,
Obserwuj
Małopolskie

Śmierć Natalii w Andrychowie. Bliscy 14-latki zabrali głos. Inna wersja niż policji

tokfm.pl/PAP
2 min. czytania
01.12.2023 17:18
Policja twierdzi, że informację o zaginięciu 14-letniej Natalii z Andrychowa otrzymali "kilka godzin" po tym, jak ojciec 14-latki ostatni raz kontaktował się z córką. Inną wersję zdarzeń przedstawiły w romzowie z TVN 24 osoby biorące udział w poszukiwaniach.
|
|
fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl

Policja wszczęła wewnętrzną kontrolę dotyczącą działań podjętych przez funkcjonariuszy z Andrychowa związanych ze zgłoszeniem zaginięcia 14-latetniej Natalii.  Twierdzi, że to tylko rutynowe działania i wszystkie czynności zostały przeprowadzone zgodnie z procedurami. Jednak relacja funkcjonariuszy różni się od informacji od bliskich dziewczyny.

Policjanci twierdzą, że informację o zaginięciu 14-latki otrzymali "kilka godzin" po tym, jak ojciec 14-latki ostatni raz kontaktował się z córką.

Inną wersję zdarzeń w rozmowie z TVN 24 przedstawili pan Rafał i pani Anna. Obydwoje brali udział w poszukiwaniach. Pani Anna twierdziła, że ojciec 14-latki pojechał na komisariat o godzinie 9 rano, żeby zgłosić zaginięcie córki i spędził tam trzy godziny. Jak przekazała, policja, pomimo jego próśb nie chciała zlokalizować telefonu 14-latki.

- To się wszystko działo od 9:40 jak oni wiedzieli o zaginięciu Natalii - zaznaczyła w TVN24 pani Anna. Pan Rafał znalazł Natalię o godzinie 13.23.

14-letnia Natalia spędziła przed sklepem w Andrychowie pięć godzin. Było zimno, padał śnieg. Jak podawały lokalne media, tylko jeden z mieszkańców zainteresował się jej losem. Próbował ją reanimować, wezwał pogotowie. Dziewczynki nie udało się jednak uratować. Gdy trafiła do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie, była w stanie głębokiej hipotermii, temperatura jej ciała wynosiła 22 stopnie.

Gdy widzimy kogoś śpiącego na ławce, czy przystanku - reagujmy

Minister rodziny i polityki społecznej Dorota Bojemska zwróciła uwagę, że zima to trudny czas dla wielu osób, szczególnie tych zmagających się z kryzysem bezdomności. - Nie możemy pozwolić na to, by pośpiech czy brak poczucia odpowiedzialności przysłaniały nam drugiego człowieka potrzebującego. Apeluję: reagujmy, gdy widzimy, gdy ktoś np. śpi na ławce, przystanku, gdy wyraźnie potrzebuje pomocy - podkreśliła.

Jak zaznaczyła, "doniesienia medialne z ostatnich dni są porażające, a niskie temperatury naprawdę stanowią zagrożenie dla zdrowia i życia". Wskazała, że wielu takich historii można byłoby uniknąć, gdyby w porę udzielona została pomoc.

- W tłumie, na ulicy mamy czasem poczucie, że nie musimy reagować, że zrobi to ktoś inny. Finalnie nie reaguje nikt i właśnie wtedy dochodzi do tragedii. Gorąco apeluję o wrażliwość na drugiego człowieka. Nigdy nie możemy być pewni, czy my sami albo nasi bliscy nie znajdą się w takiej sytuacji. Dawajmy przykład, mówmy głośno o tym, że należy pomagać, alarmować odpowiednie służby - zaapelowała Bojemska.

Szefowa resortu rodziny przypomniała, by zwracać szczególną uwagę na samotnie poruszające się dzieci, osoby starsze, które wyglądają na zagubione. - Nie można lekceważyć także własnego samopoczucia - jeżeli czujemy się źle, nie forsujmy się, zostańmy w domu, nie wstydźmy się prosić o pomoc - dodała.

- Za niewiele ponad trzy tygodnie będziemy obchodzić Święta Bożego Narodzenia. W poprzedzającym je okresie możemy dać komuś najpiękniejszy prezent - uwagę, pomoc, życie. Nie zapominajmy o tym - podkreśliła szefowa MRiPS.