,
Obserwuj
Mazowieckie

Prokuratorka, która podpadła przełożonym. Jest finał precedensowej sprawy

4 min. czytania
31.08.2023 14:52
Zakończyła się siedmioletnia batalia warszawskiej prokurator Justyny Brzozowskiej. Miała zarzuty karne za jedną z decyzji procesowych. Immunitet uchyliła jej Izba Dyscyplinarna. Stołeczny sąd - dziś już w II instancji - uznał, że Izba nigdy nie była sądem i nie miała do tego uprawnień. Dlatego postępowanie karne umorzono.
|
|
fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl

Justyna Brzozowska to prokurator z kilkunastoletnim stażem w zawodzie. Pracuje w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. W 2015 roku odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie warszawskiej reprywatyzacji. Uznała, że nie ma odpowiedniego materiału dowodowego potwierdzającego, że doszło do złamania prawa.

Prokurator Kamil Kowalczyk z Prokuratury Krajowej postawił jej za to zarzuty związane z art. 231. Kodeksu karnego, czyli niedopełnieniem obowiązków. Wskazał, że bezzasadnie odmówiła śledztwa dotyczącego reprywatyzacji w stolicy. Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego (której dziś już nie ma, a która z zgodnie z wyrokiem TSUE, nie była niezależnym i niezawisłym sądem) pozbawiła ją immunitetu.

W styczniu 2023 roku sąd pierwszej instancji uznał, że pozbawienie prokurator immunitetu nastąpiło z naruszeniem prawa, bo organ, który tego dokonał, nie był sądem. A to oznacza, że prokuratura nie mogła jej postawić żadnych zarzutów karnych. Sędzia powołał się na artykuł 17., paragraf 1., punkt 10. Kodeksu postępowania karnego, w którym napisano, że 'nie wszczyna się postępowania, a wszczęte umarza, gdy brak wymaganego zezwolenia na ściganie lub wniosku o ściganie pochodzącego od osoby uprawnionej(...)'.

Jest prawomocny wyrok

Od decyzji sądu pierwszej instancji odwołał się prokurator Kamil Kowalczyk, składając ponad 60-stronnicową apelację. Sąd Okręgowy w Warszawie jej jednak nie uwzględnił. W czwartek (31 sierpnia) podtrzymał decyzję z Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa i umorzył postępowanie karne wobec Justyny Brzozowskiej. Już prawomocnie.

- Cała batalia trwała siedem lat, to był dla mnie na pewno - emocjonalnie - bardzo trudny czas. Nie ukrywam tego. Wiedziałam przecież, że mogę zostać wyrzucona z pracy, którą lubię, której się poświęcam, która jest niezwykle wymagająca i trudna. A drugi aspekt jest taki, że groziła mi kara pozbawienia wolności do lat trzech. I ta obawa - wobec tego, co obecnie się w Polsce dzieje, była realna. A to jest bardzo obciążające - mówi Justyna Brzozowska.

- Czułam to obciążenie codziennie, zarówno w mim domu, jak i w pracy. Przesłuchiwałam świadków, przesłuchiwałam podejrzanych, którzy mają dostęp do internetu, gdzie moje nazwisko funkcjonuje. I tam się pojawiało 'oskarżona'. I moi podejrzani w trakcie przesłuchań mówili 'Pani prokurator, jedziemy na tym samym wózku'. Do tego ten pierwszy raz, gdy stanęłam w sądzie pierwszy raz nie w todze, ale po przeciwnej stronie. To potworne wrażenie zostanie ze mną na zawsze - mówi pani prokurator w rozmowie z TOK FM.

- Ta sprawa - to pewien skrót myślowy - to Igor Tuleya, ale w wymiarze prokuratorskim. Bo to jest pierwsze postępowanie na taką skalę wobec prokuratora za merytorycznie podjętą decyzję procesową - tłumaczy w rozmowie z TOK FM mecenas Marta Tomkiewicz-Januszewska, jedna z obrończyń Justyny Brzozowskiej.

- Przełożonym nie spodobała się decyzja procesowa, więc na tej podstawie stworzono zarzuty karne. To jest bez precedensu. Przecież dla każdego prawnika - dla sędziego, prokuratora, adwokata - powinno być oczywistą oczywistością, że każdy może dowolnie ocenić daną sprawę i dowody w niej zebrane. Może się pomylić, ale od tego są środki odwoławcze i wyższa instancja, a nie stawianie zarzutów karnych - dziwi się mecenaska.

Co ważne, decyzja sądu II instancji zapadła dopiero na drugim posiedzeniu. Wydał ją sąd w trzyosobowym składzie. Na pierwszym terminie - kilka tygodni temu - się nie udało, bo prokurator wniósł o wyłączenie wyznaczonych sędziów. - Jako podstawę swojego wniosku wskazał list dotyczący stosowania europejskiego orzecznictwa przez polskie sądy. Podpisali się pod nim właśnie ci sędziowie - mówi mecenas Tomkiewicz-Januszewska. Sąd wniosku prokuratury nie uwzględnił.

Prokurator Justyna Brzozowska - mimo postawionych zarzutów karnych - nie była zawieszona, nie miała też obniżonego wynagrodzenia. Cały czas normalnie pracowała, choć z widmem sprawy karnej z tyłu głowy. - W dzisiejszej decyzji sąd odwołał się do europejskiego orzecznictwa, do wyroków TSUE i ETPC. Ale powołał się też na uchwałę trzech połączonych izb Sądu Najwyższego. I padło ważne zdanie na ten temat. Sąd wskazał, że dla laika to orzeczenie trzech izb może nie mieć wielkiego znaczenia, ale dla prawników charakter i skład sądu, który wydał to orzeczenie, ma ogromne znaczenie. I nie można twierdzić, że to się nie wydarzyło - mówi Marta Tomkiewicz. - Dla pani prokurator Brzozowskiej decyzja sądu II instancji oznacza zakończenie siedmioletniej batalii - dodaje adwokatka.

Stanowisko obrońców Justyny Brzozowskiej poparli sędzia Piotr Gąciarek - jako reprezentant Stowarzyszenia Sędziów Iustitia i prokurator Katarzyna Gembalczyk, reprezentująca Stowarzyszenie Lex Super Omnia.