"Skąd ta chora wściekłość na Szkołę w Chmurze?". Rodzice murem za dyrekcją
Jak już pisaliśmy, w maju Szkoła w Chmurze rozstała się z częścią nauczycieli. Bez pracy zostali ci zatrudnieni na niepełny etat i w oparciu o umowy cywilno-prawne. - Od 12 czerwca do końca sierpnia nie mamy dla nich pracy, którą możemy im zlecić, bo nas nie stać na tę pracę - wyjaśnia dyrektorka szkoły Barbara Jędrusiak w filmie opublikowanym na Facebooku.
Z początkiem roku minister edukacji czterokrotnie obniżył finansowanie tym szkołom, które masowo zapisują młodzież chcącą kontynuować naukę w systemie edukacji domowej. Placówki, które mają więcej niż 200 takich uczniów, dostają teraz cztery razy mniej pieniędzy niż jeszcze w zeszłym roku.
Dlatego dyrektorka namawia rodziców do wsparcia placówki. Podkreśla, że datki są dobrowolne. Sugeruje podstawową składkę w kwocie 450 zł miesięcznie za jednego ucznia.
Kiedy uczniowie i ich rodzice decydowali się na naukę w Szkole w Chmurze, o opłatach nie było mowy. Dzisiaj jednak wielu z nich zamierza pomóc. Nie chcą wracać do szkoły systemowej.
Ucieczka z systemu
W Szkole w Chmurze lekcji nie ma. Uczniowie realizują obowiązek szkolny w domach. Mogą za to korzystać z platformy internetowej i materiałów udostępnionych przez szkołę, a także z warsztatów i wspólnych wyjazdów. Jedyne co muszą, to zdać egzaminy do następnej klasy. Wystarczą egzaminy w formie online.
Dominika Uddin z Łodzi jest mamą siódmoklasisty, który w Szkole w Chmurze jest pierwszy rok. Nad przejściem na edukację domową myśleli od dawna. - Widziałam wiele problemów mojego dziecka - mówi pani Dominika. - Syn był przemęczony, zdemotywowany, miał cztery kartkówki w tygodniu i dwa, trzy sprawdziany. Nie mieliśmy na nic czasu, nawet na rozmowę, więc nasze relacje na tym cierpiały - wylicza. Jak twierdzi, po przejściu do Szkoły w Chmurze wiele problemów zniknęło. - My odżyliśmy, dziecko zaczęło się w końcu spełniać w swoich pasjach, a nawet uprawiać sport, mimo że w szkole systemowej lekcji wf-u nienawidziło - dodaje.
Podobnych relacji rodziców o nauce po 'ucieczce' z systemu można znaleźć więcej. Wystarczy spojrzeć na komentarze pod kolejnymi artykułami o problemach szkoły. Rodzice zachwalają jej ofertę, jednocześnie krytykując szkoły systemowe. Teraz do tego doszły apele o powrót do poprzedniego sposobu naliczania subwencji.
- To niesprawiedliwe. My też potrzebujemy, żeby nasza szkoła się rozwijała, żeby na przykład mogła wzbogacić platformę edukacyjną - mówi Dominika Uddin. - Wszystkie dzieci powinny mieć zagwarantowany równy dostęp do edukacji i nigdzie nie jest powiedziane, że rodzic nie ma prawa wybrać formy edukacji - dodaje. Rodzice krytykują też rządzących za to, że zmienili zasady finansowania w trakcie roku szkolnego.
O obcięcie subwencji zabiegały samorządy, szczególnie Warszawa, która wypłaca Szkole w Chmurze pieniądze na każdego ucznia, mimo że pochodzą oni z różnych części Polski. Tylko w zeszłym roku stolica przelała szkole niemal 40 mln zł. W tym roku będzie to najprawdopodobniej ponad 60 mln zł, z czego 15 mln zł miasto będzie musiało dorzucić z własnej kasy, bo rządowa subwencja ustalana jest według liczby uczniów z września, a od jesieni liczba uczniów znacząco wzrosła.
Dlatego władze miasta postulują kolejną zmianę sposobu naliczania subwencji. Chodzi o to, żeby kwota wypłacana samorządom była naliczana co miesiąc, skoro uczniowie mogą przechodzić na edukację domową w każdym momencie. Jednocześnie ratusz prowadzi kontrole w placówce i domaga się od niej zwrotu części subwencji. Urzędnicy zarzucają szkole, że wydała pieniądze niezgodnie z przeznaczeniem. Szkoła odpiera zarzuty.
Warszawa od miesięcy apeluje też o uszczelnienie przepisów dotyczących edukacji domowej, m.in. o powrót do rejonizacji. - To, że edukacja domowa jest potrzebna, jest poza jakąkolwiek dyskusją. Natomiast to, że jedna ze szkół chwali się, że w 15 minut można dziecko online przepisać i uzyskać zgodę na przejście na edukację domową, przemyślanym systemem trudno nazwać -
Działania władz Warszawy krytykuje Alina Czyżewska, aktywistka i członkini Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, zajmująca się nadużyciami władzy. Jak przyznaje, często poleca Szkołę w Chmurze jako drogę ewakuacji ze szkoły systemowej. - W polskich szkołach systemowo jest łamane prawo, a przemoc jest w nich wszechobecna - mówi Czyżewska. - Zwracają się do mnie rodzice z konkretnymi problemami, dotyczącymi stosowania w szkole przemocy wobec ich dzieci, niestosowania zaleceń poradni psychologiczno-pedagogicznych czy nawet nieprawidłowości finansowych. Chcą zawalczyć o dziecko, ale czują się bezsilni, napotykając na problemy czy róże układy - dodaje.
- Skąd ta chora wściekłość na Szkołę w Chmurze? - pyta działaczka. - Wiemy, że chodzi o pieniądze, ale skąd aż tyle emocji? Według Czyżewskiej warszawscy urzędnicy, zamiast atakować Szkołę w Chmurze i niszczyć przy okazji edukację domową, powinni porozmawiać z jej twórcami, żeby wspólnie poprawić system.
Obcięcie subwencji to dyskryminacja?
Pod koniec maja w sieci pojawiła się petycja o przywrócenie subwencji oświatowej dla uczniów w edukacji domowej. Jej twórcy podkreślają, że obniżenie finansowania dla dzieci uczących się w domu jest dyskryminacją wobec tych dzieci i ich rodzin.
"Rodzice dzieci uczących się w domu ponoszą koszty związane z zakupem materiałów dydaktycznych i organizacją zajęć edukacyjnych. Placówki, w których uczniowie realizują obowiązek szkolny, zapewniają dostęp do warsztatów, zajęć dodatkowych, konsultacji z nauczycielami, wyjazdów integracyjnych, materiałów dydaktycznych (poza podręcznikami), udostępniają przestrzenie do spotkań dla młodzieży i dostęp do nowoczesnych platform edukacyjnych. Obniżenie subwencji skutkuje brakiem możliwości nieodpłatnego korzystania z tych aktywności" - piszą autorzy petycji. Żądają podjęcia natychmiastowych działań w celu naprawy obecnej sytuacji.
Zapytaliśmy mailowo Ministerstwo Edukacji i Nauki, czy planuje jakiekolwiek zmiany dotyczące edukacji domowej. W zeszłym roku propozycje rozwiązań znalazły się w lex Czarnek, ustawie mocno oprotestowanej przez organizacje społeczne i ostatecznie zawetowanej przez prezydenta. Rządzący chcieli m.in., żeby uczniowie zdawali egzaminy klasyfikacyjne stacjonarnie. Proponowali też częściowy powrót do rejonizacji. Dzisiaj resort w tej sprawie milczy.