"Próbuje się nas uciszyć". Spór o konie na rynku w Krakowie
"Krakowscy dorożkarze próbują zamknąć usta obrońcom zwierząt" - alarmują aktywistki Fundacji Viva!. Kobiety zostały oskarżone za wypowiedzi na temat ciężkich warunków pracy koni na krakowskim rynku. Stowarzyszenie Dorożkarzy Krakowskich uznało je za pomówienia. - Chcemy walczyć o swoje dobre imię - odpowiadają.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Za jakie wypowiedzi dorożkarze pozywają aktywistki?
- Czym jest SLAPP?
- Czy aktywistki Fundacji Viva! mają zamiar przestać mówić o sytuacji koni pracujących w Krakowie?
- Jakie jest stanowisko Stowarzyszenia Dorożkarzy Krakowskich?
- Według Stowarzyszenia Dorożkarzy Krakowskich zniesławiające miały być moje słowa wypowiedziane w listopadzie 2024 roku w odpowiedzi na pytanie dziennikarki z TVP Info. Dotyczyły dużej śmiertelności, a także rotacji koni, które pracują na rynku w Krakowie. Mówiłam, że wynika to najprawdopodobniej z bardzo ciężkich warunków, w jakich te konie pracują. Nie polemizowałam z żadnymi osobami, nikogo nie obraziłam personalnie. Moja wypowiedź była oparta na danych, a także na badaniach naukowych - mówi Magdalena Matulka-Szewczyk z Fundacji Viva!.
W wypowiedzi drugiej oskarżonej - Anny Plaszczyk - padły konkretne liczby. "Aż 83 konie, które pracowały na krakowskim rynku między 19. a 22. rokiem, już nie żyją. To 37 proc. wszystkich zwierząt, które w tych latach pracowało i ciągnęło dorożki w Krakowie. Ta rotacja jest bardzo duża. Ta spirala cierpienia się kręci i ona się nie zatrzyma, dopóki Kraków nie zatrzyma transportu konnego w centrum miasta" - te słowa dorożkarze uznali za pomówienie.
- To są dane dostępne w domenie publicznej - wskazuje oskarżona aktywistka. - One świadczą o tym, że konie z krakowskiego rynku pracują tu krótko, umierają młodo i są często wymieniane. Ale za mówienie prawdy próbuje nas się uciszyć, zastraszyć procesem karnym, strachem przed kosztami, przed zasiadaniem na ławie oskarżonych - dodaje Plaszczyk.
"Akcja dorożkarzy to typowy SLAPP"
Akcja dorożkarzy to - jak przekonuje reprezentująca aktywistki adwokat Katarzyna Topczewska - typowy SLAPP, czyli postępowanie sądowe, które ma wywołać efekt mrożący u osób poruszających niewygodne dla pozywających tematy. - [W ten sposób] wszyscy dostajemy sygnał, że jeżeli będziemy krytykować dany podmiot, w tym przypadku Stowarzyszenie Dorożkarzy Krakowskich, to spotka nas to samo - wyjaśnia prawniczka. - Będziemy przez kilka lat na ławie oskarżonych, będziemy musieli korzystać z pomocy adwokata, a nie każdego na to stać. Będziemy musieli ponosić koszty, brać wolne w pracy, stawiać się na rozprawach - wylicza. W kontekście wypowiedzi aktywistek mówi natomiast krótko: "One absolutnie mieszczą się w ramach dozwolonej krytyki".
Krakowska posłanka Lewicy Daria Gosek-Popiołek publicznie wsparła aktywistki. Na konferencji prasowej wyjaśniała, że z jej informacji wynika, iż w latach 2019-2024 na rynku w Krakowie pracowały 394 konie. Losu 16 z nich nie udało się ustalić, 129 już nie żyje (czyli zmarła jedna trzecia tych zwierząt). - Debata publiczna musi opierać się na faktach. Te fakty muszą wybrzmieć i próby zastraszenia osób, które prezentują je opinii publicznej, są po prostu niedopuszczalne - komentowała posłanka. - W stosunku do tych dwóch aktywistek wytoczono naprawdę potężne działa właśnie po to, by je zastraszyć - stwierdziła.
Adwokat Katarzyna Topczewska uważa, że Stowarzyszenie Dorożkarzy Krakowskich skorzystało z furtki, jaką daje artykuł 212. Kodeksu karnego, by wzmocnić efekt zastraszenia. - Gdyby to był pozew cywilny o zniesławienie, skutki ewentualnej przegranej są mniej przerażające. A tu, jeżeli ktoś ma słabą konstrukcję psychiczną, sama wizja możliwego pójścia do więzienia może go przestraszyć i zamknąć mu usta - mówi prawniczka.
Aktywistki Vivy! zapewniają, że "nie przestaną mówić o sytuacji koni pracujących w centrum Krakowa. - To temat ważny społecznie, który powinien być nagłaśniany. Wymaga publicznej dyskusji i podawania danych - przekonuje Plaszczyk.
- W wielu miastach na świecie wprowadza się zakaz transportu konnego i zakaz pracy koni w mieście. To między innymi Praga, Malaga, Lima, Chicago, Manchester. Te decyzje zapadają w oparciu o badania naukowe, ze względu na dobrostan koni. W Polsce, gdy zaczynamy mówić o faktach naukowych, spotykamy się z oskarżeniem o zniesławienie - dziwi się inna aktywistka Magdalena Matulka-Szewczyk.
"Chcemy walczyć o swoje dobre imię"
- Wytoczyliśmy takie działa, ponieważ chcemy walczyć o swoje dobre imię - odpowiada mec. Eryk Nęcek ze Stowarzyszenia Dorożkarzy Krakowskich. - Uznaliśmy, że najlepiej będzie, gdy to zrobimy w sądzie, gdzie sprawiedliwość zawsze zwycięża. Złożyliśmy prywatny akt oskarżenia, żeby jak najszybciej prawda wygrała. Chcemy pokazać światu, że słowa, których używają przedstawiciele Fundacji Viva!, są kłamliwe - dodaje w rozmowie z TOK FM.
Prawnik informuje, że z opinii lekarza weterynarii, którą posiadają dorożkarze, wynika, że nie ma jakichkolwiek naruszeń w sprawie koni na krakowskim rynku. - Wobec dorożkarzy nie toczą się żadne postępowania dotyczące znęcania się nad zwierzętami. Konie są też regularnie badane - zapewnia Nęcek. I zaznacza, że dane, które prezentuje Fundacja Viva!, dotyczą okresu pandemii, kiedy wielu dorożkarzy rozwiązywało umowy z urzędem miasta, co wpłynęło m.in. na rotację koni czy zniknięcie ich z rejestru.
Co grozi aktywistkom?
Data pierwszej rozprawy nie została jeszcze wyznaczona. Reprezentująca aktywistki prawniczka w pierwszej kolejności ma zamiar wnioskować o umorzenie postępowania ze względu na brak podstaw do oskarżenia. O ugodzie - jak usłyszeliśmy - nie ma mowy.
- Za mówienie prawdy się nie przeprasza i absolutnie na takie SLAPP-y nie można reagować uległością czy chęcią negocjacji. My nie mamy nic do ukrycia. Idziemy do sądu z otwartą przyłbicą, bo wiemy, że mamy rację. Ten proces osiągnie dokładnie odwrotny skutek. Cała Polska będzie mówiła o cierpieniu koni. Już my o to zadbamy - zapowiadają aktywistki.
- Każdy w naszym kraju ma prawo walczyć o swoje dobre imię i my to po prostu robimy - odpowiada mec. Eryk Nęcek. - Procedura karna jest szybsza niż cywilna. Chcemy, by jak najszybciej te kłamliwe informacje zniknęły z przestrzeni publicznej. To nie jest to żadne zastraszenie, tylko po prostu walka o nasze dobre imię - podkreśla.
Jeżeli krakowski sąd uzna, że aktywistki z Fundacji Viva! rzeczywiście zniesławiły dorożkarzy, kobietom grozi grzywna, ograniczenie wolności, a nawet rok więzienia.
Źródło: TOK FM