,
Obserwuj
Małopolskie

"Migrantów traktuje się u nas przedmiotowo. Nie podoba mi się to". Aktywistka zła na polityków

4 min. czytania
16.07.2023 08:00
- Wierzymy, że to właśnie różnorodność kulturowa jest jednym z czynników budujących dialog i porozumienie - mówi prezeska stowarzyszenia Wielokulturowy Kraków Joanna Kudyba-Antonik. Od dawna angażuje się w pomoc migrantom i nie ukrywa, że jest zła na polityków wszystkich opcji, że grają tym tematem w kampanii. - To się może źle skończyć - ostrzega.
|
|
fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl

Wielokulturowy Kraków to stowarzyszenie stworzone przez grupę osób, które działają wspólnie od 2015 roku. Podejmują działania edukacyjne o wielokulturowości i jej pozytywnych aspektach, organizują spacery wielokulturowe po Krakowie, gry miejskie z wielokulturowością w tle czy szkolenia i warsztaty promujące różnorodność. Po wybuchu wojny w Ukrainie stowarzyszenie zaangażowało się też w pomoc na rzecz przedstawicieli tej narodowości.

Prezeska stowarzyszenia - Joanna Kudyba-Antonik - jest laureatką prestiżowego, krakowskiego tytułu 'Ambasador Wielokulturowości', przyznawanego osobom i instytucjom promującym zróżnicowanie kulturowe, etniczne i wyznaniowe oraz integrację mieszkańców miasta i środowisk cudzoziemców. Pani Joanna regularnie nagrywa też podcasty o wielokulturowości Krakowa, pt. 'Wielokulturowe opowieści'.

W rozmowie z TOK FM Kudyba-Antonik przyznaje, że nie podoba jej się wykorzystywanie migrantów w debacie politycznej. - Mówię zarówno o narracji stosowanej od dawna przez Prawo i Sprawiedliwość, jak i ostatnich słowach i filmach Donalda Tuska, który połączył w swojej wypowiedzi kilka różnych wątków. Powiedziałabym, że te słowa mnie zszokowały, choć to nie byłaby do końca prawda, bo wiem, że tłem jest polityka. Ale jest to bardzo przykre - przekonuje aktywistka.

W jej opinii nie tylko imigranci i uchodźcy, lecz także osoby, które działają na ich rzecz, są traktowane w politycznym przekazie przedmiotowo. - Używa się ich - z premedytacją wybrałam to słowo - do bieżącej rozgrywki politycznej, nie bacząc, że to wpływa na ich życie. A chodzi przecież o osoby, które mieszkają w Polsce, które teraz ktoś może wytykać palcami, wyśmiewać, wyzywać, ale też zaatakować, zrobić im krzywdę - zauważa prezeska Wielokulturowego Krakowa.

Mieszkańcy Krakowa i organizacje pozarządowe aktywnie zaangażowały się w pomoc Ukrainkom i Ukraińcom, którzy przyjechali do Małopolski po wybuchu wojny. Kraków jest jednym z tych polskich miast, do których trafiło najwięcej uchodźców wojennych. Rok po wybuchu wojny żyło tam ponad 30 tysięcy osób, głównie kobiety i dzieci. Większość pozostaje tu do dziś, na ulicach, w urzędach, restauracjach na co dzień słychać język ukraiński.

- Niejednokrotnie, w życiu codziennym, ale też w pracy czy w miejscu publicznym, mówimy o kimś, że jest np. Ukraińcem czy Ukrainką. Różnicowanie na kraj pochodzenia danej osoby spłyca temat migracji czy uchodźstwa, bo narodowość to tylko jedna z części naszej tożsamości. Nie wybieramy, w jakim kraju się urodzimy, z jakiego kraju pochodzimy. Religia też często jest nam narzucona. Nie wszyscy możemy decydować, czy dalej chcemy być jej wyznawcami. Używanie tego typu argumentów - często dyskryminujących i nienawistnych - nie jest w porządku. Może się przyczynić do konfliktów społecznych, do agresji - mówi gościni TOK FM.

I podkreśla, że nie od dziś wiadomo, iż nienawiść zaczyna się od słów. Dlatego, jej zdaniem, wykorzystywanie migrantów do polityki i kampanii może być niebezpieczne - powodować nie tylko słowne, lecz także fizyczne ataki na cudzoziemców.

Kilka dni temu w sprawie debaty na temat migrantów i migrantek, uchodźców i uchodźczyń, wypowiedziała się Rada Konferencji Episkopatu Polski do spraw Migracji. 'Prosimy, aby w poszukiwaniu rozwiązań skomplikowanych problemów migracyjnych kierować się nade wszystko postawami otwartości, szacunku wobec migrantów i uchodźców oraz szeroko rozumianego dobra wspólnego' - czytamy w komunikacie Rady.

'Przybycie uchodźców wojennych z Ukrainy czy imigrantów zarobkowych z różnych regionów świata, ale także rozwiązanie humanitarnego kryzysu na granicy polsko-białoruskiej, będącej dla części szukających godnego życia przybyszów śmiertelną pułapką, to zadania, które z całą pewnością należą obecnie do pierwszoplanowych i najpilniejszych' - napisano w dokumencie.

'Polskie bogate doświadczenia migracyjne, chrześcijańskie dziedzictwo, ale także niezwykłe, spontaniczne, godne najwyższego uznania zaangażowanie Polaków w niesienie pomocy uciekinierom wojennym z Ukrainy powinny nas szczególnie predysponować do propagowania idei mądrej gościnności i solidarności - konstytutywnych dla wiary chrześcijańskiej' - zwracają uwagę członkowie Rady ds. Migracji Episkopatu Polski.

Piszą również o proponowanym przez PiS referendum. Jak wskazują, 'sposobów ich praktykowania nie ma potrzeby czynić przedmiotem referendalnych rozstrzygnięć, lecz roztropnych działań i dialogu społecznego z uwzględnieniem możliwości i konsekwencji społecznych w przyszłości'.

Przypomnijmy, w czerwcu prezes PiS Jarosław Kaczyński oświadczył, że kwestia relokacji migrantów w Unii Europejskiej musi zostać poddana pod referendum. Politycy partii rządzącej sugerują, że mogłoby się ono odbyć jesienią - razem z wyborami do Sejmu i Senatu.

Na pytanie zadane w sondażu SW Research dla 'Rzeczpospolitej': dlaczego PiS chce zorganizować referendum w sprawie relokacji tylko 15,5 proc. badanych wskazało, że chodzi o dobro kraju, a aż 53 proc., że referendum ma pomóc PiS-owi w osiągnięciu lepszego wyniku w wyborach. Niespełna 12 proc. badanych wskazało, że chodzi o obie kwestie.

Dlaczego PiS chce referendum w sprawie migrantów? Ponad połowa Polaków przejrzała plany rządzących [SONDAŻ]