,
Obserwuj
Mazowieckie

Pod Warszawą tak "witają sąsiadów" zza granicy. "Chcieliśmy, by zostali zauważeni"

3 min. czytania
30.11.2023 07:00
- Zależało nam na integracji migrantów. Żeby nie tylko Warszawa ich przyciągała, ale żeby byli też aktywni w swoich gminach - mówią pomysłodawcy projektu "Witam sąsiada" organizowanego w trzech podwarszawskich miejscowościach: Markach, Izabelinie i Podkowie Leśnej.
|
|
fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl

Marki, Izabelin i Podkowę Leśną wybrano do projektu nieprzypadkowo. Jak słyszymy, to właśnie tam często mieszkają cudzoziemcy, którzy przyjeżdżają do pracy do Warszawy. Osiadają w miejscowościach pod miastem m.in. ze względu na niższe koszty. Projekt "Witam sąsiada" miał włączać ich w życie lokalnej społeczności i sprawić, by nie traktowali miasteczek jedynie jako "sypialni", do których wracają na noc. 

Sama idea zrodziła się jeszcze przed wybuchem wojny. Akcję zorganizowało Polskie Forum Migracyjne i Fundacja dla Wolności. - Zależało nam, by migranci zintegrowali się na miejscu. By nie było tak, że tylko Warszawa ich przyciąga i integruje ich życie. Chcieliśmy, by u siebie w gminach byli aktywni, przyjaźnie traktowani i zauważani - mówi TOK FM Justyna Różańska, koordynatorka projektu "Witam sąsiada".

W ramach akcji zbadano m.in. jak zmieniło się postrzeganie cudzoziemców, choćby w związku z wojną w Ukrainie. - I tak na przykład w Izabelinie migranci są dużo bardziej widoczni. Nie chodzi tylko o ich liczbę. Rzecz w tym, że wojna i związane z nią ustawodawstwo spowodowało, że łatwiejsza była legalizacja pobytu. Wcześniej mieszkało tu wielu cudzoziemców, gmina o tym wiedziała, zorganizowała dla nich nawet spotkanie integracyjne, ale nikt nie przyszedł, bo ci ludzie często pracowali "na czarno". Obawiali się więc, że ktoś może ich z Polski wyrzucić. Teraz wygląda to zupełnie inaczej - opowiada Różańska. 

 

Wsparcie szkół

 

Do projektu zaangażowano też trzy lokalne szkoły. We współpracy z nimi stworzono strategie wspierania różnorodności kulturowej. Dzięki temu w szkołach pojawiły się asystentki międzykulturowe, które wspierają uczniów z doświadczeniem migracji. Są też tzw. caseworkerzy wspierający w codziennych problemach. - Pomagam z tłumaczeniami, z załatwieniem spraw w urzędach, w zakresie doradztwa zawodowego czy z uzyskaniem porady prawnej. Czasami szukam też dla nich psychologa - wylicza Elmira Abasbekova, asystentka środowiskowa w Fundacji dla Wolności. Nie kryje, że było jej łatwiej, bo sama ma doświadczenie uchodźcze. - Przez to niejednokrotnie prościej się migrantom przede mną otworzyć. Bywało, że spotykaliśmy się tylko po to, by porozmawiać. To było jak rozmowa brata z siostrą albo mamy z córką - opowiada pani Elmira. 

'Chłopcy z klasy rzucają we mnie zeszytem'. Dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Hejt i wykluczenie. Co robić?

- Istotą projektu jest zakorzenienie ludzi w społecznościach, w których mieszkają i danie im poczucia bliskości. (...) Zasadniczy skutek to fakt, że mogą się poczuć choć trochę jak u siebie. Mogą swoje miejsce współtworzyć, zawiązywać nowe relacje - mówi TOK FM Agnieszka Kosowicz, prezeska Polskiego Forum Migracyjnego. Jak dodaje, po jednym z takich integracyjnych spotkań jedna z mieszkanek gminy zapytała, czy będą kolejne. - Bo tak ją zaciekawiła opowieść jednej z migrantek - sąsiadek, że chciała jej wysłuchać jeszcze raz - dodaje Kosowicz. 

- Ci migranci, którzy przyjechali do Izabelina czy Marek, już zalegalizowali swój pobyt. Wiedzą, co chcą tutaj robić, już się u nas odnaleźli. Teraz na przykład powiedzieli nam, że chcą pracować, a żeby to było możliwe, chcą znać w miarę dobrze język polski. Dlatego zorganizowaliśmy intensywny kurs, by ich w tym wesprzeć - tłumaczy Justyna Różańska.

Powstała też grupa dla seniorów i seniorek z zagranicy. - Spotykają się raz w tygodniu i mówią, że ten dzień to dla nich jasny promyk tygodnia. Fakt, że mogą się spotkać, pogadać, wesprzeć, wspólnie pośpiewać bardzo mocno ich trzyma - dodaje pani Justyna. 

W ramach projektu zorganizowano też szkolenia i wsparcie dla samorządowców, by wiedzieli, jak wdrażać u siebie model integracji migrantów i migrantek. Bo lokalni włodarze nie zawsze sobie radzą z tym zadaniem. Niektórzy mylą "integrację" z "asymilacją", a to nie są pojęcia tożsame. W integracji chodzi o to, by Ukraińcom, Białorusinom, Afgankom, Czeczenkom czy przedstawicielom innej narodowości żyło się w danym miejscu dobrze. By wiedzieli, gdzie jest szkoła czy przedszkole, jak skorzystać z pomocy prawnej albo wsparcia socjalnego, gdzie kupić przejazdówkę na komunikację podmiejską albo jak szukać pracy.

"Witam sąsiada" to projekt finansowany przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię z Funduszy EOG i Funduszy Norweskich w ramach Programu Aktywni Obywatele - Fundusz Regionalny.