advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Lubelskie

Z urny wyjęli 300 kart referendalnych więcej niż wydali wyborcom. Komisja rozkłada ręce

4 min. czytania
19.10.2023 15:05
W komisji wyborczej w Niedzwicy Dużej na Lubelszczyźnie z urny wyjęto o prawie 300 kart referendalnych więcej niż pobrano przez wyborców. Jak słyszymy w Okręgowej Komisji Wyborczej w Lublinie - nie wiadomo, skąd taka różnica i już za późno, by to sprawdzić.
|
|
fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.pl

1091 kart referendalnych pobranych przez wyborców i 1361 wyjętych z urny. Różnica? Blisko 300 - takie dane znaleźliśmy na stronie PKW dla jednej z komisji w Niedzwicy Dużej pod Lublinem. Chodzi o komisję obwodową nr 2, która mieściła się w szkole podstawowej.

Piotr Czajkowski z Okręgowej Komisji Wyborczej w Lublinie mówi nam, że nie wiadomo, skąd ta różnica. Być może to karty niewykorzystane albo źle zakwalifikowane przez komisję obwodową. Jak słyszymy, obecnie jest to nie do sprawdzenia, bo wszystko zostało już zaplombowane i złożone do depozytu. OKW nie ma uprawnień, by worki z kartami otworzyć i przejrzeć. Wiadomo, że w protokole papierowym są podane takie liczby, jakie znaleźliśmy na stronie.

Printscreen ze strony Państwowej Komisji Wyborczej
Printscreen ze strony Państwowej Komisji Wyborczej
Źródło: https://referendum.gov.pl/referendum2023/pl/obkw/1151877

- Karty i inne dokumenty są pakowane w depozyt i za kilka miesięcy zostaną przewiezione do archiwum państwowego. Tam będą przez 10 lat przechowywane. Ma do nich wgląd jedynie prokuratura i sądy, na wypadek protestów wyborczych - mówi TOK FM Czajkowski.

Powód dużej różnicy w liczbie kart może wynikać także z tego, że w szkole w Niedrzwicy mieściły się dwie komisje wyborcze i być może część wyborców wrzuciła swoje karty do niewłaściwej urny. To też jest nie do sprawdzenia.

Nie tylko Niedrzwica

Jak mówi TOK FM Patryk Wachowiec, prawnik z Forum Obywatelskiego Rozwoju, komisji z różnicami w głosach było w Polsce więcej. - W skali kraju różnica w sumie wynosi 9779 kart - wylicza. Jak dodaje, przeważnie w jednej komisji różnice te były na poziomie kilkunastu czy kilkudziesięciu kart. Niedrzwica z blisko 300 kartami była tu niechlubnym wyjątkiem.

- Taka nieścisłość powinna znaleźć odzwierciedlenie w protokole. Komisja powinna wskazać prawdopodobną przyczynę rozbieżności, a najprawdopodobniej takiej adnotacji nie było. Powstaje też pytanie, czy nie doszło do jakiegoś zaniedbania ze strony Okręgowej Komisji Wyborczej w Lublinie przy okazji przyjmowania protokołu - mówi Wachowiec. Jak dodaje, wszystkie protokoły powinny być przed przyjęciem sprawdzone, również pod względem arytmetycznych obliczeń.

'Bo usłyszałem w telewizji'. Lawina skarg i telefonów do Okręgowej Komisji Wyborczej

Zwraca uwagę, że były też sytuacje odwrotne, gdy o wiele więcej kart do referendum wydano, ale nie było ich w urnie. - W gminie Konstancin Jeziorna, w jednym z obwodów, na wydane 1600 kart aż 1000 było wyniesionych i nie było ich w urnie. Podobnie w Krakowie, we Wrocławiu czy na warszawskim Ursynowie. Tu prawdopodobną przyczyną jest fakt, że ludzie celowo wynosili te karty - mówi prawnik.

Członkowie obwodowych komisji wyborczych, z którymi rozmawialiśmy, mówili, że przepuszczenie przez system protokołu z taką różnicą głosów jest zaskakujące. - System też sam dokonuje obliczeń. I gdy liczby wpisane w poszczególne rubryki się nie zgadzają, pojawia się ostrzeżenie. W Niedrzwicy też musiało się ono pojawić - mówi nam pan Piotr z jednej z lubelskich komisji.

Na Lubelszczyźnie są i inne zaskoczenia

Komenda Miejska Policji w Łęcznej bada sprawę kradzieży pieniędzy na wypłatę diet dla członków obwodowej komisji wyborczej w Spiczynie. Przewodnicząca komisji zorientowała się, że z kasy zniknęło 1600 zł, które były przeznaczone właśnie na diety. Nie wiadomo, kto i kiedy te pieniądze zabrał. - Postępowanie jest prowadzone w kierunku art. 278 Kodeksu karnego, czyli kradzieży - mówi Izabela Zięba z policji w Łęcznej.

Tak pracowali w komisji wyborczej. 'Już powiedziałem żonie: nigdy więcej!'

Z kolei w Lublinie radni z rządzącego miastem klubu prezydenta Krzysztofa Żuka zażądali odwołania wiceprzewodniczącego Rady Miasta. Wszystko dlatego, że wystartował w wyborach do Senatu, mimo że Pakt Senacki uzgodnił wspólnego kandydata opozycji - był nim adwokat Jacek Trela, który ostatecznie tę walkę wygrał.

- Jeszcze kurz bitewny nie opadł, a już miotła dokonuje czystek politycznych w swojej strukturze - grzmiał na posiedzeniu Rady Miasta Piotr Gawryszczak z PiS. Inny z radnych, Stanisław Brzozowski dopytywał, jakiej 'zbrodni' dokonał Marcin Nowak, że trzeba go odwołać z funkcji wiceprzewodniczącego.

- Powodem usunięcia było używanie w przestrzeni publicznej, podczas ostatniej kampanii wyborczej, funkcji wiceprzewodniczącego Rady Miasta. Mogło to skutkować u wyborców mylnym przekonaniem o poparciu jego kandydatury zarówno przez radnych naszego klubu, jak i prezydenta Lublina. Stało to w głębokiej sprzeczności z naszą postawą, która była jednoznaczna - wspieraliśmy jedynego kandydata demokratycznej opozycji, czyli Paktu Senackiego. Chodziło o pana Jacka Trelę - wyjaśnił radny Piotr Choduń z klubu prezydenta Krzysztofa Żuka.

Kto dostał się do Sejmu? Lista posłów po wyborach 2023