,
Obserwuj
Mazowieckie

Chciała pomóc Kurdowi, dziś siedzi na ławie oskarżonych. "To absurdalne"

4 min. czytania
10.10.2024 16:18
- To absurdalne, że w tej historii oskarża się mnie o uzurpowanie jakichś mocy Supermana, żeby "kraść" ludzi z ośrodków detencyjnych - mówi psycholożka Maria Książak. Przed sądem w Radomiu dobiega końca proces, w którym zasiada na ławie oskarżonych.
|
|
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM

Sąd Okręgowy w Radomiu od kilku miesięcy zajmuje się sprawą przeciwko psycholożce, która od wielu lat pomaga migrantom m.in. ze strzeżonych ośrodków. Marię Książak od początku wspierają aktywiści i wolontariusze, którzy na co dzień działają na rzecz migrantów i migrantek na polsko-białoruskiej granicy. - Maria to osoba, która pomaga cudzoziemcom w wielu naprawdę trudnych sytuacjach życiowych, wspiera, rozmawia z nimi, pokazuje sens określonych działań - mówiła pani Marina, która na rozprawę 10 października przyjechała do sądu z Berlina. Psycholożkę zna od prawie 25 lat.

O co jest cały ten proces?

Maria Książak jest oskarżona o to, że próbowała pomóc wydostać się ze szpitala jednemu z tureckich Kurdów, co opisywaliśmy na naszym portalu. Mężczyzna prowadził głodówkę w strzeżonym ośrodku w Lesznowoli, jego stan się pogorszył i trafił pod opiekę lekarzy - najpierw w Grójcu, a potem w szpitalu psychiatrycznym w Radomiu. Parametry życiowe miał w normie, ale jego stan emocjonalny był trudny - z nikim nie rozmawiał, do nikogo się nie odzywał. W szpitalu nie było tłumacza, a mężczyzna nie mówił po angielsku. O jego pobycie mieli być poinformowani Rzecznik Praw Obywatelskich i Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

O sytuacji Kurda wiedziała też Maria Książak. Miała świadomość, że mężczyzna jest w tak złym stanie, że może nawet próbować targnąć się na swoje życie. Dlatego nawiązała kontakt ze szpitalem. Śledczy twierdzą, że - w rozmowie telefonicznej z jedną z lekarek - Książak miała podać się za przedstawicielkę straży granicznej. Dlatego uznali, że chciała w ten sposób doprowadzić do uwolnienia Kurda. Została oskarżona m.in. z art. 243. Kodeksu karnego, który mówi: "Kto osobę pozbawioną wolności na podstawie orzeczenia sądu lub prawnego nakazu wydanego przez inny organ państwowy uwalnia lub ułatwia jej ucieczkę, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3".

W sprawie przed Sądem Okręgowym w Radomiu przesłuchano już wszystkich świadków, wśród nich m.in. dr Hannę Machińską. W czwartek 10 października spodziewano się, że wygłoszone zostaną mowy stron. Liczono też, że być może sąd wyda wyrok. Tak się jednak nie stało. Okazało się, że sąd potrzebuje jeszcze dodatkowych dokumentów ze szpitala, w którym przebywał Kurd. Dlatego termin kolejnej rozprawy wyznaczono na listopad.

'To absurdalne'

Maria Książak, mimo że jeszcze nie ma wyroku, zdecydowała się z nami dłużej porozmawiać. Jak mówi, cała ta historia jest dla niej ogromnym zaskoczeniem. Traktuje ją w kategoriach nieporozumienia. - Straż Graniczna, m.in. w Lesznowoli, gdzie przebywał ten Kurd, bardzo dobrze mnie zna. Znają moje imię i nazwisko, wiedzą czym się zajmuję, często tam dzwoniłam - mówi pani Maria. Jak podkreśla, będąc oskarżoną w takiej sprawie - emocjonalnie - jest jej bardzo trudno.

- To absurdalne, że w tej historii oskarża się mnie o uzurpowanie jakichś mocy Supermana, żeby "kraść" ludzi z ośrodków detencyjnych. Zawsze, pomagając bardzo różnym osobom, przestrzegałam prawa. Moją rolą było w szczególności pisanie opinii psychologicznych o stanie zdrowia osób, którym pomagałam. Nawet kilka tych opinii przywiozłam dzisiaj do sądu, aby pokazać - podkreśla w rozmowie z TOK FM.

Jak dodaje, przez wszystkie lata - przy rozmowach o cudzoziemcach - powoływała się na art. 400 Ustawy o Cudzoziemcach. Zawsze walczyła, by cudzoziemcy - ofiary tortur - nie trafiali do ośrodków zamkniętych, za kraty, bo to bardzo źle wpływa na ich stan psychoemocjonalny. A, przypomnijmy, zamykanie takich osób w ośrodkach, w tym nawet rodzin z dziećmi, jest bardzo częste, o czym pisaliśmy wcześniej na naszym portalu.

Artykuł 400 mówi: "Postanowienia o umieszczeniu cudzoziemca w strzeżonym ośrodku lub o zastosowaniu wobec niego aresztu dla cudzoziemców nie wydaje się, jeżeli: 1) mogłoby to spowodować niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia cudzoziemca; 2) stan psychofizyczny cudzoziemca może uzasadniać domniemanie, że cudzoziemiec był poddany przemocy".

- Zawsze, pisząc opinie o stanie cudzoziemca, bo taka jest moja rola, odpowiadałam na dwa kluczowe pytania: czy stan psychoemocjonalny cudzoziemca może potwierdzać, że jest ofiarą przemocy i czy jego zły stan zdrowia pogłębia się na skutek przebywania w detencji? I, co ważne, po takich opiniach, w naprawdę wielu sprawach, sąd zwalniał te osoby z tego zamknięcia - opowiada nasza rozmówczyni. Jak wyjaśnia, w sprawie tureckiego Kurda, w której teraz jest oskarżona, też chciała pomóc. Doskonale wiedziała, że migrant absolutnie nie powinien dłużej przebywać w zamkniętym ośrodku, gdzie w oknach są kraty, bo w swoim kraju był ofiarą tortur. Jak twierdzi, miała pełnomocnictwa - m.in. do uzyskiwania informacji o jego stanie zdrowia. - Nigdy nie podawałam się za żadnego funkcjonariusza Straży Granicznej - zapewnia w rozmowie z TOK FM.

Osoby wspierające w sądzie w Radomiu psycholożkę, Marię Książak
Osoby wspierające w sądzie w Radomiu psycholożkę, Marię Książak
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Pani Maria nie kryje, że jeśli zostanie skazana - a taką ewentualność musi brać pod uwagę - nie będzie mogła dalej pomagać cudzoziemcom i np. zeznawać w sądzie jako psycholog - świadek, który daną osobę badał. Nie będzie też mogła być biegłą. - Nie czuję się winna, niczego złego nie zrobiłam - mówi w rozmowie z TOK FM. Dlatego, jak podkreśla, wierzy w sprawiedliwość i w to, że nie usłyszy słowa "Winna".