschodnią Polskę. Ich banery i plakaty były wszędzie - dodaje nasza rozmówczyni.
Jakie plany w Sejmie?
38-letnia pani Małgorzata od lat działa w kole gospodyń wiejskich. I również w tym aspekcie ma partii rządzącej wiele do zarzucenia. - Uważam, że Prawo i Sprawiedliwość zrobiło dobry krok w kierunku aktywizacji kobiet ze środowisk wiejskich. Ale nie jestem za rozdawnictwem pieniędzy. Uważam, że każda organizacja, która chce realizować jakieś postulaty czy cele, musi coś od siebie dać. Nie może być tak, że ktoś dostaje coś za darmo - mówi posłanka.
Nawiązuje przy tym do doniesień o tym, że pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry - zamiast na pomoc pokrzywdzonym czy przeciwdziałanie przestępczości - szły właśnie na koła gospodyń wiejskich. Jak dodaje, wielokrotnie miała poczucie, że rząd dokonywał niektórych zakupów na rzecz wsi "tylko po to, aby cokolwiek kupić". - Choćby quady dla Ochotniczych Straży Pożarnych. Trafiały do naprawdę małych jednostek, które - jestem przekonana - nigdy nie będą z tych quadów korzystać. To służyło głównie promocji partii rządzącej - nie ma wątpliwości gościni TOK FM.
W Sejmie Gromadzka chciałaby trafić m.in. do komisji rolnictwa bo - wspólnie z mężem - prowadzi gospodarstwo rolne, 10-hektarowe, ekologiczne. - Uprawiam porzeczkę, borówkę, też agrest. Wiem, w jak dramatycznej sytuacji znaleźli się producenci owoców miękkich - mówi. - Znam problemy rolników, bo one też nas dotyczą - mnie i mojej rodziny. To jest absurd, żeby na przykład w jednym roku cena za porzeczkę wynosiła 7 złotych za kilogram, a w drugim roku - porzeczki w ogóle nie było gdzie sprzedać. Jaka jest to stabilizacja rynku dla rolnika w tak trudnych czasach? - pyta.
Awantura na sesji rady w Lublinie. 'Chyba przekroczyliśmy już wszelkie granice'
- Rolnicy się zadłużają, żyją na krawędzi albo jeżdżą za granicę, by tam coś zarobić i spłacać w Polsce długi. Życie rolnika dziś opiera się głównie na kredytach, a te trzeba spłacać - dodaje. Podkreśla, że oprócz rolnictwa bliskie są jej też tematy społeczne, w tym pomoc seniorom, współpraca z młodzieżą, działalność w radzie pożytku publicznego.
Gromadzka w czasie kampanii włączyła się m.in. w akcję "Kobiety na wybory". Podkreśla, że w swojej działalności dostała ogromne wsparcie ze strony rodziny, szczególnie męża. - Moja najstarsza córka ma 19 lat. Idąc ze mną 4 czerwca na Marszu Miliona Serc, była naprawdę wzruszona. Mówiła: "Mama, jakie to są piękne emocje" - podsumowuje nasza rozmówczyni.
Z urny wyjęli 300 kart referendalnych więcej niż wydali wyborcom. Komisja rozkłada ręce