,
Obserwuj
Małopolskie

Ziobry nie ma, ale jego ludzie dalej szkodzą. Resort Bodnara rozkłada ręce

5 min. czytania
11.03.2025 11:10
Krakowski sędzia Waldemar Żurek apeluje do ministra sprawiedliwości Adama Bodnara o zawieszenie rzeczników dyscyplinarnych mianowanych za czasów Zbigniew Ziobry. Chodzi o Piotra Schaba, Michała Lasotę i Przemysława Radzika. Jak mówi sędzia Żurek, niedługo minie półtora roku, odkąd w Polsce jest nowy koalicyjny rząd, a rzecznicy Ziobry mają się świetnie.
|
|
fot. Sławomir Kamiński/Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.pl

 

  • Krakowski sędzia Waldemar Żurek zaapelował do ministra sprawiedliwości Adama Bodnara o zawieszenie rzeczników dyscyplinarnych z czasu Zbigniewa Ziobry;
  • Chodzi o Piotra Schaba, Michała Lasotę i Przemysława Radzika;
  • Cała trójka jakby nigdy nic działa w najlepsze - wszczyna postępowania i stawia zarzuty.

 

- Moim zdaniem brakuje konsekwencji w działaniu. I trwa to zdecydowanie zbyt długo. Zgadzam się z przedstawicielami władzy wykonawczej, że przywracamy praworządność zgodnie z literą prawa, ale uważam, że dzisiaj są podstawy również do tego, by tych rzeczników pozbawić funkcji, a co najmniej - zawiesić w pełnieniu obowiązków - mówi w TOK FM sędzia Waldemar Żurek.

- Mam świadomość, że to zagadnienie jest trudne, ale jeśli widzimy, że władza wykonawcza w jednych kwestiach jest konsekwentna, to w innych również powinna być. Moim zdaniem, ci rzecznicy mają tak bogatą listę naruszeń prawa - szykanowanie sędziów, łamanie przepisów, w tym art. 231 (przekroczenie uprawnień - przyp. red.), że naprawdę nie ma się nad czym zastanawiać - dodaje nasz rozmówca.

"Niedopuszczalna sytuacja"

Sędzia - wraz ze swoją adwokatką - napisał list do ministra Bodnara. "Sytuacją niedopuszczalną jest to, by Rzecznicy Dyscyplinarni Sędziów Sądów Powszechnych w osobie Pana Piotra Schaba, Pana Przemysława Radzika i Pana Michała Lasoty nadal piastowali swoje stanowiska w dalszym ciągu, w czynny sposób, szykanowali Sędziego Żurka, który przez ostatnich dziewięć blisko już lat podejmował tak liczne działania związane z obroną praworządności" - tak napisała do ministra - w imieniu sędziego Żurka - adwokatka Justyna Borucka. To wniosek o odwołanie lub zawieszenie "starych" rzeczników.

W Ustawie o ustroju sądów powszechnych jest art. 130, który mówi m.in., że "(...) jeżeli ze względu na rodzaj czynu dokonanego przez sędziego powaga sądu lub istotne interesy służby wymagają natychmiastowego odsunięcia go od wykonywania obowiązków służbowych, minister sprawiedliwości może zarządzić natychmiastową przerwę w czynnościach służbowych sędziego aż do czasu wydania uchwały przez sąd dyscyplinarny, nie dłużej niż na miesiąc". Tak się jednak nie dzieje - Ministerstwo Sprawiedliwości twierdzi, że przez określoną odgórnie kadencję rzeczników ma związane ręce.

Kolejne postępowania, kolejne zarzuty 

- Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego jest to tolerowane, że ci rzecznicy dalej działają. Uważam, że są jednak pewne granice absurdu, w tym przypadku dawno przekroczone. Mamy przecież do czynienia z prawnikami, którzy powinni działać na podstawie i w granicach prawa, a nie robić to, co im się żywnie podoba - mówi w TOK FM sędzia Krzysztof Krygielski, prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie (zastąpił Macieja Nawackiego - przyp. red.).

Niedawno jeden z rzeczników, Przemysław Radzik, poinformował w komunikacie, że podjął decyzję o postawieniu sędziemu Krygielskiemu kolejnych zarzutów. Dotyczą tego, że Krygielski - jako prezes sądu w Olsztynie - przez trzy miesiące obniżał wynagrodzenie Maciejowi Nawackiemu, bo ten odmawiał orzekania w sprawach upadłościowych - w ramach Krajowego Rejestru Zadłużonych - do których był wyznaczany. Odmawia zresztą - jak słyszymy - w dalszym ciągu. Prezes sądu - zgodnie z przysługującymi mu obowiązkami - obniżył mu pensję o odpowiednio 50, 20 i 25 procent, w poszczególnych miesiącach. Dziś już tego nie robi, bo - jak mówi w rozmowie z TOK FM - przekazał sprawę do sądu dyscyplinarnego w Białymstoku i czeka na rozstrzygnięcie.

W międzyczasie to on padł ofiarą działalności "starych" rzeczników od Ziobry. - Nie potrafię tego zrozumieć i wytłumaczyć, dlaczego te osoby nadal działają. Ale jest sytuacja jeszcze bardziej absurdalna - minister powołał rzecznika ad hoc, pana Andrzeja Krasnodębskiego, który m.in. postawił zarzuty panu Maciejowi Nawackiemu. I wtedy pan Radzik postawił zarzuty panu Krasnodębskiemu za to, że pan Krasnodębski postawił zarzuty panu Nawackiemu. Nawet dla prawnika wygląda to komicznie, ale tak naprawdę jest to śmiech przez łzy - mówi w rozmowie z nami sędzia Krygielski.

Radzik zarzucił mu popełnienie trzech przewinień dyscyplinarnych "polegających na przekroczeniu uprawnień i wydaniu bez postawy faktycznej i prawnej, z obrazą art. 178 ust. 1 i 2 Konstytucji (...) zarządzeń o obniżeniu jednemu z sędziów tego sądu wynagrodzenia". - Przecież sędzia Nawacki nie chce orzekać. Regularnie dostaje ode mnie - na podstawie Ustawy o ustroju sądów powszechnych - tzw. zwrócenie uwagi na piśmie. Jako prezes mam takie uprawnienia administracyjne, by reagować na to, że sędzia nie podejmuje czynności. I za to, że staram się przekonać sędziego do orzekania - teraz mam mieć jakieś zarzuty. Nie wiem, jak to nazwać - mówi w TOK FM Krygielski.

Co na to wszystko Ministerstwo Sprawiedliwości?

Wiceminister Dariusz Mazur mówi w TOK FM, że sytuacja jest dość patowa, bo w ustawie nie przewidziano jakiegokolwiek trybu odwołania rzeczników powołanych za czasów Zbigniewa Ziobry. - Zapewne było to działanie celowe. Oczywiście, że boli mnie to jako sędziego i jako obywatela. Ale nie ma nawet z czego wywieźć podstawy do ich odwołania. Natomiast trzeba zaznaczyć, że przeciwko wszystkim trzem centralnym panom rzecznikom, czyli panu Schabowi, Radzikowi i Lasocie, toczą się postępowania dyscyplinarne i karne. A w związku z tym - teoretycznie - istnieje możliwość zawieszenia sędziego w pełnieniu obowiązków - przyznaje sędzia Mazur.

Gdy dopytujemy, czy można się zatem spodziewać, że dojdzie do tego w najbliższym czasie, nie chce odpowiedzieć wprost. - Jestem w tej chwili urzędnikiem pełniącym funkcję w Ministerstwie Sprawiedliwości i nie wypowiadam się na ten temat, nie przesądzam tego typu kwestii. Wskazuję tylko na prawne możliwości. A o tym, czy tak będzie, czy też nie zdecyduje niezawisły i bezstronny sąd - tłumaczy Mazur w rozmowie z TOK FM.

 

Minister dodaje też, że dopóki nie ma nowych rozwiązań w zakresie uregulowań dyscyplinarnych, ministerstwo stosuje rozwiązania tymczasowe, powołując tzw. rzeczników ad hoc. - To jest instytucja, która pozwala na powoływanie rzecznika, przez ministra sprawiedliwości, do konkretnej sprawy. Tacy rzecznicy ad hoc są niezależni od ministra. Rola ministra kończy się w momencie wydania decyzji o powołaniu danego rzecznika ad hoc - chcę to podkreślić, bo nie wszyscy o tym wiedzą - mówi Dariusz Mazur.

- Gdyby przyjąć, że minister sprawiedliwości nie ma prawa powoływać rzeczników ad hoc, jak twierdzą niektórzy, okazałoby się, że panowie Radzik, Lasota czy Schab są nietykalni, ponieważ nie miałby kto ich ścigać. Dlatego w mojej ocenie, powoływanie takich rzeczników jest jednak istotnym narzędziem uzyskania pewnego rodzaju równowagi - dodaje wiceminister sprawiedliwości.

W poniedziałek 10 marca Adam Bodnar powołał kolejnego rzecznika ad hoc - sędziego Sądu Apelacyjnego w Gdańsku Włodzimierza Brazewicza. Będzie prowadził sprawę sędzi Sądu Apelacyjnego w Warszawie - Agnieszki Stachniak-Rogalskiej. Ujawnione zostały m.in. nieprawidłowości w zakresie terminowości sporządzania uzasadnień przez panią sędzię. "Dodatkowo, jak wynika z pisma Prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie, sędzię Agnieszkę Stachniak-Rogalską łączą bliskie relacje służbowe z zastępcą Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych - sędzią Piotrem Schabem, z którego inicjatywy została ona powołana na stanowisko Wiceprezesa Sądu Apelacyjnego w Warszawie" - napisano na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości.