Furmanów nie ma, ale te rękawice wciąż mają się świetnie. Właśnie przezywają renesans
- Od niemal pół wieku Towarzystwo Miłośników Piwnicznej stoi na straży lokalnego dziedzictwa, przywracając do życia zapomniane tradycje i ocalając historię od zapomnienia;
- To dzięki jego zaangażowaniu powstało muzeum pełne unikalnych eksponatów, odżyło rzemiosło tkania rękawic furmańskich, a kolekcja zabytkowego sprzętu narciarskiego zyskała ogólnopolską renomę;
- O tym, jak przeszłość splata się tu z teraźniejszością, opowiada Barbara Talar, kustosz w Muzeum Regionalnym Towarzystwa Miłośników Piwnicznej w Piwnicznej-Zdroju.
Z miłości do Piwnicznej
Od niemal pół wieku Towarzystwo Miłośników Piwnicznej stoi na straży lokalnego dziedzictwa, dbając o to, by historia miasta i jego tradycje nie zostały zapomniane. Założone w 1978 roku, stało się sercem kulturalnego życia regionu, a jego największym osiągnięciem było stworzenie Muzeum Regionalnego, które do dziś gromadzi bezcenne eksponaty związane z dziejami Piwnicznej.
- Początki muzeum sięgają 630-lecia lokacji miasta. Wtedy to grupa pasjonatów - nauczycieli i miłośników historii - postanowiła przenieść izbę regionalną ze szkoły podstawowej do większej przestrzeni tak, aby mogła być dostępna dla wszystkich - wspomina kustosz Barbara Talar.
Ale działalność Towarzystwa nie kończy się na muzealnictwie. To ono przez lata animowało życie kulturalne miasta, organizując liczne wydarzenia - od imprez jubileuszowych po spotkania promujące historię i tradycję regionu. - Piwniczna była kiedyś bardzo rozwinięta kulturalnie. Mieliśmy koło dramatyczne, które działało już od czasów I wojny światowej. Bywały sezony, gdy wystawiano kilka sztuk rocznie. Grała orkiestra mandolinowa i orkiestra Ochotniczej Straży Pożarnej. W latach 60. powstał regionalny zespół "Dolina Popradu - opowiada nasza rozmówczyni.
Jednym z oryginalnych pomysłów Towarzystwa było wyróżnianie stałych bywalców Piwnicznej symbolicznym tytułem "Piwniczański letnik". Dyplom wręczany podczas Dni Piwnicznej stał się sympatycznym gestem uznania dla wiernych turystów. Popularnością cieszyły się także "Posiady Piwniczańskie" - spotkania tematyczne poświęcone lokalnej historii i kulturze, które łączyły zarówno mieszkańców, jak i letników spędzających wakacje nad Popradem. - Towarzystwo było jakby zwornikiem tych wszystkich działań. Łączyło ludzi, którzy chcieli działać na rzecz regionu, dbać o tradycję i przekazywać ją kolejnym pokoleniom - podkreśla pani kustosz. I choć czasy się zmieniają, misja Towarzystwa pozostaje ta sama - pielęgnować historię, by przyszłość miała na czym się oprzeć.
Z wełny i pasji - sztuka tkania rękawic furmańskich
Rękawice furmańskie - ciepłe, solidne, utkane z historii. Dawniej niezbędne podczas zimowej pracy w górach. Dziś to symbol tradycji, który przeżywa swój renesans. - Od kilku lat z ogromnym zaangażowaniem promujemy i propagujemy tę unikalną umiejętność - podkreśla Barbara Talar. Dzięki staraniom grupy tkaczy oraz Towarzystwa Miłośników Piwnicznej, tradycja tkania rękawic została wpisana na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. - Oficjalny dyplom został odebrany przez delegację tkaczy 6 października 2022 r. podczas uroczystej gali w Zakopanem, to był dla nas niezwykle ważny i symboliczny moment - podkreśla nasza rozmówczyni.
Dawniej rękawice furmańskie były nieodłącznym elementem stroju górali i furmanów. Chroniły przed mrozem podczas zwózki drewna i codziennej pracy. Tkano je w całym łuku Karpat - od Rumunii po Beskid Śląski - z wełny owiec hodowanych lokalnie.
- W naszym regionie dominowała polska owca w odmianie barwnej, gdzie przeważały owce czarne. Z czasem ich wełna jaśniała, przyjmując brązowe i szare odcienie - tłumaczy pani kustosz. Jak dodaje, rzadko zdarzało się, by dawniej wełnę barwiono. Rękawice tkali głównie mężczyźni, a ci, jak wiadomo, nie przykładali dużej wagi do kolorystyki. Ale - jak zaznacza nasza rozmówczyni - kolorowe rękawice też się zdarzały. Na przykład w Łącku koło Nowego Sącza. Do barwienia wełny wykorzystywano tam naturalne barwniki - korę jabłoni dla uzyskania czerwieni, korę dębu dla odcieni niebieskich, wrotycz dla żółci czy pokrzywę dla zieleni.
Dziś furmanów już nie ma, ale rękawice wciąż mają się świetnie. - Teraz to wyjątkowy element zimowego stroju - na narty, na wędrówki po górach albo po prostu na mroźne dni. Bo te rękawice są naprawdę niezwykle ciepłe - podkreśla nasza rozmówczyni.
Tradycja tkania odżywa na nowo. W Piwnicznej-Zdroju działa już ponad 20 mistrzów tej sztuki, a młodych adeptów przybywa z każdym rokiem. Sam proces tkania nie jest łatwy. Wprawny tkacz potrzebuje nawet 40 godzin na wykonanie jednej pary! Dzięki współczesnym tkaczom, którzy chętnie sięgają po kolorowe włóczki i eksperymentują z wzorami, rękawice łączą dziś tradycję z nowoczesnością. - Jeżeli ktoś nie wie jak wyglądają rękawice furmańskie, to zachęcamy do wizyty w muzeum w Piwnicznej-Zdroju - zaprasza pani kustosz.
Nie tylko rękawice - niezwykłe skarby Muzeum w Piwnicznej
W Muzeum Regionalnym w Piwnicznej-Zdroju historia żyje wśród ponad trzech tysięcy eksponatów. Są tu narzędzia codziennego użytku, elementy stroju, dawne sprzęty, a także tysiące fotografii i archiwalnych dokumentów. Jednak największą dumą muzeum jest unikalna kolekcja dawnego sprzętu narciarskiego. Jedna z najważniejszych w Polsce, a zdaniem znawców, nawet na świecie.
- Jej historia sięga 1979 roku, kiedy to profesor Zygmunt Bielczyk - urodzony w Nowym Sączu powstaniec warszawski, akademik i pasjonat narciarstwa - przekazał nam swoją prywatną kolekcję - opowiada Barbara Talar. Po latach spędzonych w Warszawie profesor wrócił na emeryturę do Piwnicznej, gdzie z żoną zamieszkał w góralskim, drewnianym domu. Cały zbiór nart, wiązań i akcesoriów narciarskich, gromadzony przez lata z pasją, oddał w ręce lokalnej społeczności. - Najstarszym eksponatem jest narta z połowy XVIII wieku - najstarsza zachowana w polskich zbiorach muzealnych - dodaje pani kustosz.
W momencie przekazania kolekcja liczyła ponad 70 nart, 90 wiązań oraz kijki, foki i inne akcesoria narciarskie. Z czasem znacznie się rozrosła. Do muzeum wciąż trafiają nowe eksponaty. Jednym z najbardziej wyjątkowych nabytków są narty z Wilna, wyprodukowane w fabryce powozów, która z czasem zaczęła produkować sprzęt narciarski. - Te narty nigdy nie były używane ani nawet wyposażone w wiązania, są w idealnym stanie - podkreśla nasza rozmówczyni. Do muzeum trafiły dzięki kobiecie, która odwiedzając Piwniczną-Zdrój na leczeniu sanatoryjnym, postanowiła przekazać rodzinne pamiątki.
Tutaj nawet przyroda testuje procedury na granicy. 'Wymieniają głębokie spojrzenia ze strażnikami'
Profesor Bielczyk nie zbierał jednak wyłącznie polskich nart. W Muzeum są egzemplarze z Finlandii, Norwegii, Szwecji, Austrii, Niemiec, Szwajcarii, Estonii, Litwy, Ukrainy, Słowacji. To nie tylko fizyczne eksponaty, kolekcję wzbogacają też ikonografia, fotografie, dokumentacja odkryć archeologicznych i opracowania naukowe.
Znawcy, którzy odwiedzają wystawę, często podkreślają, że jest to jedna z trzech najważniejszych kolekcji tego typu na świecie. Dzięki niej możemy prześledzić, jak ewoluował sprzęt narciarski na przestrzeni lat, nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. - Dziś traktujemy narty jako element rekreacji, ale warto pamiętać, że przez tysiące lat były one niezbędnym narzędziem życia codziennego - przypomina pani kustosz. To wszystko sprawia, że kolekcja nie jest jedynie zbiorem dawnych przedmiotów, ale prawdziwą podróżą przez historię narciarstwa, od jego pradawnych początków aż po współczesność.
Z piwnicy na wystawę - niezwykłe historie muzealnych eksponatów
Jeśli ktoś znajdzie w piwnicy czy na strychu stare narty, zwłaszcza jeśli wyglądają na wyjątkowo wiekowe może się z skontaktować z muzeum. - Najcenniejsze dla nas są eksponaty z dobrze udokumentowaną historią - zaznacza Barbara Talar. Każda informacja o pochodzeniu, dacie wykonania czy osobach, które ich używały, jest dla muzeum niezwykle cenna.
Czasem jednak historia eksponatu ujawnia się dopiero po dokładnej analizie. Tak było z nartami znalezionymi kilka lat temu przy śmietniku w Nowym Sączu. - Początkowo wyglądały na bezwartościowe: brudne, pokryte pleśnią, a wiązania całkowicie zardzewiałe - wspomina pani kustosz. Po starannej konserwacji okazało się jednak, że to piękna para z lat 50., wykonana z niezwykłą precyzją. Dziś jest częścią wystawy i dowodem na to, że prawdziwe skarby mogą kryć się w najmniej oczekiwanych miejscach. Podobną historię mają narty wykonane w 1945 lub 1946 roku przez miejscowego stolarza dla jego synów. Przez lata służyły im do jazdy, a potem zniknęły na strychu starego domu. Odkryto je dopiero podczas rozbiórki i przekazano do muzeum.
W kolekcji znajduje się też prawdziwa perełka dla fanów sportu - narta podarowana przez samego Adama Małysza, z jego autografem i dedykacją dla muzeum. To swoisty most między historią a współczesnością. Od najstarszego eksponatu z połowy XVIII wieku po sprzęt legendarnego skoczka - ta kolekcja pokazuje pełne spektrum rozwoju narciarstwa. - Reakcja dzieci, które oglądają nartę Małysza, mówi sama za siebie: "Wow! Adam Małysz się podpisał! Robimy zdjęcie na pamiątkę!" - uśmiecha się pani kustosz.
Mini skansen - historia w miniaturze
Nie tylko narty przyciągają do muzeum. Wielką atrakcją jest mini skansen stworzony ponad 20 lat temu przez Edwarda Grucelę - artystę, społecznika i współzałożyciela muzeum. To niezwykła kolekcja modeli dawnych budynków, które kiedyś istniały lub nadal istnieją w regionie. Można tu zobaczyć miniaturowy folusz - warsztat do filcowania wełnianego płótna, świdernię, gdzie drążono drewniane rury wodociągowe, młyn wodny, olejarnię, kurną chatę czy dom szewca.
Nie zabrakło też modelu legendarnej Szkoły nad Obłokami, nawiązującego do gospodarstwa Nosalów, opisanego przez Marię Kownacką. - Dzieci uwielbiają tę ekspozycję. Mogą zajrzeć do wnętrz przez otwierane dachy, a nawet uruchomić niektóre modele, by zobaczyć, jak działały dawne mechanizmy - mówi Barbara Talar. To niezwykle interaktywny i fascynujący element wystawy, który przenosi zwiedzających w świat dawnej Piwnicznej.