,
Obserwuj
Mazowieckie

W Wielkanoc motorniczowie w Warszawie wcale nie chcieli ruszać z zajezdni. Bali się wandali i kalichlorku

Tamara Pawlik-Lipska
4 min. czytania
09.04.2023 10:00
Gdy zbliża się Boże Narodzenie, mieszkańcy Warszawy i turyści dobrze wiedzą, gdzie pójść, by poczuć ten świąteczny klimat. Na Trakcie Królewskim pojawiają się iluminacje, na placu Zamkowym - wielka choinka. A czy wiemy, dokąd wybrać się w okresie wielkanocnym?
|
|
fot. SŁAWOMIR KAMIŃSKI

Tradycje wielkanocne sięgają w Warszawie czasów królewskich. O tych najciekawszych rozmawialiśmy z varsavianistką Hanką Warszawianką.

Droga krzyżowa, której już nie ma

W XVIII wieku Wettynowie - obejmując tron w Polsce - stali się katolikami. Musieli się jednak wkupić w łaski ludu. - Zrobili to w sposób zupełnie niezwykły - mówi varsavianistka Hanka Warszawianka. - Dzisiaj, jadąc Alejami Ujazdowskimi, nie zdajemy sobie sprawy, że te aleje w czasach Zygmunta III Wazy nie istniały. Na południe jechało się do Jazdrowa wiejską ulicą. Trakt Alej Ujazdowskich został wytyczony nie po to, żeby po nim jeździć karocami, ale to była właśnie droga krzyżowa. W Wielki Piątek warszawiacy mieli iść tędy i upamiętniać mękę Chrystusa - opowiada.

Tę drogę nazywano Drogą Kalwaryjską. Prowadziła ona z rozdroża Złotych Krzyży (czyli obecnego placu Trzech Krzyży) do kościoła świętej Anny (tej świątyni już nie ma, znajdowała się w okolicach Belwederu). Wzdłuż drogi powstały 34 stacje - jako kapliczki z płaskorzeźbami (dziś droga krzyżowa liczy 14 stacji). Niektórzy historycy podejrzewają, że płaskorzeźba znajdująca się niedaleko placu Na Rozdrożu, w Alejach Ujazdowskich, jest pozostałością właśnie jednej z takich kapliczek. - Z tej drogi krzyżowej na pewno zachowało się coś innego - mówi Hanka Warszawianka. - To krzyże, które dały nazwę przestrzeni placu Trzech Krzyży właśnie. Stoją one na kolumnach i pochodzą z Drogi Kalwaryjskiej - dodaje.

Również na placu Trzech Krzyży, w kościele pw. świętego Aleksandra, znajduje się figura Chrystusa złożonego w grobie, wykonana z marmuru, która kiedyś znajdowała się w nieistniejącym już, a kończącym Drogę Kalwaryjską, kościele świętej Anny. - Plac Trzech Krzyży urbanistycznie z warszawskim obchodzeniem Wielkiejnocy powinien nam się wiązać najmocniej - zauważa nasza rozmówczyni. - Co ciekawe, wcale tak nie jest, bo jeździmy Alejami Ujazdowskimi, a nie Drogą Kalwaryjską. Gdyby ta nazwa została, to może mielibyśmy to mocniej zakorzenione w świadomości - zastanawia się.

Królewska tradycja warszawska

- Kolejną pozostałością tradycji znanej już w XVIII wieku, czyli znów związanej z Wettynami, jest wielkoczwartkowe obmywanie nóg - opowiada dalej Hanka Warszawianka. - To król w tym dniu obmywał nogi starcom. Był to gest znany z Biblii, gdy Chrystus obmywał nogi innym. W Warszawie w katedrze robił to właśnie król, a osobami, wobec których pokłonił się ten jeden raz w roku, byli właśnie starcy. Dzisiaj biskup warszawski również w katedrze obmywa nogi osobom najbardziej doświadczonym przez los, czyli na przykład bezdomnym - wskazuje varsavianistka.

Dawniej w Wielką Sobotę na warszawskich ulicach pojawiały się tłumy. Mieszkańcy szli odwiedzić Groby Pańskie w różnych kościołach. Te najczęściej oglądane znajdowały się przy Trakcie Królewskim - od kościoła Świętego Krzyża aż do świątyń przy Starym i Nowym Mieście. - W Warszawie Groby Pańskie odwiedzały już królowe z dynastii Wettynów - mówi Warszawianka. - One jednak pojawiały się z wizytą w bardzo konkretnych kościołach: Reformatów, czyli na Senatorskiej, Karmelitów przy Pałacu Prezydenckim i oczywiście u Wizytek, bo to królewski zakon, podobnie jak Sakramentki - dodaje.

Nie tylko religijność warszawiaków była powodem sobotnich wycieczek po kościołach. To właśnie one bardzo często były miejscem, w którym można było zaprezentować stosunek do państwa. Motywy wolnościowe i elementy patriotyczne pojawiające się przy Grobach Pańskich często manifestowały się tam mocniej niż w przestrzeniach publicznych, gdzie było to zabronione i często brutalnie ucinane.

Jedną z najbardziej zaangażowanych politycznie świątyń był od lat kościół św. Anny. To kościół akademicki. - Można powiedzieć, że był on w awangardzie, (?) właściwie to był taki lider wśród mówienia między wierszami - podkreśla nasza rozmówczyni.

Święconka na talerzu albo w koszyku

Wielka Sobota to dzień, w którym święci się pokarmy. W Warszawie niegdyś pokarmy niesiono jednak w dwojaki sposób - jedni do tego używali bogato zdobionego talerza, inni - koszyka. Po tym można było poznać, czy rodzina była z miasta, czy ze wsi. Tradycję noszenia święconki w koszyczku 'przyniosły' osoby z okolicznych wsi, które w XIX wieku zaczęły przeprowadzać się do Warszawy. - Jeśli chcemy obchodzić Wielkanoc z fasonem i arcywarszawsko, powinniśmy zanieść jedzenie do kościoła na półmisku - żartuje Hanka Warszawianka.

W Wielką Niedzielę tramwaje zostawały w zajezdniach

Wielka Niedziela natomiast zaczynała się w Warszawie bardzo głośno. Już w czasach królewskich na wiwat Zmartwychwstałemu strzelały wszystkie armaty. Ta idea wybuchów została po II wojnie przejęta przez młodych chuliganów, którzy podkładali na torach tramwajowych kalichlorek, czyli materiał wybuchowy. Gdy tramwaj na to najeżdżał, dochodziło do wielkiego wybuchu. Motorniczowie zaczęli więc odmawiać wyjeżdżania z zajezdni w Niedzielę Wielkanocną. Przez pierwsze lata powojenne, w pierwszy dzień świąt, zajezdnie były zatem pełne tramwajów.

Wiadrem, workiem lub? perfumami

Śmigus-dyngus i jego mokre obchody również zależały od tego, skąd pochodzili mieszkańcy Warszawy. - Sam zwyczaj polewania się wodą w tym dniu najprawdopodobniej przyszedł do stolicy w XIX wieku, razem z tłumnie pojawiającymi się mieszkańcami wsi - mówi Hanka Warszawianka. - Ludność napływała do Warszawy nie tylko z okolicy, ale także i z miejscowości znacznie oddalonych. Z nią przyszła tradycja ganiania się z wiadrami po ulicach. Ten zwyczaj jeszcze w latach 80. niezwykle żywy był na blokowiskach, choć wtedy częściej używano woreczków z wodą niż wiader. Wrzucano je do autobusów czy nawet zrzucano z balkonów - wspomina.

Eleganckie towarzystwo w Warszawie z kolei nie oblewało się wodą, ale? perfumami.