Protestował na Marszu Papieskim. Dziś czeka na akt oskarżenia. ''Chciałem wesprzeć osoby skrzywdzone przez księży''
Piotr Szkutnik interesuje się historią Kościoła. Protestuje m.in. przeciwko pedofilii wśród księży i ukrywaniu jej przez hierarchów. 2 kwietnia protestował na trasie Narodowego Marszu Papieskiego w Warszawie, który przechodził z ronda Dmowskiego przed bazylikę archikatedralną św. Jana Chrzciciela przy ul. Świętojańskiej.
- Głównym celem mojej kontrmanifestacji było wyrażenie wsparcia dla osób pokrzywdzonych przez księży. Byłem tam sam. Stanąłem w ramach protestu, ponieważ - moim zdaniem - Jan Paweł II ukrywał pedofilię, nawet - można powiedzieć - świadomie i z premedytacją - mówi nam Szkutnik. W czasie protestu trzymał plakat z Janem Pawłem II. - Na plakacie widniały napisy 'zbrodniarz', 'obrońca pedofilii', 'winny', 'hipokryta'. Stałem z tym plakatem na skrzyżowaniu Królewskiej z Marszałkowską i czekałem aż Marsz Papieski zacznie zmierzać w moją stronę. W milczeniu podniosłem plakat - opowiada.
Wspomina, że obrońcy marszu ku czci Jana Pawła II pojawili się przy nim bardzo szybko. - Przez około 20 minut trwały próby zasłonięcia mnie i mojego plakatu - mówi Szkutnik. Jak tłumaczy, spodziewał się, że może pojawić się policja i że może usłyszeć zarzuty. - Nie miałem na celu obrażania kogokolwiek, żadnego z uczestników marszu. Stałem w milczeniu. Uważam, że trzeba manifestować swój sprzeciw wobec wydarzeń w Kościele. Jedni księża byli dewiantami seksualnymi, a inni ich ukrywali - tłumaczy swoje stanowisko.
Jak opowiada, w pewnym momencie został otoczony, a jeden z mężczyzn z Marszu Papieskiego złamał antyramę z plakatem. - Wtedy wkroczyła policja. Zaczęło się legitymowanie i mnie, i tego człowieka, który zabrał to, co trzymałem w dłoniach - relacjonuje nasz rozmówca.
Szkutnik został przewieziony na śródmiejską komendę policji na Wilczej. - Usłyszałem zarzuty z art. 196. Kodeksu karnego, to jest obraza uczuć religijnych. Ale, tak jak mówię, nikogo nie chciałem obrazić, a jedynie pobudzić innych do myślenia. By każdy z nas mógł na chłodno przeanalizować całą sytuację - mówi Szkutnik. Przyznaje, iż spodziewał się, że jego kontrmanifestacja, może 'źle się skończyć', ale - jak dodaje - 'jego wiedza na temat pedofilii w Kościele nie pozwalała mu siedzieć w domu'. - Moje sumienie nie pozwalało mi spokojnie patrzeć na ten Marsz Papieski. Bo potrafię sobie wyobrazić, jak czują się osoby skrzywdzone przez księży. Nie jestem związany z żadną partią czy stowarzyszeniem - przekonuje.
Szkutnik informuje też, że nie zgadza się z postawionym mu zarzutem. - Konstytucyjnie mam prawo do kontrmanifestacji i do wolności wypowiedzi - mówi. Sprawa może zakończyć się grzywną, a nawet więzieniem. - Ale o tym będzie decydował sąd - słyszymy.
Policja odmówiła nam udzielenia informacji w tej sprawie. 'Uprzejmie informuję, że nie wypowiadamy się na temat osób wskazanych z imienia i nazwiska' - przekazał nam sierż. Bartłomiej Śniadała z Wydziału Komunikacji Społecznej Komendy Stołecznej Policji. Piotr Szkutnik czeka na skierowanie do sądu aktu oskarżenia.
Protest Szkutnika miał związek m.in. z reportażem Marcina Gutowskiego z TVN24 'Franciszkańska 3'. Wynika z niego, że papież Jan Paweł II miał wiedzę na temat przestępstw pedofilii popełnianych przez księży już w czasach, gdy kierował archidiecezją krakowską. Reportaż oparty jest m.in. na materiałach z IPN, ale też na zeznaniach ofiar i świadków.
Wiele samorządów w całej Polsce - po reportażu TVN24 - stanęło 'w obronie' papieża Polaka. Przyjmowali uchwały mówiące m.in. o tym, jakie zasługi miał dla Polski i dla Kościoła. Stanowisko dotyczące 'obrony dobrego imienia' Jana Pawła II przyjęli m.in. radni Lublina.