,
Obserwuj
Lubelskie

Więźniowie na studiach. Wiceministra chce zmian w zakładach karnych. Nie wszystkim się to podoba

4 min. czytania
23.05.2024 10:50
Ministerstwo Sprawiedliwości chce rozszerzyć możliwość studiowania przez więźniów. Na razie takie studia są dostępne wyłącznie w Lublinie, prowadzone przez KUL wspólnie z Aresztem Śledczym. - Ten program ma ogromną skuteczność, jestem pod wrażeniem i mam nadzieję, że uda się to przeszczepić w inne miejsca - mówi TOK FM wiceministra Maria Ejchart.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Katolicki Uniwersytet Lubelski od 11 lat prowadzi w Areszcie Śledczym w Lublinie studia dla osadzonych. To jedyne takie studia w Polsce, ewenement na skalę europejską. - Szczycimy się tym. I nie ukrywam, że mamy zapytania z całej Europy, a nawet ze świata, jak to funkcjonuje - mówi pułkownik Piotr Burek, dyrektor Okręgowej Służby Więziennej w Lublinie.

Początkowo głównym kierunkiem była tu praca socjalna. Teraz są to nauki o rodzinie - specjalność: asystent osoby niesamodzielnej. Centrum Studiów KUL umożliwia zdobycie wykształcenia zarówno na poziomie licencjackim, jak i magisterskim. Zajęcia odbywają się na terenie aresztu.

W tej chwili kształci się tu 26 osób, a zainteresowanie rośnie. Tylko w ubiegłym roku chęć studiowania wyraziło ponad 30 osadzonych. Co ważne, absolwenci dostają dyplomy KUL - nie ma na nich informacji, że studia kończyli w Areszcie Śledczym w Lublinie. - To są dyplomy ukończenia studiów licenckackich czy magisterskich, które wyglądają tak samo jak na innych uczelniach wyższych. Nie ma żadnego 'naznaczenia', że studia były ukończone w areszcie czy w zakładzie karnym - tłumaczy dyrektor lubelskiego aresztu Anna Ausz.

Studia w areszcie. Co mówią badania?

 

O tym, że program się sprawdza, mówią przeprowadzone przez KUL badania. - Pokazują, że im większa jest samodzielność osoby, ale też wiara i nadzieja w przyszłość - tym większe perspektywy, że osoba dobrze sobie poradzi w warunkach wolnościowych. Nauka jest skutecznym sposobem resocjalizacji - nie kurs, ale nauka na poziomie ogólnym - mówi prof. Iwona Niewiadomska, kierowniczka Katedry Psychoprofilaktyki Społecznej KUL.

I podaje przykład jednego z osadzonych, pana Romana. - Odbył tutaj długą karę pozbawienia wolności, ale przez cały czas był bardzo aktywny, angażował się w różne działania na terenie aresztu. Wyszedł na wolność i stworzył fundację na rzecz osób, które opuszczają zakłady karne. Jest teraz dla nich wsparciem - dodaje w rozmowie z TOK FM pani profesor.

Wiceministra chce rozszerzyć program

 

Do lubelskiego aresztu przyjechała Maria Ejchart. Wiceministra sprawiedliwości chciała poznać zasady studiów. Po wizycie nie kryła, że będzie dążyć do tego, by program rozszerzyć. - Są różne sposoby pracy ze skazanymi, różne metody resocjalizacji, readaptacji, czyli powrotu do społeczeństwa. (...) Edukacja jest właśnie jednym z tych pomysłów, a edukacja na poziomie studiów wyższych jest czymś absolutnie wyjątkowym - powiedziała.

- Właśnie o to chodzi w pracy ze skazanymi. By po wyjściu z zakładu karnego nie wrócili na drogę przestępstwa i nie wrócili do więzienia. To też jest naszym celem społecznym, by skazani, którzy wychodzą na wolność, wychodzili tam z chęcią życia w społeczeństwie, które przestrzega prawa - dodała w rozmowie z TOK FM wiceministra.

Maria Ejchart w Areszcie Śledczym w Lublinie, razem z rektorem KUL
Maria Ejchart w Areszcie Śledczym w Lublinie, razem z rektorem KUL
Fot. Radio TOK FM

Maria Ejchart podkreślała, że 'ten program ma ogromną skuteczność'. - Jestem pod wrażeniem i mam nadzieję, że uda się to przeszczepić w inne miejsca - oznajmiła.

Zaznaczyła, że chciałaby postawić nie tylko na edukację. - Przez ostatnie lata w zakładach karnych praktycznie nie było organizacji pozarządowych. Bardzo chcę, by to się zmieniło i to już się dzieje. Organizacje robią bardzo dobrą robotę. Prowadzą zajęcia z osadzonymi, warsztaty, organizują spotkania kulturalne za kratami. To cenne inicjatywy - mówiła nam wiceministra.

Związkowcy mają pretensje do Marii Ejchart

 

Maria Ejchart, będąc w Lublinie, musiała zmierzyć się też z innym problemem. Chodzi o problemy, na które zwraca uwagę Służba Więzienna. Ostatnio Czesław Tuła - szef NSZZ Funkcjonariuszy i Pracowników Więziennictwa - napisał list do premiera Donalda Tuska. Związkowcy wskazali w nim m.in., że nowy rząd wyżej stawia prawa więźniów niż funkcjonariusz. 'Wyrażamy zdecydowany sprzeciw wobec działań pani minister Marii Ejchart (...). Musimy głośno powiedzieć panu premierowi (...), że pani minister jest rzeczniczką i orędowniczką osadzonych, a nie strażniczką praw funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej' - pisali.

Mara Ejchart z tymi argumentami się nie zgadza. - Nie ma możliwości myślenia o prawach więźniów w oderwaniu od praw funkcjonariuszy i odwrotnie. Jesteśmy na jednej drodze. Celem kary jest poprawa, wyjście na wolność, ale też ochrona społeczeństwa przed osobami, które popełniają przestępstwa - wyjaśniała zastępczyni Adama Bodnara.

- Dla mnie warunki pracy funkcjonariuszy są ogromne ważne. Jestem zresztą w kontakcie z przewodniczącymi związków zawodowych. Staram się też spotykać z poszczególnymi związkowcami w jednostkach, które odwiedzam. Rozumiem, że zmiana jest trudna. Musimy nad tym wspólnie pracować, natomiast absolutnie moim celem nie jest wyróżnianie którejś z tych grup. Nie myślę, żeby były to grupy, które ze sobą antagonizują. Wiem, że praca funkcjonariuszy jest ogromne trudna, bardzo ją doceniam i mam ogromny szacunek do funkcjonariuszy Służby Więziennej - podsumowała Ejchart.