Szewc Mucha z Zakopanego i jego buty dla himalaistów. "Była satysfakcja, że będą w nich zdobywać Lhotse"
"Nasze buty wysokościowe budziły zazdrość i podziw wielu himalaistów na świecie. Zaprojektowali je Andrzeja Zawada i Rysiek Szafirski, który znalazł w Zakopanem wspaniałego szewca, pana Muchę, a ten podjął się wykonania kilkudziesięciu par według dostarczonego mu projektu" - czytamy w rozmowie z Jerzym Surdelem, podróżnikiem i himalaistą, członkiem wyprawy na ośmiotysięcznik Lhotse w Himalajach w 1974 roku.
Mieczysław Mucha był szewcem mieszkającym w Zakopanem. Jak mówi jego córka - skromnym i wykonującym po prostu swoją robotę. O tym, że uszył buty dla członków tak ważnej wyprawy wielu znajomych rodziny nie wie pewnie do dziś. A chwalić jest się czym, bo wyprawa na Lhoste w 1974 była wyprawą pionierską - po raz pierwszy Polacy wspinali się na ośmiotysięcznik. Mucha zmarł w 1982 roku. Rozmawiamy z jego córką i zięciem.
Bogdan Widawka: Byłem przekonany, że zaskoczę cię, wysyłając link do strony z artykułem, gdzie jest mowa o butach, które uszył twój ojciec polskiej wyprawie na Lhotse w 1974 roku...
Władysława Baron: Nie zaskoczyłeś mnie. Pamiętam z tamtego czasu wiele faktów. Ale to miłe, że nazwisko taty pojawiło się w tym artykule.
Znamy się dość długo. Dlaczego nigdy o tym nie wspominałaś?
Tata był skromnym człowiekiem. Nie lubił rozgłosu. Robił swoją robotę i tyle. Uważałam, że nie ma co trąbić o tym, że wyprawa na Lhotse w 1974 roku wyruszała z butami, które szył w swoim warsztacie.
No to jednak zaskoczę cię, bo słyszałem, że butów twojego ojca, choć innej serii niż te na Lhotse, używało dwóch wspinaczy wyprawy w Hindukuszu Afgańskim już trzy lata wcześniej. Wiedziałaś?
Nie wiedziałam... Rzeczywiście, tym jestem zaskoczona.
Ale wróćmy do 1974 roku. Jak to się stało, że twój ojciec podjął się uszycia butów dla wyprawy na Lhotse?
Tata robił w Zakopanem kapce - takie góralskie buty zimowe, bardzo ciepłe, z sukna. Z tego m.in. był zresztą znany. Ryszard Szafirski [członek wyprawy na Lhotse - red.] mieszkał wtedy w Zakopanem. Dotarł do taty, bo gdzieś się dowiedział, że to on te kapce robi. Przyszedł i zapytał, czy tata podjąłby się uszycia butów na podróż w Himalaje.
Tata już wcześniej projektował buty. Jeździł na Targi Poznańskie, oglądał materiały, rozmawiał z wystawcami, więc uszycie jakichkolwiek [zwykłych] butów nie było dla niego problemem, ale wykonanie wysokogórskich - na wyprawę w Himalaje - to już zupełnie inna sprawa.
Szafirski te buty narysował i wyjaśnił, jakie mają mieć parametry. Potem przyjeżdżali do taty już we trzech: Ryszard Szafirski, kierownik wyprawy Andrzej Zawada i jeszcze ktoś trzeci, ale nie pamiętam nazwiska. Rozmawiali o tym, jakie te buty dokładnie miałyby być.
To musiały być buty na bardzo trudne warunki...
Musiały mieć twardą podeszwę i być nieprzemakalne - tyle pamiętam. Miały być obszywane do góry, aż po kolano czerwonym ortalionem. A między sukno i ortalion upychało się puch gęsi, żeby były ciepłe.
Na początku Szafirski chciał trzy-cztery pary. Później jednak okazało się, że inni też chcieliby takie buty i zrobiło się z tego kilkanaście czy kilkadziesiąt par!
To była większa produkcja. Ja i mąż zaangażowaliśmy się w pomoc tacie, dlatego pamiętam niektóre szczegóły z tamtego okresu. Wiem też, że tata kupował sukno góralskie na te buty u góralek, które tkały je w Witowie i w Chochołowie.
Tadeusz Baron, zięć Mieczysława Muchy: Sukno na buty trzeba było wcześniej sprawdzić. Dlatego robiło się coś w rodzaju worka i do środka wlewano wodę. Potem czekało się dwa-trzy dni. Nie miała prawa przeciec nawet jedna kropla. Wibramy [spodnia warstwa-podeszwy] teść kupował w Nowym Targu. Żeby buty były nieprzemakalne i odpowiednio sztywne, moczyliśmy je w Polimalu - takiej żywicy. Pamiętam, bo wykonałem z drewna specjalną wannę, w której to robiliśmy.
Czy czuliście, że robicie coś wyjątkowego?
Tadeusz Baron: Skąd! To była normalka, żeby im zrobić te buty. Żeby pojechali już w te Himalaje i dali nam spokój [śmiech], bo przecież przychodziła tu do nas armia ludzi: dziesięciu, pięciu, ośmiu - codziennie ktoś. Każdemu trzeba było zdjąć miarę, żeby buty pasowały. Ale mówiąc już poważnie - oczywiście mieliśmy satysfakcję, że w tych butach Polacy będą zdobywać Lhotse.
Władysława Baron: Żeby wyrobić się w czasie, niektórzy członkowie wyprawy pomagali tacie przy produkcji butów. Pamiętam, że w warsztacie było bardzo gwarno i wesoło. Himalaiści rozbawiali nas, panowała rodzinna atmosfera.
Czy twój ojciec miał później kontakt z tymi himalaistami?
Władysława Baron: Tak. Szafirski przysłał nawet tacie pocztówkę z podziękowaniami z Nepalu. A kilka osób z tej wyprawy przyjechało później do taty. Mówili, że buty sprawdziły się. Później jeszcze Japończycy chcieli zamówić 50 par, ale finalnie do tego nie doszło.
Dlaczego?
Tadeusz Baron: To był PRL. 'Ktoś' się nie zgodził, żeby teść wziął za te buty dewizy. A przecież on chciał je wykonać za taką cenę, jak dla polskiej wyprawy, jak za zwykłe buty zimowe. A one były naprawdę solidne, sam w nich chodziłem chyba z 15 lat.
Władysława Baron: Nieraz mówiliśmy tacie, żeby te buty opatentował, ale on tylko machał ręką i mówił: 'dajcie mi spokój'. Taki był, po prostu robił swoje.
O himalajskie buty z Zakopanego zapytaliśmy Wojciecha Kurtykę, uczestnika wyprawy na Lhotse w 1974 roku:
Pamiętam buty pana Muchy z Zakopanego. Niektóre modele miały bardzo grubą podeszwę, chyba około 5 cm, wypełnioną miękką, izolującą substancją. Były trudne do lodowej wspinaczki, natomiast termicznie spełniały swoją rolę.
Jeśli o mnie chodzi - podczas wyprawy na Lhotse posługiwałem się głównie podwójnymi "zawratami" [polskiej produkcji buty wysokogórskie - red.], zabezpieczonymi jedynie ortalionowymi ochraniaczami.
Ale niektórzy mieli duże przekonanie do butów pana Muchy. Pamiętam doskonale, że na mojej pierwszej wyprawie w Hindukusz, gdzie już w 1971 roku miało miejsce fajne, świetne alpejskie przejście - a więc na trzy lata przed wyprawą Zawady na Lhotse - moi partnerzy używali tych właśnie butów.
Myślę, że buty pana Muchy z Zakopanego były cennym wkładem do wyprawy na Lhotse w 1974 roku.