Zostawił pracę, by pomóc chorym rodzicom. "Robię coś ważnego dla społeczeństwa. Nie zmieniłbym tej decyzji''
Marcel Andino Velez specjalizuje się w pomocy osobom starszym i schorowanym, w szczególności cierpiącym na Alzheimera i inne choroby demencyjne. Prowadzi działalność z tym związaną. Jest certyfikowanym opiekunem medycznym i koordynatorem opieki, a także wiceprzewodniczącym mazowieckiego okręgu Polskiego Towarzystwa Gerontologicznego.
Andino Velez z wykształcenia jest etnografem i antropologiem kultury. Zanim zajął się pomaganiem osobom starszym, był wicedyrektorem Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. W 2019 roku zrezygnował z pracy zawodowej. Trudno było mu ją połączyć z opieką nad chorymi rodzicami. Jego ojciec miał alzheimera, cukrzycę i niewydolność serca. Zmarł w 2020 roku. Mama jest chora na chorobę dwubiegunową, Andino Velez opiekuje się nią do dziś.
- To jest coś, co czeka tak naprawdę wielu z nas. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że czeka nas starość naszych bliskich i pomoc im - mówi nam Marcel Andino Velez.
Jego odejście z MSN odbiło się szerokim echem. Andino Velez był znaną osobą w świecie kultury i nie tylko, często wypowiadał się w mediach. Wielokrotnie podkreślał zresztą, że uwielbia swoją pracę.
"Robię coś, co jest ważne dla całego społeczeństwa"
Dziś przekonuje, że nigdy nie żałował swojej decyzji, choć nie ukrywa, że było mu ciężko. - Ale na tej nowej drodze życia - po pierwsze - ogromnie dużo się nauczyłem. Po drugie - mam dalej poczucie, że zajmuję się rzeczami bardzo ważnymi. Jako dziennikarz [przez lata pracował w 'Przekroju' - red.] miałem poczucie misji. Opowiadałem czytelnikom o rzeczach istotnych i ciekawych. Z kolei pracując w muzeum, byłem zaangażowany w tworzenie zupełnie nowej instytucji kultury, a teraz - przechodząc na ten inny szczebel - mam wrażenie, że robię coś, co jest ważne dla całego społeczeństwa. Bo problem naszego starzenia się jest problemem statystycznym, demograficznym, politycznym, społecznym, ale też indywidualnym, dotyczącym każdego z nas - wyjaśnia gość TOK FM.
Jak podkreśla, wiele osób - na wieść o chorobie Alzheimera u mamy, taty, brata czy babci - "zapada się w sobie". Nie wie, jak pomóc, od czego zacząć, jakie taka osoba ma uprawnienia i na kogo może liczyć. Wiele osób mówi wprost: zostajemy z tym sami, państwo nie pomaga, a jeśli pomaga, to tylko w ograniczonym stopniu.
Tacy bliscy czują się często jak dzieci we mgle. - Mają diagnozę od lekarza i stają przed dylematem, co z tym zrobić. Zawsze podkreślam, że w tej sytuacji najważniejsze jest znalezienie innych opiekunów, którzy nam podpowiedzą, podzielą się swoim doświadczeniem, wskażą drogę - mówi Andino Velez.
Jak dodaje, internet jest źródłem wiedzy w tej dziedzinie, ale niestety nie brakuje w nim także wielu nieprawdziwych informacji. Największym wsparciem, zdaniem naszego rozmówcy, są właśnie inni opiekunowie. Znaleźć można ich na przykład w różnych grupach w mediach społecznościowych. Andino Velez sam jest administratorem jednej z nich ('Otępienie. Grupa wsparcia dla opiekunów').
- To, co daje taka wspólnota, to jest też pewne uwolnienie się od oceny i od takiego przekonania, że ja coś robię źle, że jestem niewystarczająco dobry czy dobra - mówi nasz gość. Podkreśla, że praca takiego opiekuna jest obciążająca i - zwłaszcza na początku - bez podzielenia się swoimi emocjami z osobami, które rozumieją daną sytuację, jest bardzo trudno.
- Osoby, które opiekują się bliskimi, podlegają ogromnym obciążeniom psychicznym. Doświadczają tzw. stresu opiekuna, który w bardzo szybkim czasie pogarsza ich zdrowie. Ja też przyznam - bo uważam, że należy o tym mówić - że zachorowałem na poważną depresję, która wynikała z sytuacji, w której się znalazłem. Z jednej strony miałem stresującą pracę w muzeum, a z drugiej te obowiązki wobec rodziców, które chciałem spełniać. To było nie do udźwignięcia, absolutny koszmar. Sytuacja wydawała mi się wtedy bez wyjścia. W takiej sytuacji są tysiące osób - opowiada nam Andino Velez.