,
Obserwuj
Małopolskie

To ostatnie wybory przed wyścigiem o fotel prezydencki. Czy w Krakowie szykuje się niespodzianka?

6 min. czytania
10.03.2025 06:36
- Wyścig o drugie miejsce może być ciekawy sam w sobie i czymś, co albo uspokoi Prawo i Sprawiedliwość, kiedy się okaże, że w rzeczywistości elektorat PiS jednak ciągle ma wyraźną przewagę nad Konfederacją. Albo da dodatkowy argument i dopalanie Konfederacji: "Patrzcie, oto wyprzedziliśmy w wyborach senackich PiS" - tak o zbliżającym się głosowaniu w Krakowie mówi w tokfm.pl prof. Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
|
|
fot. Jan Graczynski / Jan Graczynski/East News
  • 16 marca w Krakowie odbędą się wybory uzupełniające do Senatu. Są one konsekwencją zwolnienia miejsca w izbie wyższej przez Bogdana Klicha, którego powołano na chargé d’affaires Ambasady RP w Waszyngtonie;
  • W ocenie prof. Jarosława Flisa, 'wynik głosowania jest o tyle istotny, że to ostatnie wybory przed tymi najważniejszymi, czyli prezydenckimi'. 'Może się więc okazać, że ten odważnik, sam w sobie niespecjalnie duży, przychyli jednak szalę na drugą stronę. Jak mówi arabskie porzekadło: Nigdy nie wiadomo, które źdźbło trawy złamie grzbiet wielbłąda' - mówi w rozmowie z tokfm.pl;
  • Socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego zastrzega też, że 'jest trochę nieprzewidywalności, jeśli chodzi o poparcie dla PiS i Konfederacji'. 'Może być tutaj ciekawa rozgrywka, która w obliczu tego, co się dzieje w sondażach prezydenckich, a średnie z ostatnich tygodni pokazują, że Sławomir Mentzen ściga Karola Nawrockiego, mogłaby być kamyczkiem do ogródka' - dodaje.
  • Ocenia, że co do zasady jednak główny problem z wyborami uzupełniającymi do Senatu jest jeden, a sprowadza się do odpowiedzi na pytanie: jaki jest w ogóle ich sens. 'To dość droga zabawa, ale mało zabawna' - podkreśla.

16 marca w południowych i zachodnich dzielnicach Krakowa, a także w Starym Mieście, czyli okręgu wyborczym nr 33, odbędą się wybory uzupełniające do Senatu. Mieszkańcy wybiorą następcę Bogdana Klicha (KO), który zrezygnował z mandatu w związku z objęciem funkcji chargé d’affaires Ambasady RP w Waszyngtonie.

- Wynik głosowania jest o tyle istotny, że to ostatnie wybory przed tymi najważniejszymi, czyli prezydenckimi. Może się więc okazać, że ten odważnik, sam w sobie niespecjalnie duży, przychyli jednak szalę na drugą stronę. Jak mówi arabskie porzekadło: Nigdy nie wiadomo, które źdźbło trawy złamie grzbiet wielbłąda - komentuje w rozmowie z tokfm.pl prof. Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Wskazuje w tym kontekście na wybory, które odbyły się niespełna miesiąc temu w Niemczech. Pokazały, że zabrakło zaledwie 13 tys. głosów, by blok Sahry Wagenknecht dostał się do Bundestagu. - 17 tys. głosów padło tymczasem na listę Marksistowsko-Leninowskiej Partii Niemiec. Gdyby jej wyborcy zagłosowali jednak na listę Sary Wagenknecht, ta weszłaby do Sejmu, a chadecy z socjaldemokratami nie mieliby większości i musieliby się jeszcze dogadać z Zielonymi. Byłoby nowa rzeczywistość polityczna w Niemczech. Ale gdyby ktoś wcześniej powiedział, że ważnym czynnikiem w niemieckiej polityce jest Marksistowsko-Leninowsko Partia Niemiec, która ma 17 tys. poparcie w 80 mln kraju, to zostałby wyśmiany. A tu nagle się okazało, że mamy efekt motyla - dodaje.

Co do zasady efekt motyle to teoria w psychologii, która wskazuje jak drobne, często niezaplanowane decyzje wpływają na całe życie jednostki. W polityce - jak mało znaczące fakty mogą zaburzyć dość przewidywalny układ sił.

"Chowanie szyldu jedną z opcji"

W Krakowie o mandat senatora powalczy czterech kandydatów. Koalicja Obywatelska postawiła na Monikę Piątkowską (teraz nie przynależy do żadnej partii) - była to decyzja krajowych władz PO, wbrew rekomendacjom lokalnych polityków. PiS - podobnie jak w wyścigu do Pałacu Prezydenckiego - swojego kandydata nie ma. Popiera za to Mateusza Małodzińskiego. Ten były wojewoda związany z PiS od 2015 r. teraz startuje z niezależnego komitetu "Dla Krakowa". Konfederację Wolność i Niepodległość reprezentuje Adam Berkowicz (ojciec polityka Konrada Berkowicza), a partię Razem - Ewa Sładek.

Jak ocenia prof. Jarosław Flis z powielenia wcześniejszych wzorców wynikałoby, że największe szanse ma kandydatka PO. A to tym bardziej, wskazuje, że podczas ostatnich wyborów, Platforma uzyskała w Krakowie 34 proc. poparcia, PiS - 25 proc., Trzecia Droga ponad 17 proc., Lewica - 13 proc., a Konfederacja - 7,5 proc. - Co nie bez znaczenia okręg 33, w którym teraz odbywają się wybory, jest "typowo platformerski" - dopowiada.

Jednocześnie zastrzega, że "jest trochę nieprzewidywalności, jeśli chodzi o poparcie dla PiS i Konfederacji". - Może być tutaj ciekawa rozgrywka, która w obliczu tego, co się dzieje w sondażach prezydenckich, a średnie z ostatnich tygodni pokazują, że Sławomir Mentzen ściga Karola Nawrockiego, mogłaby być kamyczkiem do ogródka - mówi.

Ocenia jednak od razu, że sytuacja, w której Konfederacja w walce o drugie miejsce prześcignęłaby PiS, byłaby wielką niespodzianką. Choć, jak zauważa, Konfederacja miała w Krakowie mniej więcej tyle głosów, co w skali kraju, to jej typowy ogólnopolski wynik. Z kolei Prawo i Sprawiedliwość wyraźnie mniej, bo poparcie było o dwie piąte niższe.

Ekspert zwraca przy tym też uwagę, że kandydat popierany przez PiS ma tę przewagę, że już raz kandydował w wyborach uzupełniających do Senatu.

- Atut nie atut, przecież przegrał z Bogdanem Klichem - zauważam.

- Ale przynajmniej wyborcy Prawa i Sprawiedliwości już raz z niego głosowali. Nie trzeba aż tak bardzo ich przekonywać do tego, kto to w ogóle jest - odpowiada socjolog.

Inna rzecz, dodaje, że jego przynależność celowo się ukrywa. Trudno się zresztą temu dziwić, tłumaczy, bo ciężko w miejscu, gdzie jest się słabym, obnosić z szyldem. Poza tym chowanie szyldu jest jedną z opcji - w nadziei, że nie pobudzi przeciwników, a swoi i tak swojego rozpoznają, dodaje.

- Wyścig o drugie miejsce może być ciekawy sam w sobie i być czymś, co albo uspokoi Prawo i Sprawiedliwość, kiedy się okaże, że w rzeczywistości elektorat PiS jednak ciągle ma wyraźną przewagę nad Konfederacją. Albo da dodatkowy argument i dopalanie Konfederacji: 'Patrzcie, oto wyprzedziliśmy w wyborach senackich PiS' - podkreśla.

A partia Razem? Zdaniem prof. Flisa "walczy tak już 10 lat i szału nie ma". - Ale kto wie, długi marsz, może się kiedyś przyniesie skutki. W tym przypadku chodzi jednak bardziej o to, by nie wypaść z biegu -dopowiada.

"Stróż plaży w sezonie zimowym"

W ocenie profesora Flisa co do zasady główny problem z wyborami uzupełniającymi do Senatu jest jeden, a sprowadza się do odpowiedzi na pytanie: jaki jest w ogóle ich sens. To jednak dość kosztowna rozrywka, którą zafundowali konstytucjonaliści, bo nie wyobrażali sobie, że można by to zrobić inaczej, przekonuje.

- W rzeczywistości to nierzadko moment, kiedy jedynie rozochacają się partie rządzące. Tak rozochociła na wybory uzupełniające na Podkarpaciu w 2008 r. Platforma Obywatelska - z nadzieją na dorżnięcie watahy. Oczywiście, strasznie się w PiS wystraszyli, więc poszli w najazd ministrów. Tam nigdy nam nie widziano jednocześnie tylu polityków najwyższego szczebla. I co się okazało? Że jednak jest to rzecz w miarę przewidywalna: PO nie udała się w szarża na ten okręg, PiS go obronił. Co więcej, nie miało to szczególnie większego znaczenia dla wyniku kolejnych wyborów. Co najwyżej, jak się rzeczywiście tych ministrów tam nazjeżdża, to frekwencja nie jest dramatyczna - zamiast 2 proc., mamy np. 6-7 proc. - zauważa.

W ocenie eksperta wybory uzupełniające do Senatu nie przez przypadek nie wywołują wielkiego zainteresowania. Podobnie było np. we Włocławku - w lipcu 2024 r. frekwencja wyniosła 7,95 proc., co oznacza, że zagłosowało 21 tys. z 271 tys. uprawionych osób. Dlatego radzi też, by wyniki głosowania traktować jednak z lekkim przemrożeniem oka, jak grę w podchody.

- Raczej świadczy to o racjonalności wyborców niż o braku poczucia obywatelskości. Inna rzecz, że dowodzi też, że państwo jednak czegoś nie ogarnia, skoro nakłania swoich obywateli i nawet wydaje na to niemałe pieniądze. Tylko po to, by podejmowali działalność, w której nie bardzo widać sens - podkreśla.

Dopytywany, o jakich kosztach mowa, wskazuje, że to jedna setna standardowych kosztów organizacji wyborów parlamentarnych. - A że można przyjąć, że jeden okręg senacki to jedna setna kraju, to idzie na to przynajmniej kilka milionów zł. Swego czasu liczyłem to dla wyborów uzupełniających do Senatu w Elblągu, odbyły się zimą 2007 r. Wyszło, że głosowanie jeden osoby kosztowało około 150 zł. To dość droga zabawa, ale mało zabawna - zwraca uwagę. Zapewnia, że w przypadku Krakowa koszty mogą być podobne.

- Przyjdzie zaledwie parę osób na godzinę. Będzie jak w tytule starego jugosłowiańskiego filmu: "Stróż plaży w sezonie zimowym" - kwituje w rozmowie z tokfm.pl.

Posłuchaj: