Pójdą w "kondukcie pogrzebowym", bo czują się zmanipulowani przez rząd. "Po wyborach nikt nie będzie chciał rozmawiać"
Osoby z niepełnosprawnościami i ich rodziny w sobotę znów wyjdą na ulicę. Walczą o ustawę o asystencji osobistej, która miała być procedowana razem z projektem o świadczeniu wspierającym. I o ile ten projekt już jest w Sejmie, o tyle ustawy o asystencji wciąż nie widać. - Ta ustawa musi być. Ona jest niezbędna środowisku osób z niepełnosprawnościami - tłumaczy Katarzyna Kosecka, jedna z organizatorek warszawskich protestów przed Kancelarią Prezydenta.
Chodzi o to, by każda osoba z niepełnosprawnością, która tego potrzebuje, mogła liczyć na stałe wsparcie asystenta osobistego, by miała prawo sama go sobie wybrać. Na to potrzebne są pieniądze z budżetu państwa. - Rzecz w tym, by asystenci nie byli finansowani z czasowo wprowadzanych projektów, bo wtedy pieniądze na to są tylko na określony czas, a gdy się kończą, to osoba z niepełnosprawnością pozostaje bez wsparcia - tłumaczą opiekunowie. - Mieliśmy obiecane, że Kancelaria Prezydenta przedstawi projekt do końca 2021 roku, a mamy maj 2023 i projektu nie widać. Jeśli nie teraz, to kiedy? Po wyborach może być tak, że nikt nie będzie chciał z nami rozmawiać - dodaje Katarzyna Kosecka.
Tym razem sobotni protest przybierze formę konduktu żałobnego, który przejdzie ulicami Warszawy - spod Kolumny Zygmunta przed Kancelarię Prezydenta.
Rodzice walczą jednak o coś jeszcze - o zmianę zaproponowanego przez rząd projektu o świadczeniu wspierającym. - Nie chcemy, by projekt wycofano czy zrobiono w pracach nad nim pewną pauzę, ale jest do niego mnóstwo zastrzeżeń - mówi Joanna Dryjańska, która współorganizuje protesty przed Kancelarią Prezydenta.
Aktywistki, które współorganizują protesty i które uczestniczyły w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w rozmowach na temat zmian dotyczących osób z niepełnosprawnościami, dziś nie kryją rozczarowania. Mówią wprost, że czują się zmanipulowane. - Przedstawiono nam projekt o świadczeniu wspierającym w taki sposób, że zadeklarowałyśmy jego poparcie, ale dziś widzimy, ile jest w nim niedopracowanych zapisów - podkreśla Dryjańska. Chodzi m.in. o skalę, na podstawie której oceniana ma być zdolność danej osoby z niepełnosprawnością do samodzielnego funkcjonowania. Część rodziców twierdzi, że - według zasad zaproponowanej skali - rodziny nie załapią się na finansowe wsparcie.
- Czuję się zmanipulowana. I to jeszcze jak. Oczywiście, zwracałyśmy w trakcie rozmów ministrowi uwagę na pułapki, które w tym projekcie widziałyśmy. Ale zapewniano nas, że problemy zostaną wyjaśnione, że kontrowersyjne zapisy będą zmienione. Natomiast okazuje się, że te pułapki wciąż w projekcie są i pisząc tę ustawę, nie wzięto pod uwagę naszych głosów - tłumaczy Joanna Dryjańska. - Ja też się czuję zmanipulowana i wykorzystana. To jest bardzo nie w porządku ze strony twórców tej ustawy, że zrobili rzecz haniebną. Próbują na bardzo delikatnym organizmie - środowisku osób z niepełnosprawnościami - wprowadzać rzeczy, które dawno, gdzie indziej się nie sprawdziły - dodaje Katarzyna Kosecka. A chodzi m.in. o zaproponowaną tzw. skalę hiszpańską do 'oceniania niepełnosprawności' - skalę, z której sama Hiszpania się wycofuje.
Wielkopolska. Zaginęła 15-latka z Lubonia. Miała odjechać autobusem z obcym mężczyzną
- Jest czas na to, by tę ustawę zmienić. Trzeba posłuchać fachowców i z nimi współpracować. Wiem, że w rozmowie z TOK FM minister Paweł Wdówik zapewnił, że ani on, ani inne osoby pracujące nad projektem nie są żółtodziobami w tym zakresie, ale z tej ustawy wynika coś innego - tłumaczy Katarzyna Kosecka. - Ta ustawa będzie bardzo krzywdząca dla osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów, jeśli wejdzie w takiej postaci, jeśli nie zostanie zmieniona w sejmie - dodaje w rozmowie z TOK FM.
Projekt ustawy o świadczeniu wspierającym wywołał w środowisku osób z niepełnosprawnościami skrajne emocje
Część osób stanowczo domaga się jego odrzucenia. - Wiadomo, że wszystkich rzeczy nie da się załatwić od razu. Ale my - jako społeczna inicjatywa Protest 2119 - próbujemy zrobić wszystko, by osób z niepełnosprawnościami nie wyrzucono poza nawias - mówi Kosecka. - W naszej ocenie, w samym rządzie jest jakaś przepychanka, jakieś przeciąganie sił. Wydaje nam się, że stąd się biorą te sprzeczności. Z jednej strony, to polityka, z drugiej - pieniądze, bo niektórzy zapewne po prostu chcą zaoszczędzić - wyjaśnia Joanna Dryjańska.