,
Obserwuj
Mazowieckie

Chcą odwołać dyrektorkę od Glińskiego. "Alarmujące informacje"

4 min. czytania
14.02.2024 15:15
Ponad 150 osób podpisało się pod listem otwartym do ministra w sprawie sporu w Żydowskim Instytucie Historycznym. "Alarmujące są informacje o prowadzeniu szkodliwej polityki kadrowej przez obecną dyrekcję ŻIH, w tym marnowaniu kompetencji oraz potencjału pracowników i ich zastraszaniu" - czytamy w dokumencie.
|
|
fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

O tym, co dzieje się w Żydowskim Instytucie Historycznym pisaliśmy w ubiegłym tygodniu na naszym portalu. Pracownicy jednostki mówili nam m.in. o atmosferze strachu. - My się naprawdę boimy. (...) Duża część z nas - przy takim traktowaniu - korzysta z pomocy terapeutów - przyznali w rozmowie z TOK FM.

W całej sprawie chodzi o działania Moniki Krawczyk. To dyrektorka ŻIH powołana jeszcze za 'dobrej zmiany' przez ministra Piotra Glińskiego. Pracownicy twierdzili, że zarządza autorytarnie, zarzucali jej niekompetencję. Wysłali w tej sprawie list do ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bartłomieja Sienkiewicza. Wskazywali, że ŻIH znajduje się 'w głębokim kryzysie' i zażądali odwołania pani dyrektor.

Spór w Żydowskim Instytucie Historycznym. 'Jest strach. Byle tylko nie spotkać pani dyrektor'

Spór w ŻIH. Nowy głos w obronie pracowników

Po publikacji m.in. naszego artykułu powstał list otwarty w obronie jednostki i jego pracowników. Jak się dowiedzieliśmy, ma być on przekazany do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, mediów oraz Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny.

Pod listem podpisało się ponad 150 naukowców z Polski, ale też ze świata. To m.in. tacy badacze tematyki żydowskiej jak: prof. Barbara Engelking, prof. Jan Grabowski, prof. Adam Puławski czy prof. Natalia Aleksiun z uniwersytetu na Florydzie. Są też badacze m.in. z Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego, Centrum Badań nad Zagładą Żydów, Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie czy Muzeum POLIN.

"ŻIH to instytucja wyjątkowa, założona w 1947 roku przez Ocalałych z Zagłady w celu zachowania pamięci o historii i kulturze polskich Żydów, a jej zbiory są unikatowe w skali świata" - napisali historycy. Zwrócili uwagę, że niepokoją ich doniesienia o tym, jak zarządza ŻIH obecna pani dyrektor.

Spór w ŻIH. "Alarmujące informacje"

"Wiele osób pracujących w Dziale Naukowym ŻIH - jak również w innych działach - to wybitni specjaliści i specjalistki, posiadający unikalną wiedzę. Ich dokonania cenione są w Polsce oraz poza jej granicami, o czym świadczą liczne nagrody i wyróżnienia dla publikacji oraz prac ich autorstwa. Tym bardziej alarmujące są informacje o prowadzeniu szkodliwej polityki kadrowej przez obecną dyrekcję Instytutu, w tym marnowaniu kompetencji oraz potencjału pracowników i ich zastraszaniu, ingerowaniu w realizację projektów naukowych i popularyzatorskich, ograniczanie możliwości prezentacji wyników badań na konferencjach, nie wspominając już o braku warunków do swobodnej pracy naukowej" - napisali badacze.

Historycy wskazali, że w ostatnich latach - ze względu na atmosferę - odeszli lub zostali zwolnieni doświadczeni pracownicy. "Na ich miejsce przyjmowane są osoby, których kompetencje naukowe w zakresie opracowywania historii i kultury polskich Żydów budzą w środowisku poważne wątpliwości. Sytuacja ta z pewnością będzie miała negatywne skutki dla rozwoju badań nad historią Żydów" - czytamy w liście.

W piśmie do ministra wskazano choćby jeden z przykładów takiej właśnie polityki kadrowej - mowa o "paraliżu pracy Biblioteki ŻIH po zwolnieniu jej kierownika Andrzeja Kamińskiego". "Naukowczynie i naukowcy z całego świata, chcący zapoznać się na miejscu ze zbiorami Instytutu, mogą zrobić to w bardzo ograniczonym zakresie" - wskazują sygnatariusze listu.

Oto kulisy życia w bazie F-16. Gdy pilot usłyszy to słowo, w Polsce zacznie się wojna

Spór w ŻIH. Jest audyt

Jak pisaliśmy, audyt w Żydowskim Instytucie Historycznym prowadzi obecnie Stowarzyszenie ŻIH. Jest to efekt "niepokojących sygnałów", jakie zaczęły do zarządu stowarzyszenia napływać. "Mając obawy, że mogą one mieć bezpośredni wpływ nie tylko na funkcjonowanie Instytutu oraz jego pracowników, ale również na zbiory, do ochrony których został powołany Instytut, skonsultowaliśmy się z byłymi i obecnymi pracownikami (...). W wyniku tych rozmów Zarząd Stowarzyszenia podjął decyzję o przeprowadzeniu po raz pierwszy szerokiego audytu obejmującego swoim zakresem wszelkie zagadnienia mogące mieć wpływ na ocenę prawidłowości sprawowanej przez Instytut opieki nad uznanym za jeden z najcenniejszych zasobów dziedzictwa polskich Żydów" - napisał przewodniczący zarządu Piotr Wiślicki. Zapowiedział, że wyniki audytu powinny być znane do końca lutego.

Historycy w swoim liście otwartym wyrażają nadzieję, że audyt prowadzony przez stowarzyszenie zostanie uzupełniony przez szczegółową kontrolę ze strony Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. "Mamy nadzieję, że wyniki tych działań pozwolą na podjęcie decyzji, które będą miały na celu nie tylko dobro Instytutu, ale i jego dalszy rozwój w zakresie działalności naukowej i upowszechniania wiedzy o historii polskich Żydów, w tym o Zagładzie" - czytamy w liście przygotowanym przez badaczy.

Monika Krawczyk przekonuje, że zarzuty dotyczące złego traktowania pracowników są nieprawdziwe. "Nie można godzić się na to, by wizerunek ŻIH i poszczególnych osób był niszczony w przestrzeni publicznej przez anonimowe pismo, za które nikt nie chce wziąć odpowiedzialności" - napisała. Wyjaśnienia pani dyrektor opisywaliśmy na naszym portalu.

Przypomnijmy, Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie to m.in. archiwum, którego nie ma nigdzie indziej na świecie. Instytut powstał tuż po wojnie - w 1947 roku i opiekuje się m.in. Archiwum Ringelbluma. Emanuel Ringelblum był historykiem, w czasie wojny pisał osobisty dziennik, ale też gromadził dokumenty i inne materiały na temat życia Żydów w okupowanej Polsce. To właśnie on - wspólnie ze współpracownikami - stworzył podziemne archiwum warszawskiego getta, czyli najcenniejszy zbiór dokumentów i relacji z tamtego czasu.