"Liderzy" i "drzemacze". Miało być zabawnie, skończyło się na zawiadomieniu kuratorium
Uczniowie klas od czwartej do ósmej Szkoły Podstawowej nr 48 im. Adama Próchnika w Warszawie, zanim otrzymali świadectwo na koniec roku, dostali specjalne dyplomy w sześciu kategoriach. Niektórym uczniom przyznano tytuł 'lidera', innym 'społecznika', a jeszcze innym - 'drzemacza lekcyjnego' lub 'marzyciela'. Ten ostatni - jak wyjaśnili pomysłodawcy dyplomów - to 'uczeń wiecznie z głową w chmurach, który zdaje się funkcjonować w swojej własnej rzeczywistości. Zwykle jest nieprzygotowany do lekcji i wyrwany przez nauczyciela odpowiada nie na temat'.
Część dyplomów zaprojektowanych z myślą o 'drzemaczach' i 'marzycielach' otrzymały dzieci ze zdiagnozowanymi problemami zdrowotnymi czy psychicznymi, które wymagają specjalnego podejścia w szkole. To oburzyło niektórych rodziców, którzy zareagowali zawiadomieniem kuratorium oświaty.
Afera wokół dyplomów dla uczniów. Dyrektor szkoły tłumaczy
Burza wokół nietypowych dyplomów zdziwiła dyrektora szkoły. Bo - jak podkreślił w swoim oświadczeniu w mediach społecznościowych, całą inicjatywę wymyślili i przygotowali nie nauczyciele, a samorząd uczniowski. Ponadto reszta uczniów oraz ich rodzice byli o wszystkim poinformowani z wyprzedzeniem.
To miała być wycieczka szkolna. 50 uczniów 'uprowadzonych' na wiec PiS
'Szczególnie wyraźnie i dobitnie podkreślano, że należy traktować ten konkurs z dystansem, ma on konwencję żartu i w żadnym wypadku nie ma na celu ośmieszenia czy upokorzenia kogokolwiek. (...) Nikt nie zgłosił żadnych uwag czy wątpliwości ani do przedstawicieli samorządu, ani też do nauczycieli' - czytamy.
Jak dodał dyrektor, zdaje sobie sprawę z tego, że 'wśród uczniów szkoły jest wielu mających orzeczenia i opinie'. 'Nie zdecydowaliśmy się na ich wyłączenie. Nie chcieliśmy w taki sposób stygmatyzować dzieci' - tłumaczył, po czym przeprosił, 'jeżeli ktokolwiek poczuł się urażony'.
Pedagożka surowo o dyplomach dla "drzemaczy". "Nie potraktuje tego jak żartu"
Suchej nitki na kontrowersyjnych dyplomach dla uczniów warszawskiej podstawówki nie pozostawiła pedagożka pracująca w innej szkole. Jak anonimowo wskazała w rozmowie z 'Gazetą Wyborczą', 'jeśli dziecko ma problemy psychiczne, jest pod kontrolą lekarza specjalisty, to każde takie działanie będzie wpływało na jego niekorzyść'. 'Ono nie potraktuje tego jak żartu. Wychowawca, a po nim także dyrektor szkoły, znając osobowość i problemy poszczególnych uczniów powinni tym bardziej wyczuć, kto potraktuje taką łatkę z dystansem, a kto weźmie ją mocno do siebie. Jeśli dziecko funkcjonuje w normie i jednego dnia uzna to za żart, to potem przy lekkim spadku emocjonalnym może go ta łatka dotknąć' - komentowała.
Na to szły pieniądze z biura byłego RPD. Druzgocący raport NIK
Co w tej całej sytuacji ma do powiedzenia kuratorium? Jak przekazał 'Wyborczej' rzecznik prasowy warszawskiego kuratorium oświaty Andrzej Kulmatycki, instytucja zwróciła się do dyrektora Szkoły Podstawowej nr 48 o szczegółowe informacje w sprawie osobliwych dyplomów.
Posłuchaj:
Sprawdź, co jeszcze mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Tylko dzisiaj TOK FM Premium w cenie 99 zł na rok. Wejdź tutaj>>>