Warszawa chce powiększyć strefę bez starych aut na kolejne dzielnice. "Będzie nas gonił kalendarz wyborczy"
Według planu ratusza Strefa Czystego Transportu miałaby zacząć działać od lipca 2024 roku. Początkowo nie mogłyby do niej wjechać auta z silnikami benzynowymi - starsze niż 27 lat i dieslowskimi - powyżej 18 lat. Kolejne zakazy będą wprowadzane co dwa lata - aż do 2032 roku. Urzędnicy początkowo proponowali objęcie strefą 7 proc. obszaru miasta: niemal całe Śródmieście, ponad połowę Woli, część Ochoty, Pragi Północ i Pragi Południe.
Po konsultacjach urzędnicy doszli do wniosku, że mogą pozwolić sobie na więcej. Z badań przeprowadzonych na zlecenie ratusza wynika, że wprowadzenie SCT popiera niemal 70 proc. mieszkańców. Aż 46 proc. jest za powiększeniem strefy względem wyjściowej propozycji, w tym 26 proc. chce objęcia strefą całego miasta.
- Zastanawiamy się nad tym, żeby powiększyć strefę - mówi dyrektor Biura Zarządzania Ruchem Drogowym Tamas Dombi. - Pomoże to w osiągnięciu na większym obszarze skutków zdrowotnych, poprawi jakość powietrza. Zastanawiamy się nad tym, żeby powiększyć obszar na kolejne kilka dzielnic, natomiast szczegóły są obecnie opracowywane i podlegają analizom specjalistów, z którymi współpracujemy - dodaje.
Konsultacje trwały 3 miesiące. Wpłynęło ponad 3 tys. uwag. Miasto wykorzysta je do stworzenia ostatecznego projektu uchwały, którą przedstawi radnym. Znajdą się w nim m.in. propozycje wyłączenia spod zakazu niektórych pojazdów i grup mieszkańców, w tym seniorów. - Mamy taki przykład z Krakowa, gdzie w tamtejszej uchwale osoby powyżej 70. roku życia nie muszą wymieniać samochodu, dopóki jest on ich własnością - wyjaśnia Dombi.
Aktywiści: im szybciej, tym lepiej
Miasto twierdzi, że analiza nowego wariantu zajmie urzędnikom kolejne dwa miesiące. Na konkrety czekają aktywiści, którzy domagają się jak najszybszego utworzenia strefy. - Cieszy mnie, że są kroki w kierunku powiększenia strefy, bo pierwotna propozycja przyniosłaby zbyt małe efekty - mówi Nina Bąk z Clean Cities Campaign. Liczy na to, że strefa będzie przynajmniej dwa razy większa i że harmonogram się nie zmieni. - Nie możemy sobie pozwolić na odraczanie wdrożenia tej strefy, i tak robimy to późno - dodaje Bąk.
Ekspertka powołuje się na badania Institute for Global Health z Barcelony. - Gdybyśmy obniżyli poziom stężenia dwutlenku azotu w powietrzu do poziomu rekomendowanego przez WHO, każdego roku tylko w Warszawie moglibyśmy uniknąć 743 niepotrzebnych zgonów - mówi. - Już ponad 320 miast w Europie wdrożyło SCT, do 2025 roku planuje ją wprowadzić 500 miast, więc jeśli my tego nie zrobimy, to zaleją nas stare diesle i będą nas truć jeszcze bardziej - dodaje.
Agnieszka Krzyżak-Pitura z fundacji Rodzic w mieście przekonuje, że strefa powinna objąć cały teren Warszawy. - Te czujniki, które Warszawa posiada, pokazują, że na przykład aleja Niepodległości potrafi mieć takie stężenie dwutlenku azotu, które przekracza normy 1300 razy - mówi. - Jeżeli dla Warszawy priorytetem jest zdrowie mieszkańców, to nie ma żadnego racjonalnego powodu, żeby dzielić mieszkańców na tych, którzy mieszkają w centrum miasta i tych, którzy mają mieszkania dalej od centrum - dodaje.
Magdalena Zając z ruchu Rodzice dla klimatu mało konkretne deklaracje miasta przyjmuje ze smutkiem. - Warto rozszerzyć strefę na całe miasto, bo w Warszawie, w wielu dzielnicach, jakość powietrza jest bardzo zła - mówi. - Tlenki azotu, które są emitowane w trakcie używania samochodu, są bardzo szkodliwe dla dorosłych i dla dzieci. Chcemy żyć w czystym mieście - dodaje Zając.
'Kiedy był smog, robili więcej błędów'. Sprawdzili, jak brudne powietrze wpływa na uwagę dzieci
Wybory nie sprzyjają?
Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego pozytywnie ocenia sam plan rozszerzenia strefy. Jego zdaniem urzędnicy są jednak zbyt ostrożni. - Zachęcam miasto do odważnych działań. Przecież większość kierowców warszawskich popiera strefę - mówi. - To istotne, żeby miasto nie zwlekało, dlatego że niestety będzie nas gonił kalendarz wyborczy. Mamy wybory parlamentarne, wiosną - samorządowe, jeżeli dojedziemy z dyskusjami do wyborów, to boję się, że sprawa upadnie. A to temat zdrowotny, merytoryczny i apolityczny. Czyste powietrze nie ma barw politycznych - podkreśla Siergiej.
Temat ma jednak szansę stać się polityczny. Między innymi Strefy Czystego Transportu miałoby dotyczyć referendum, którego domagają się radni Prawa i Sprawiedliwości.
- Jeżeli strefy nie wprowadzimy, grozi nam to, że stan powietrza w Warszawie będzie się pogarszał - mówi Siergiej. Przypomina historię 9-letniej Elli, mieszkającej w pobliżu obwodnicy Londynu, która zmarła z powodu smogu. Była pierwszą osobą na świecie, w której akcie zgonu określono zanieczyszczenie powietrza jako przyczynę śmierci. W Polsce jest już pierwszy pacjent, który choruje przez smog, czego potwierdzeniem jest wpis do jego dokumentacji medycznej. To 11-latek z Warszawy.