Ewa Pasierbiewicz-Biernat
Dziennikarka
Ewa Pasierbiewicz-Biernat, dziennikarka
W dziennikarstwie od prawie 30 lat. Zaczynałam w radiu i w radiu nadal jestem. To ono nauczyło mnie szybkości reakcji, pracy "na żywo" i ogromnego szacunku do słowa mówionego. Lubię oddawać głos tym, których warto usłyszeć i zabierać słuchaczy w miejsca, w których akurat jestem: od górskich szlaków po małe wioski.
W swojej pracy najbardziej cenię to, że mogę poznawać ludzi, ich historie i miejsca, o których czasem nie mówi nikt - a warto. Lubię patrzeć na świat z bliska, rozmawiać bez pośpiechu, słuchać, co ktoś naprawdę chce powiedzieć. Najlepiej czuję się w tematach lokalnych i społecznych. Tam, gdzie jest codzienność, zwyczaje, przyroda i kultura, które tworzą prawdziwe życie.
Dziennikarstwo to dla mnie nie tylko zawód, ale sposób patrzenia na świat. Bo kiedy już raz nauczysz się słuchać ludzi naprawdę, zauważać szczegóły, które innym umykają, i widzieć historię tam, gdzie ktoś inny widzi tylko codzienność - to tak już zostaje.
Kontakt: ewa.pasierbiewicz@radioagora.pl
Wysokie góry nie wybaczają błędów i nie uznają kompromisów. W Dniu Przewodnika warto przypomnieć, że za każdym zdobytym szczytem stoi ktoś, kto potrafi powiedzieć "idziemy dalej" lub "zawracamy". Zofia Bachleda, przewodniczka wysokogórska, od lat prowadzi ludzi tam, gdzie kończą się wygodne ścieżki, a zaczyna prawdziwa odpowiedzialność. Świat przewodnictwa to pasja, respekt wobec natury i codzienna gotowość do podejmowania decyzji, od których zależy bezpieczeństwo innych.
Dziś Dzień Kota - święto mruczących domowników, którzy potrafią przejąć kanapę, fotel i najlepsze miejsce na parapecie. Za ich spokojnym spojrzeniem kryją się jednak historie dalekie od sielanki. W Rzeszowie wolontariusze Fundacji Felineus każdego dnia pokazują, że adopcja to nie chwilowy gest, lecz decyzja na lata, a za jednym „miau” często stoi długa droga od bezdomności do bezpiecznego domu.
Zanim utrzymanie dróg stało się procesem wspieranym przez nowoczesny sprzęt i automatykę, opierało się na pracy ludzi i prostych narzędzi. Drogowcy ręcznie kosili pobocza, łatali ubytki w nawierzchni, odśnieżali drogi i zliczali przejeżdżające pojazdy. Izba Pamięci Drogownictwa w Skwierzynie (woj. lubuskie) przywołuje ten świat sprzed lat, pokazując codzienność pracy, która miała bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo i funkcjonowanie regionu, choć rzadko była zauważana.
Zapach świeżo smażonych pączków trudno pomylić z czymkolwiek innym. W domu Grażyny Dereń to nie sezonowa atrakcja, ale stały element rodzinnej tradycji. Dziś jej wypiek widnieje na liście produktów regionalnych, jednak jego historia zaczęła się dużo wcześniej - przy kuchennym stole, gdzie receptura przechodziła z rąk do rąk.
Sprawa schroniska w Sobolewie wstrząsnęła opinią publiczną i szybko przestała być lokalnym problemem. To, co wyszło na jaw, odsłoniło nie tylko dramat zwierząt, ale też słabości systemu, który miał je chronić.
Nie każdy ślub potrzebuje blasku reflektorów i głośnej oprawy. Coraz częściej najważniejsze są emocje. Uchwycone w spojrzeniu i geście. W Zielonej Górze wiele par wybiera kameralność i bliskość, pozwalając wydarzeniom toczyć się własnym rytmem, bez sztywnego scenariusza. Katarzyna Kaczmarek, znana w sieci jako Pani Słowikowa, fotografuje te momenty, tworząc obrazy, które nie opowiadają o widowisku, lecz o ludziach i ich relacji.
W środku zimy, gdy większość szuka ciepła, oni wybierają lodowatą wodę. I robią to nieprzypadkowo. Dla zielonogórskich morsów finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy to coś znacznie więcej niż kolejny punkt w zimowym kalendarzu. To symboliczny moment, bo od lat właśnie morsowanie otwiera miejski finał Orkiestry. Zimna woda przestaje być wyłącznie próbą dla ciała, a staje się głośnym i radosnym gestem solidarności.
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy od lat łączy pomaganie z aktywnością fizyczną, pokazując, że wsparcie można okazywać na wiele sposobów. W sobotę, w przeddzień finału WOŚP, o godzinie 13.00 w hali CRS w Zielonej Górze wystartuje Orkiestrowy Lubuski Maraton Indoor Cycling & Running. To jedno z największych sportowych wydarzeń towarzyszących Orkiestrze w regionie - z udziałem ponad 200 rowerów stacjonarnych i 12 bieżni. Maraton skierowany jest do tych, którzy chcą się ruszyć i pomóc jednocześnie, bez presji rywalizacji i bez względu na pogodę.
Między polami - z dala od głównych dróg i poza oczywistymi punktami na mapach - jest miejsce, które od ponad osiemdziesięciu lat nosi nazwę Betlejem. Nie nadali jej urzędnicy ani geodeci. Przylgnęła sama - od jednego światła, które po zmroku wskazywało drogę wracającym z pól. Dziś podkarpackie Betlejem żyje nie tylko wspomnieniem tamtego blasku, ale także kolędą niesioną przez pola, spotkaniami i tradycją, która wciąż potrafi gromadzić ludzi wokół rzeczy najprostszych.
Na tych niewielkich kartonikach mieści się całe miasto: ulice i budynki, których już nie ma, zwyczaje, które przepadły i te, które powoli wracają. Doktor Grzegorz Biszczanik, historyk i regionalista, od ponad dwóch dekad zbiera pocztówki przedstawiające Zieloną Górę, tworząc z nich prywatne archiwum pamięci. W jego albumach Zielona Góra odzyskuje swoje barwy. Czasem wiernie oddane, a czasem podkolorowane przez wydawców. W tych obrazach odbija się nie tylko przeszłość miasta, lecz także emocje współczesnych zielonogórzan, którzy na nowo odkrywają swoje ulice.
Na Śląsku Cieszyńskim czas świąt mierzy się inaczej niż w kalendarzu. Zaczyna się na długo przed Wigilią - w kuchniach, gdzie od tygodni powstają drobne, misternie przygotowywane ciasteczka. Wypiekane według rodzinnych receptur, przekazywanych z pokolenia na pokolenie, nie są jedynie dodatkiem do świątecznego stołu. Mają wystarczyć do Nowego Roku i symbolicznie zapewnić domowi dostatek oraz spokój na kolejne miesiące.
Na leśnej polanie w Rymanowie stoi wieża, która nie ma tarasu, schodów ani widoku na panoramę gór. Została wzniesiona dla tych, którzy latają nocą i znikają o świcie. W czasach, gdy stare strychy znikają z krajobrazu, a nowe budynki są szczelne jak sejfy, to właśnie tutaj nietoperze dostają szansę na bezpieczne życie. Wieża, to kolejny etap jednego z największych europejskich programów ochrony nietoperzy, prowadzonego w Polsce od blisko trzech dekad.
W Rudniku nad Sanem wiklina nie jest dodatkiem do krajobrazu. To element, który definiuje miasto. Widoczny w przestrzeni publicznej, w pracowniach rzemieślników i w projektach, o których słyszy się daleko poza Podkarpaciem. Centrum Wikliniarstwa znajdzie się na światowej liście UNESCO, a oficjalne ogłoszenie wpisu nastąpi podczas konferencji w New Delhi w przyszłym tygodniu.
Na zabytkowym bicyklu sprzed 150 lat przejechał całą Polskę. Prawie 2700 kilometrów pod wiatr, w deszczu, w samotności i wśród tysięcy ludzkich uśmiechów. Jechał dla swojej córki Emilki, zamieniając archaiczny pojazd w symbol determinacji i ojcowskiej miłości. Ta wyprawa stała się czymś więcej niż sportowym wyzwaniem. Stała się opowieścią o człowieku, który udowodnił, że kiedy walczy się o najbliższych, nie istnieją rzeczy niemożliwe.
We wsi Nietoperek, tuż przy dawnej stacji kolejowej, powstała jedna z najbardziej oryginalnych atrakcji regionu - kolejka ogrodowa, którą Jerzy Jóźwiak buduje od półtorej dekady. Jej tor oplata całą posesję, a w miniaturowym krajobrazie pojawiają się mosty, budynki i konstrukcje inspirowane okolicą. Każdy jej przejazd odsłania część historii człowieka, który pozwolił, by jego pasja stała się częścią codziennego życia.
Chwasty z ogródka równie dobre jak szpinak czy sałata? Pasjonaci z Podkarpacia pokazują, że naturalne dobro jest często na wyciągnięcie ręki. Od pokoleń zbierają rośliny i edukują na temat tego, co można z nich zrobić. Moda na zielarstwo, jak mówią, rozszerza się ostatnio na całą Polskę.
Pod szklanym dachem Storczykarni w Łańcucie kwitnie największa w Polsce kolekcja tych niezwykłych roślin. Kuszą egzotycznym wyglądem, zachwycają bogactwem barw i kształtów, ale ich zapach potrafi zaskoczyć. Nie zawsze jest tak uwodzicielski, jak sugerowałaby delikatna uroda. To właśnie ta różnorodność sprawia, że wizyta w tym miejscu staje się niepowtarzalnym doświadczeniem.
Medynia Głogowska przez lata skrywała swoje garncarskie dziedzictwo. Glina była tu czymś oczywistym, codziennym, często niedocenianym. Dziś jest symbolem tradycji i dumy, przyciągając turystów, miłośników rękodzieła i artystów z całego kraju. Stała się miejscem, w którym historia spotyka się z nowoczesnością, a każdy odwiedzający może spróbować swoich sił przy kole garncarskim i odkryć, czym jest siwa ceramika.
Na północnym wschodzie Rumunii, w zielonych dolinach Bukowiny, od pokoleń mieszkają Polacy. Przybyli tu jeszcze w XIX wieku, głównie z Galicji, w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. Zakładali osady, budowali kościoły, pielęgnowali mowę ojczystą i obyczaje przodków. Dziś polskie wsie takie jak Nowy Sołoniec, Plesza, Pojana Mikuli czy Kaczyka są żywymi pomnikami tej historii - gdzie wciąż mówi się po polsku, gotuje po polsku i świętuje po polsku.
Ukryte między Sanokiem a Leskiem, Góry Słonne rzadko trafiają na pierwsze strony przewodników. Nie mają ani tatrzańskiej ostrości, ani bieszczadzkiej legendy. A jednak, kto raz powędruje ich grzbietem, zwykle wraca - dla ciszy bukowych lasów, serpentyn wijących się nad dolinami i miejsc, które na trwałe zapadają w pamięć.