Ukraińska szkoła w Warszawie. ''Gdy widzę, że któreś z dzieci na korytarzu płacze, wiem, że coś się dzieje z jego bliskim"
Szkołę ukraińską w Warszawie stworzyła Fundacja 'Nasz Wybór' założona w 2009 roku przez Ukraińców i Polaków, aby pracować na rzecz ukraińskich migrantów w Polsce. Aktualnie fundacja jest w trakcie formalnej zmiany nazwy na 'Dom Ukraiński'.
Do wojny w tej warszawskiej organizacji pracowało 11 osób na stałe plus około 30 przy różnych projektach. - Wojna wszystko zmieniła. Dziś mamy ponad 150 osób, które z nami pracują, a latem, gdy były zajęcia dla ukraińskich dzieci, tych osób było nawet więcej - mówi prezeska fundacji Myroslava Keryk.
Fundacja od początku wojny działa na rzecz społeczności ukraińskiej w Polsce. Pomaga we wszystkich sferach życia - organizuje wsparcie psychologiczne i prawne, pomoc w znalezieniu mieszkania czy pracy, zajęcia integracyjne. - Rozwinęliśmy też m.in. kluby dla kobiet. Obecnie mamy pięć klubów w Warszawie i jeden poza stolicą. Kobiety się spotykają, same decydują, co chcą wspólnie robić. Przy okazji są to też grupy wsparcia, co jest niezwykle ważne - opowiada Keryk.
Szkoła ukraińska w Warszawie
Jednym z ważniejszych działań fundacji jest też ukraińska szkoła w Warszawie. - Mamy 270 uczniów. Nauczycielkami i innymi pracownikami są uchodźcy i uchodźczynie. Szkoła realizuje ukraiński system nauczania, choć jest też nauka języka polskiego. Chodzi o to, aby uczeń, który zechce się na jakimś etapie przenieść do innej placówki, miał taką możliwość - tłumaczy prezeska fundacji. Dzieci kształcą się na poziomie poszczególnych klas - w sumie w kilkunastu oddziałach.
Jednym z uczniów jest 10-letni Lev, który trafił do Polski z mamą, uciekając przed wojną. Do dziś przeżywa traumę i lęki. Zdarza się, że w nocy budzi się przerażony, kiedy zza okna dobiega odgłos przejeżdżającej karetki.
Jak wspomina pierwsze dni wojny? 'Obudził mnie głośny dźwięk. Nie wiedziałem, co się dzieje. Wystraszyłem się. Zatkałem uszy, wyskoczyłem z łóżka i pobiegłem do mamy. Nerwowo biegała po mieszkaniu. Widziałem, że też się boi. Wytłumaczyła mi, że ten dźwięk to syrena alarmowa i że wyje, kiedy do naszego domu zbliżają się bomby' - czytamy na profilu Ukraińskiego Domu.
W szkole są dzieci i nauczyciele z wielu miast Ukrainy, w szczególności jednak ze wschodniej części kraju, gdzie toczą się działania zbrojne - z Charkowa, Mariupola, Chersonia i wielu innych miejsc. Pierwszeństwo miały dzieci z tych miejscowości, w których ich szkół już nie ma, nie miały możliwości nauki zdalnej.
Chcą szybko wrócić do domu
Jak słyszymy, rodzice szukali szkoły ukraińskiej, bo wciąż myślą o rychłym powrocie do domu. Dlatego duża część z nich nie posłała swoich dzieci do polskich szkół. Szacuje się, że w Warszawie połowa dzieci uczy się on-line lub nie uczy się wcale.
- Wiem, że część rodziców bało się, że ich dzieci nie dadzą sobie rady w polskim systemie nauczania. Zwłaszcza mówimy tu o nastolatkach, dzieciach z VII czy VIII klasy szkoły podstawowej, które muszą zdawać egzamin ósmoklasisty. A to jest dla nich ogromnym wyzwaniem i dużym stresem. Nie mają przecież wystarczającej wiedzy o polskiej literaturze, gramatyce, historii. Są w Polsce dopiero od roku czy od kilku miesięcy - mówi Myrosia Keryk. - Po szkole ukraińskiej łatwiej będzie wrócić na Ukrainę - dodaje.
Prezeska Domu Ukraińskiego nie kryje, że czasami widzi na szkolnych korytarzach dzieci, które płaczą albo smutne, samotnie siedzą w kącie. - Gdy widzę łzy, wiem, że nie chodzi o jakiś konflikt rówieśniczy czy problemy z lekcjami, ale o to, że w Ukrainie dzieje się coś złego. Na przykład są ataki rakietowe. Dzieci boją się o swoich bliskich - tatę, brata, wujka, którzy są na tej wojnie. To widać - mówi pani Myroslava.
Dodaje jednocześnie, że w ukraińskiej szkole dzieci się odnalazły. - Naprawdę szybko na szkolnych korytarzach pojawił się uśmiech, głośne rozmowy, hałas. To znaczy, że dobrze się tu czują i chcą tu być. Wśród swoich rówieśników z Ukrainy, mówiących w ich języku - słyszymy.