"Widać taką nerwowość w tych zdjęciach". Jak znaleziono unikatowe klisze z getta warszawskiego?
Autorem unikatowych zdjęć jest Zbigniew Leszek Grzywaczewski, który w czasie okupacji służył w Warszawskiej Straży Ogniowej. Niemcy wysłali strażaków do getta, by pilnowali, czy ogień nie przeniesie się za mury, na tak zwaną aryjską stronę.
Negatywy przeleżały w pudle 80 lat. O ich poszukanie Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN poprosiło rodzinę Grzywaczewskiego. Syn strażaka przyznaje, że z własnej inicjatywy go do tego nie ciągnęło. - Każdy powrót do zdjęć z młodości rodziców jest pełen emocji, bo człowiek przypomina sobie piękne chwile z dzieciństwa, piękną mamę itd., więc nie wracałem do tego - mówi Maciej Grzywaczewski. - Właściwie tylko dzięki temu, że muzeum mocno mnie motywowało, wziąłem te wszystkie kartony od siostry. Było ich pięć. Wieczór po wieczorze, na kaszubskiej wsi, przeglądałem te negatywy - dodaje.
Wojna i miłość
Zdjęć jest 48. Z kadrowania widać, że były robione z ukrycia, często z wysokości klatki piersiowej, aparatem wysuniętym spod munduru. - Widać taką nerwowość w tych zdjęciach - mówi syn fotografa. - Chciał jak najwięcej udokumentować, czasem źle przesunął film i klatki nakładają się na siebie. A potem wychodził z getta i robił zdjęcia mojej mamie. Chciałoby się powiedzieć: wojna i miłość - opowiada.
To właśnie negatywy z portretami mamy początkowo zmyliły Macieja Grzywaczewskiego. - Nie wierzyłem, że coś znajdę - mówi. - Ojciec wiele rzeczy pochował. Myślałem, że tak samo zrobił z tymi negatywami. Gdy wziąłem tę rolkę i ją rozwinąłem, to zobaczyłem zdjęcia mamy. Nawet do końca nie rozwijałem filmu, ale w momencie, w którym odsuwałem go na bok, zobaczyłem zdjęcie Żydów prowadzonych na Umschlagplatz. Rozwinąłem i znalazłem - wspomina.
12 zdjęć z tej właśnie kliszy jest w muzeum w Stanach Zjednoczonych. Inne nie były nigdy publikowane. Co ciekawe, nawet o tych dwunastu syn Zbigniewa Leszka Grzywaczewskiego nie wiedział. - Ojciec nigdy nam nie powiedział, że część zdjęć jest w muzeum w Waszyngtonie. On zawsze był taki 'cichociemny', nic nam nie mówił - przyznaje nasz rozmówca.
'Wokół nas morze ognia'
Zdjęcia ze znalezionej kliszy będzie można zobaczyć na wystawie 'Wokół nas morze ognia', która poświęcona będzie losom cywilów podczas powstania w getcie warszawskim, a która jest właśnie przygotowywana z okazji przypadającej w tym roku 80. rocznicy zrywu.
- Te zdjęcia są świadectwem fotograficznym zagłady nie z perspektywy niemieckiej - mówi konsultant wystawy prof. Jacek Leociak. - Przytłaczająca część zdjęć z getta była właśnie przedstawiana z tej perspektywy niemieckiej. Czy to w albumach, czy w filmach - widzieliśmy zawsze materiały niemieckie. Dlatego cały świat wyobraża sobie getto oczami Niemców. A tutaj mamy sytuację, kiedy w getcie pojawia się Polak i z własnego, spontanicznego odruchu serca zabiera aparat i robi zdjęcia. Mamy zatem do czynienia z fenomenem. Na jego zdjęciach widzimy ludzi, nie tylko odhumanizowane ofiary - dodaje.
- Getto było otoczone murami. Nielicznym udawało się tam wejść i zobaczyć to wszystko na własne oczy - kontynuuje prof. Leociak. - Dzięki tym zdjęciom możemy zobaczyć konkretną grupę ludzi, która z Żelaznej idzie przez Nowolipie na Umschlagplatz - dodaje.
- Ten negatyw musiał się znaleźć właśnie teraz, na 80. rocznicę wybuchu powstania w getcie - mówi Grzywaczewski. - Oczywiście gdyby mnie muzeum nie motywowało, to pewnie do tej pory bym tego nie odnalazł. Myślę, że wiele osób ma takie skarby i nawet nie wie, że je ma - podsumowuje.
>> Czytaj także: Muzeum POLIN szuka wolontariuszy. Akcja Żonkile wychodzi poza Warszawę