,
Obserwuj
Mazowieckie

"Widzą po sobie przemęczenie. Wolą odejść, a nie ryzykować". Trudna sytuacja dyżurnych ruchu na kolei

Szymon Kępka
3 min. czytania
13.04.2023 12:37
Kolejowi dyżurni ruchu są przepracowani - słyszymy od związkowców, którzy podkreślają, że najtrudniejsza sytuacja jest w Warszawie. To tu doszło ostatnio do kilku incydentów, w wyniku których pociągi zostały skierowane na niewłaściwe tory. Powody pomyłek wyjaśni specjalna komisja.
|
|
fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl

O incydentach z kierowaniem pociągów na niewłaściwe tory słyszymy od kilku tygodniu. Ostatni raz - we wtorek (11 kwietnia) - taka sytuacja miała miejsce na stacji Warszawa Wschodnia. Przed godziną 14 skład - zamiast w kierunku Otwocka - został skierowany do Rembertowa.

PKP PLK zapewniało, że sytuację opanowano i że nie było zagrożenia dla podróżnych. - Ustawienie urządzeń, rozjazdów i semaforów zezwalało maszyniście na bezpieczną jazdę po wolnym torze. Po sprawdzeniu przez komisję pociąg cofnięto do stacji, gdzie po przygotowaniu drogi przebiegu skład ruszył do Otwocka - wyjaśniał Polskiej Agencji Prasowej rzecznik PKP PLK Karol Jakubowski.

Problem w tym, że to kolejny taki incydent. Wcześniej podobne sytuacje zdarzały się trzykrotnie na stacji Warszawa Zachodnia i raz na stacji Warszawa Gdańska. Ich przyczyny ma wyjaśniać specjalna komisja kolejowa.

Przepracowani i multizadaniowi

Gdy rozmawiamy ze związkowcami, mówią wprost, że sytuacja osób na stanowiskach kierowania ruchem jest trudna - zwłaszcza jeśli chodzi o Warszawę, gdzie występuje duży ruch. Zwracają nam uwagę, że tylko w ciągu doby przez stolicę przejeżdżają setki pociągów i średnio co półtorej minuty trzeba zdecydować, gdzie pokierować dany skład.

- Wszystko, co związane z przebudową, ostrzeganie pracowników pracujących na torach, komunikowanie się z drużynami pociągowymi, jeśli są zaburzenia rozkładu jazdy, to wszystko jest tu skumulowane - mówi Grzegorz Herzyk ze Związku Zawodowego Dyżurnych Ruchu w PKP. - Praca w takich warunkach może nakładać na niektórych pracowników dodatkową presję w i tak bardzo stresującym zawodzie - dodaje.

Ten głos potwierdzają też specjaliści z branży kolejowej. - Wiemy od ludzi, którzy pracują na tych stanowiskach, w tych zespołach, że jest ciężko. Oni są obarczani nowymi obowiązkami, na nich spoczywają nie tylko drogi przebiegu pociągu, ale też zarządzanie informacją na stacji. Nie powinny zarządzać tym te same osoby, które decydują, którą drogą pojedzie pociąg - przekonuje Tomasz Gidelski ze stowarzyszenia Bezpieczna i Przyjazna Kolej.

Obciążeni na emeryturę

PKP PLK - po incydentach z kierowaniem pociągów na niewłaściwe tory - zapowiadało tzw. koła ratunkowe. Miały to być wzmocnienia obsady dyżurnych ruchu przez nadzorców albo instruktorów. Związkowcy potwierdzają, że jest takie wsparcie, ale tylko w ciągu dnia. W nocy, jak mówią, nie ma o tym mowy. Związkowcy podają, że władze PKP PLK starały się zapewnić pracowników o tym, że nie muszą pracować pod presją czasu. W praktyce jednak bywa różnie. Sytuacji nie ułatwiają też problemy kadrowe, o których mówią nasi rozmówcy.

- Pracownicy widzą po sobie przemęczenie. Wolą odejść, a nie ryzykować [błędu]. Wynika to z nawarstwienia obowiązków różnego rodzaju. Są też duże liczby osób odchodzących na emerytury - wyjaśnia Herzyk.

Stowarzyszenie Bezpieczna i Przyjazna Kolej łączy braki kadrowe z liczbą incydentów na torach. - Jeszcze parę lat temu tych dyżurnych było więcej, a przypadków było mniej. Ja widzę powiązanie między kadrą dyżurnych ruchu, a tym, że te przypadki [ich liczba] się zwiększają - mówi przewodniczący Gidelski.

Pytaliśmy PKP PLK o braki kadrowe i sprawę obciążenia pracą dyżurnych ruchu, ale do momentu publikacji tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.