Co dalej z DS Kamionka w Krakowie? Studenci okupują nieczynny akademik, władze UJ wezwały policję
Dom Studencki Kamionka to stary hotel robotniczy zlokalizowany 11 km od centrum Krakowa oferujący miejsca 130 osobom. Od lat cieszył się niewielkim zainteresowaniem studentów.
Uniwersytet Jagielloński wystawiał Kamionkę na sprzedaż już 13 razy, ale bez powodzenia - budynek podlega nadzorowi konserwatora, jest wpisany do gminnego rejestru zabytków. Poza tym jest praktycznie niemożliwy do rozbudowy i dostosowania go do specjalnych potrzeb, np. osób z niepełnosprawnościami.
W styczniu 2018 roku władze UJ po raz kolejny postanowiły sprzedać nieczynny od pięciu lat obiekt, a pieniądze przeznaczyć na budowę nowego akademika na tyłach Wydziału Matematyki i Informatyki na krakowskim Ruczaju.
Przeciw sprzedaży DS Kamionka od piątkowego wieczoru protestowało ok. 50 studentów, którzy rozpoczęli tam strajk okupacyjny. Wzięli śpiwory i karimaty, menażki, jedzenie. Sprayem na wielkich białych prześcieradłach napisali: "Strajk trwa", "Ratujmy Kamionkę" i powiesili na elewacji akademika. Na wejściu do budynku zawiesili klepsydrę: "Z ogromnym żalem przyjęliśmy informację o likwidacji ś.p. domu studenckiego 'Kamionka'. Jeszcze w 2018 roku służył studentom. Od blisko pięciu lat budynki przy ul. Kamionka stoją puste, a mogłyby służyć ponad 120 studentom. (...) Czynsze rosną, a ostatni akademik UJ wybudował w latach 70. Domagamy się zatrzymania sprzedaży, remontu i ponownego otwarcia akademika!" - czytamy.
Castingi na współlokatora i długie kolejki do akademików. 'Nie jest łatwo'
Druga strona medalu
Jak zaznaczają protestujący studencki, sytuacja na rynku mieszkaniowym w Krakowie jest fatalna. "Z jednej strony mówi się, że studia w Polsce są dla każdego. Coraz częściej przekonujemy się, że stać na nie coraz węższą grupę ludzi. Do Krakowa przyjeżdżają nowi studenci i spotykają się zaporową barierą cenową. Mieszkanie to przecież wierzchołek góry lodowej. A uczelnia nie buduje nowych akademików, które pozwoliłyby nieco łagodniej wejść w krakowskie, zaporowe ceny żywności, dostępu do kultury, etc" - mówi "Gazecie Wyborczej" Filip, student latynoamerykanistyki.
"Są tacy, którzy przez to, że nie otrzymali miejsca w akademiku, rezygnują ze studiowania na UJ. Z naszych wstępnych analiz wynika, że w tym roku było to prawie 30 osób. Jest też druga strona medalu. Część studentów w toku roku akademickiego rezygnuje z miejsca w akademiku. Na dzisiaj mamy 30 wolnych miejsc w naszych domach studenckich" - informowała Magdalena Herman, przewodnicząca Samorządu Studentów na Uniwersytecie Jagiellońskim.
'Wiem, że są koledzy i koleżanki, którzy bywają głodni'. KUL uruchamia specjalne lodówki
Władze UJ wezwały policję. "Gdyby coś się tam stało, to ja za to odpowiem"
W piątek wieczorem władze uczelni wezwały policję. "Gdyby coś się tam stało, to ja za to odpowiem. Nie ci, którzy bezprawnie wtargnęli do nieczynnego akademika" - rektor UJ prof. Jacek Popiel.
Mundurowi kilka godzin spędzili na informowaniu studentów o łamaniu przez nich prawa i namawianiu ich do opuszczenia budynku. Jak podkreślali, przekonywali władze UJ do pokojowego załatwienia sprawy i odstąpili od legitymowania zebranych, czego początkowo miały żądać władze uczelni.
"Było to wejście nielegalne, niezgodne z prawem, wymykające się wszelkim przepisom. A przede wszystkim niezgodne z naszymi ustaleniami, bo o przyszłości Kamionki mieliśmy ze studentami rozmawiać w poniedziałek. Wiedzieli o tym" - podkreślał rektor.
Władze UJ zawiesiły rozmowy ze studentami. "Bezprawny atak na mienie"
W niedzielę pomiędzy studentami okupującymi DS Kamionka i władzami uczelni doszło do porozumienia, ale sytuacja odwróciła się następnego dnia. W poniedziałkowym oświadczeniu władze UJ poinformowały, że "w związku z jawnym nieprzestrzeganiem obowiązujących przepisów prawa oraz nieszanowaniem ustaleń wspólnie przyjętych podczas negocjacji prowadzonych w sobotę 18 maja br. Uniwersytet Jagielloński zawiesza wszelkie rozmowy z okupującymi nielegalnie akademik do czasu przywrócenia stanu zgodnego z obowiązującymi przepisami prawa, tj. w szczególności opuszczenia obiektu".
"Okupowanie akademika 'Kamionka' nie stanowi pokojowego strajku, tylko nielegalne, niezgodne z prawem wtargnięcie na teren uczelni" - podkreślono w oświadczeniu i wskazano, że okupacja będąca "bezprawnym atakiem na mienie UJ" odbywa się przy udziale osób niebędących studentami Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Według władz UJ studenci tej uczelni mają możliwość podejmowania pokojowych akcji protestacyjnych, a także prowadzenia rozmów z władzami UJ. "Nie skorzystali jednak z tej możliwości, wybierając bezprawny atak na mienie UJ przy udziale osób niebędących studentami Uniwersytetu Jagiellońskiego" - argumentowali.
Z uwagi na stan techniczny budynku - zaznaczono w oświadczeniu - przebywanie w nim może stanowić zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi. Dlatego odbywa się ono "na własne ryzyko i ze świadomością bezprawności działania". Władze UJ zabroniły zapraszania przez protestujących do okupowanego akademika jakichkolwiek osób.
Okupacja Jowity. Byliśmy w zamkniętym akademiku. 'Rektor mówi bzdury'
DS Kamionka nie jest jedynym akademikiem w Polsce, który w ostatnim czasie był okupowany przez studentów. W grudniu studenci z Poznania przez ponad tydzień strajkowali w DS Jowita, należącym do Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Okupację zakończyła wizyta ministra nauki Dariusza Wieczorka, który zapowiedział, że Jowita przejdzie modernizację i będzie dalej służyć studentom.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>